Honor polskiego oficera
Wkrótce minie pierwsza rocznica śmierci Marii Fieldorf-Czarskiej (zm. 21
XI 2010) – córki straconego przez komunistów generała "Nila", strażniczki jego
pamięci, nieustającej do końca życia w staraniach o godne upamiętnienie ojca i o
sprawiedliwy sąd nad jego "sędziami" i katami.
Córka "Nila" nie traktowała jednak swych starań jak sprawy osobistej. Nie
była typem "mścicielki" dążącej do ukarania winnych zbrodni ze względu na więzy
krwi. Wręcz przeciwnie, miała cudowny dar wybaczania ludziom ich słabości,
błędów, potknięć. Nie przyjmowała jednak do wiadomości jakichkolwiek
"kompromisów" tam, gdzie w grę wchodziły wartości kardynalne, niepodlegające
dzieleniu, ważeniu, modelowaniu w zależności od potrzeb i sytuacji. Prawda
znaczyła u niej prawdę, a sprawiedliwość znaczyła sprawiedliwość. Jedno i drugie
miało oparcie w Bogu. No i Polska… Wielka rzecz. "Święta Sprawa" z ostatniego
rozkazu gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka". Z upodobaniem przytaczała słowa
Zofii Kossak-Szczuckiej: "Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego".
Tą rzeczą jest honor
I była jeszcze jedna kategoria szczególnie ważna w katalogu wartości córki "Nila".
To był honor, który oznaczał dla niej cześć, dobrą sławę; krótko mówiąc, to, co
się w języku prawniczym określa "dobrami osobistymi". Człowiek bez czci i honoru
oddala się od Boga i od ludzi. Rezygnację z dobrej o sobie pamięci – za cenę
wygodnego życia, dóbr materialnych, stanowisk i zaszczytów – uważała za
największą klęskę. Honor to wielka rzecz! Często o tym mówiła, dużo o tym
myślała. Zastanawiała się, czy młodzi oficerowie współczesnego Wojska Polskiego
rozumieją, czym jest honor. Kiedy została zaproszona na uroczystość do nowej
jednostki wojsk specjalnych w Krakowie, która przybrała za patrona generała "Nila"
i wystawiła mu pomnik na terenie jednostki, Maria napisała przesłanie do
oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego. Nie tylko tych z Krakowa. Długo nad nim
myślała, kilkakrotnie je poprawiała. Wszak mówiła w imieniu ojca, była jego
adiutantem! Przesłanie odczytano 4września 2009 roku przed frontem oficerów i
żołnierzy Jednostki Wsparcia Dowodzenia iZabezpieczenia Wojsk Specjalnych im.
Generała Augusta E. Fieldorfa "Nila" w Krakowie. Przypominało bardziej rozkaz
dzienny dowódcy niż list córki bohatera. Maria pisała:
"Pierwszą po Bogu miłością jest miłość do własnej Ojczyzny. Tak pisała nie tylko
Zofia Kossak-Szczucka – wybitna polska pisarka, więźniarka Auschwitz – w swoim
"Dekalogu Polaka" z roku 1940. Podkreślał to także wielokrotnie Prymas
Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński.
Do Was to mówił, oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego! Wiedział, że Polska
doczeka takich czasów, kiedy Wojsko Polskie będzie się mogło odwołać do swojej
szlachetnej dewizy: "Bóg, Honor i Ojczyzna". Źródłem mocy jest bowiem sam Bóg –
pod warunkiem, że ta moc służy dobrej sprawie – "świętej Sprawie", jak mówili
Polacy czasu wojny o niepodległość kraju. A cóż jest honor? To "rzecz bezcenna w
życiu ludzi, narodów i państw" – by przytoczyć wiekopomne słowa pułkownika
Józefa Becka, wypowiedziane 5maja 1939 roku, w odpowiedzi na wrogie roszczenia
wobec Polski. "Przysięgam tak postępować, abym mógł żyć i umierać jak prawy
żołnierz polski". To też honor, zapisany w rocie przysięgi wojskowej żołnierza
IIRzeczypospolitej. Odmowa współpracy z wrogiem – bez względu na konsekwencje –
to był honor mego Ojca. A kto obroni dziś, jeśli nie Wy, dobre imię tych,
których nazwano "żołnierzami wyklętymi"?
Oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego, przyszłość Polski od Was zależy.
OdWaszej cnoty żołnierskiej i od Waszej mądrości. Każdy musi "znaleźć swoje
Westerplatte", z którego nie wolno zdezerterować – by odwołać się do nauki Sługi
Bożego Jana PawłaII. Człowiek wątpiący i nazbyt uległy staje się wbrew swej woli
sprzymierzeńcem wroga. Musicie być silni i świadomi swych zadań. Życie jest
piękne i fascynujące tylko wtedy, gdy się je poświęca pięknym i fascynującym
ideałom, o które warto walczyć i za które warto czasem oddać życie. Dla nas,
odchodzącego już pokolenia Armii Krajowej, jesteście pokoleniem późnych wnuków,
którym ziścił się nasz sen z długich lat komunistycznej opresji. Niech Wam Bóg
pomaga w służbie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!".
