Humbug Lisa
Program "Tomasz Lis na żywo" doskonale odzwierciedla obecny stan Telewizji
Polskiej. Właściwie trudno od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji żądać, by co
drugi dzień udzielała kary TVP za różne wyczyny. Pierwszy wyczyn to pominięcie w
sobotnich "Wiadomościach" informacji o marszu w obronie Telewizji Trwam, krótko
po zmianie szefa "Wiadomości" na Piotra Kraśkę. Nie minęły dwa dni i jest druga
audycja, za którą KRRiT powinna ukarać TVP. Ale czy ja się spodziewałam czegoś
innego po Lisie?
Zaprosił dwóch "oryginalnie" dobranych ludzi. Jeden z nich to Piotr
Gulczyński, szef Instytutu Lecha Wałęsy, czyli człowiek, który Lecha Wałęsę na
co dzień zna i który obsługuje jego sprawy. Gulczyński wykazał się olbrzymią
lojalnością wobec byłego prezydenta, uchylił się od wielu nietaktownych pytań
Lisa. Cokolwiek Wałęsa zrobił, nie jest pozbawiony praw ludzkich. Wypytywanie
jego współpracownika o pożycie i plany rozwodowe byłego prezydenta jest
zapierającym dech w piersiach skandalem, to wątek poboczny, ale w audycji zajął
sporo miejsca.
Druga zaproszona osoba to Andrzej Celiński, członek Komitetu Obrony
Robotników (potem wstąpił do SLD), który w 1981 był osobistym sekretarzem Lecha
Wałęsy i z pewnością osobiście dobrze go zna.
Andrzej Celiński nie był zwolennikiem prezydentury Lecha Wałęsy, nie krył
swojej dezaprobaty w czasie kampanii prezydenckiej Wałęsy. A teraz okazuje się,
że znowu jest jego zwolennikiem.
Zaproszenie dwóch zwolenników Lecha Wałęsy nie pozostawiło śladu możliwości
zrównoważenia opinii. Ja nie wymagam, by wszystko było mechanicznie równoważone.
Sam prowadzący audycję udawał, że przytacza argumenty przeciwników Wałęsy czy
też zwolenników odkrywania prawdy o historii Wałęsy. Ale Lis robił to
nierzetelnie, po łebkach, moim zdaniem nieuczciwie przytaczał argumenty,
dystansował się od nich gestem i tonem głosu. Przede wszystkim jednak nie
zaprosił osoby, która by żywiła te przekonania i pytanie to umiała zadać w
sposób wymagający odpowiedzi, a nie wyśmiania. Z punktu widzenia każdej zasady
dziennikarskiej rzetelności audycja była niewiarygodnym humbugiem i pomyłką.
Należałoby zaapelować do KRRiT o ukaranie TVP za utrzymywanie podobnych
audycji. To nie pierwszy program Lisa w takim stylu. Autor notorycznie nie
spełnia podstawowych standardów – nie jest ani bezstronny, ani rzetelny, ani nie
przytacza dokumentów. W tym przypadku tylko przytaczał rzekome pytania opozycji.
Opozycja sama ma język i pytania może zadać. Słuchacz niewprowadzony w temat
audycji Lisa nie dowiedział się z niej niczego poza tym, że oni znowu atakują
Wałęsę i czy może Wałęsa ma zamiar rozwieść się z żoną.
Teresa Bochwic
Autorka jest członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia
Dziennikarzy Polskich oraz przewodniczącą Obywatelskiej Komisji Etyki Mediów.