Z biblioteki "Nila"
Niewiele zostało pamiątek po "Nilu". Wśród nich mocno sfatygowana, wielokrotnie
czytana książeczka mjr.Artura Ganczarskiego "Ochrona czci w Wojsku Polskim",
wydana u zarania odrodzonego Wojska Polskiego, w roku 1919! Major Ganczarski
pisał: "W radosnej dobie zmartwychwstania Ojczyzny i wskrzeszenia świętych dla
Polski tradycji naszych wojsk, pełnych wawrzynów i chwały, wysuwa się na
pierwszy plan korpus oficerski, jako czynnik najzaszczytniejszej i
najwierniejszej służby dla Ojczyzny. Szczytne swe zadania spełnić może jednak
tylko oficer o nieskazitelnym charakterze, umiejący szanować cześć własną i
cudzą, tudzież godność swego stanu (…). W młodym naszym wojsku korpus
oficerski tworzą przeważnie oficerowie różnego pochodzenia i wyszkolenia,
przesiąknięci nieraz duchem obcych armii. Wskrzeszając tradycję własną, wydaje
się zadaniem pierwszym tchnąć w korpus oficerski jednolitego ducha, skierować
czucie honorowe wszystkich jego członków w jedno łożysko". Tego dzieła w wolnej
Polsce dokonano! Polski korpus oficerski, wychowany w szacunku dla żołnierskiego
honoru, nie zawiódł w godzinie próby. Może dlatego Stalin uznał, że droga do
zniewolenia Polski prowadzi przez unicestwienie tych, których zgiąć nie można, i
urządził im Katyń? A czy ta późna zbrodnia na "Nilu" nie była dopełnieniem
Katynia?
Komunistyczny prokurator Witold Gatner czytał "Nilowi" "sentencję wyroku"
sowieckiego Sądu Najwyższego w Warszawie. Tak to opisał podczas przesłuchania w
roku 1992: "Byłem zdenerwowany, napięty. Czułem, że trzęsą mi się nogi. Skazany
patrzył mi cały czas w oczy. Stał wyprostowany. Nikt go nie podtrzymywał (…).
Kat i jeden ze strażników zbliżyli się (…). Postawę skazanego określiłbym jako
godną. Można było wprost podziwiać opanowanie w obliczu tak dramatycznego
wydarzenia".
U stóp Boga i Polski
W tym samym mokotowskim więzieniu umierał ppłkŁukasz Konrad Ciepliński (26 XI
1913 – 1 III 1951) ps."Pług", "Ostrowski", "Ludwik", "Apk", "Grzmot", "Bogdan",
oficer piechoty Wojska Polskiego, Organizacji Orła Białego, Związku Walki
Zbrojnej – AK, NIE, Delegatury Sił Zbrojnych, Zrzeszenia "Wolność i
Niezawisłość". Przed wojną szkolił się w Korpusie Kadetów w Rawiczu, potem w
Szkole Podchorążych Piechoty w Komorowie koło Ostrowi Mazowieckiej. Od roku 1936
służył w stopniu podporucznika w 62.Pułku Piechoty w Bydgoszczy. Z nim poszedł
na wojnę jako dowódca kompanii przeciwpancernej. Walczył w bitwie nad Bzurą i w
Puszczy Kampinoskiej. Pod Witkowicami zniszczył z działka przeciwpancernego
sześćniemieckich czołgów. Odznaczony Orderem Virtuti Militari przez gen.Tadeusza
Kutrzebę. Przedostał się do polskiej placówki wojskowej w Budapeszcie.
Aresztowany na granicy, trafił do więzienia w Sanoku, skąd zbiegł w maju 1940
roku. W konspiracji był komendantem podokręgu rzeszowskiego Organizacji Orła
Białego, która wkrótce scaliła się z ZWZ-AK. Był komendantem obwodu
rzeszowskiego ZWZ-AK. Od 1941 r.stał na czele Inspektoratu Rejonowego Podokręgu
Rzeszów ZWZ-AK. Zorganizował wzorowo struktury wywiadu, które likwidowały
konfidentów gestapo. Jego podkomendni przechwycili wiosną 1944r. część pocisków
V-1 i V-2. W ramach operacji "Burza" oddziały mjr.Cieplińskiego, zorganizowane w
39.Pułk Piechoty AK, wspólnie z sowietami uwalniały od Niemców Rzeszów w
sierpniu 1944 roku. Nie usłuchał nakazu sowieckiego komendanta wojennego do
zdawania broni i wstępowania do podporządkowanego Sowietom wojska "ludowego". W
nocy z 7 na 8października 1944 r. próbował odbić z Zamku Rzeszowskiego polskich
więźniów NKWD, głównie akowców.
Od stycznia służył w sztabie Okręgu Krakowskiego AK. Współtworzył organizację
NIE i struktury DSZ. Od początku istnienia WiN prezes Okręgu Krakowskiego, od
grudnia 1945 r. komendant Obszaru Południowego WiN. Po rozbiciu przez NKWD-UB
IIIZarządu Głównego WiN, w styczniu 1947r. utworzył IVZarząd z siedzibą w
Zabrzu. 28listopada 1947 r.został aresztowany przez NKWD-UB. Był nieludzko bity,
stracił słuch. Przed sądem oświadczył, że zeznawał "w kałuży własnej krwi", ale
dla tego "sądu" to była norma. Nieludzkie "śledztwo" pod nadzorem NKWD trwało
trzylata. Potem była "rozprawa" przed Wojskowym Sądem Rejonowym. WSR-y w całej
Polsce nie były żadnymi "sądami", lecz sowieckimi specinstytucjami do likwidacji
polskich dążeń niepodległościowych. "Sądziły" zarówno oficerów Wojska Polskiego,
jak i 17-letnie polskie dziewczęta i chłopców, oskarżanych o "próbę obalenia
ustroju" poprzez ulotki i afisze malowane farbkami na szarym papierze. Te dzieci
otrzymywały od sowieckich zbirów w polskich mundurach wieloletnie wyroki
więzienia.
W październiku 1950r. odbył się "sąd" sowieckich siepaczy nad pułkownikiem i
jego podkomendnymi. Zapadło siedem"wyroków" śmierci. Na śmierć prowadzeni byli
przez zbirów z UB, bo niektórzy nie mogli już iść o własnych siłach. Ale
wytrwali godnie do końca. Co było źródłem ich siły?
Odpowiedź na to dają grypsy z więzienia pisane przez płk.Cieplińskiego do żony
Jadwigi i synka Andrzeja. Przemycone przez współwięźnia na wolność i zachowane w
całości! Pisane piękną, literacką polszczyzną, dają kwintesencję tego, co można
nazwać formacją polskiego oficera czasów wolnej Polski. Dają wyobrażenie o
źródłach siły duchowej, która pozwala na heroizm i wierność ideałom wbrew
wszelkim okolicznościom.
Grudzień 1950: "Wisiu, świętości moje najdroższe! Sami nie wiecie, kim dla mnie
jesteście. Modlę się za Was i do Was. Życie i miłość ku Wam złożyłem u stóp Boga
i Polski. Nie znałem nienawiści i nigdy świadomie nikogo nie skrzywdziłem.
Dlatego czekam spokojnie na śmierć. Wierzę w sprawiedliwość Bożą – to mój skarb
i ostoja. Żal mi tylko Was…"
Boże Narodzenie 1950: "Zrobiliśmy choinkę, śpiewaliśmy kolędy. W ukryciu, bo
głośno modlić się nie wolno. Z Wigilią, żłóbkiem, opłatkiem, drzewkiem wiążą się
najpiękniejsze przeżycia, najszlachetniejsze myśli i najgłębsze wzruszenia.
Staram się myślami oderwać od wspomnień, ale to niemożliwe. Wciąż widzę puste
miejsce przy stole, zachwyt i radość Andrzejka przy drzewku, zmieszane z Twoim
bólem. Widzę cierpienia najbliższych (…). Nie przełamię już z Wami opłatka
(…). Krzyż swój składam Nowonarodzonemu (…). Żalę się jednocześnie przed
Chrystusem, że każe mi ginąć w tych warunkach, a nie na polu chwały. Że zrobiono
ze mnie zbrodniarza, zdrajcę, a przecież Ty wiesz najlepiej, że nikogo nigdy nie
skrzywdziłem. Że starałem się każdemu pomóc i dzisiaj najmilej wspominam te
momenty".Nowy Rok 1951: "Nadchodzi mój termin. Jestem zupełnie spokojny. Gdy
mnie będą zabierać, to ostatnie moje słowa do kolegów będą: – Cieszę się, że
będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Ojczyznę i jako
człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę, bardziej niż kiedykolwiek, że
Chrystus zwycięży, Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka
zostanie przywrócona. To moje całe przewinienie, moja wiara i szczęście (…).
Wierzę, że Matka Boża zabierze moją duszę do swoich niebieskich hufców, bym mógł
Jej dalej służyć i meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego
przez pozostałych Narodu Polskiego… Widzisz, Synku, z Mamusią modliliśmy się
zawsze, byś wyrósł ku chwale idei Chrystusowej, na pożytek Ojczyźnie i nam na
pociechę. Chciałem służyć Tobie swoim doświadczeniem. Niestety, to może ostatnie
do Ciebie słowa. W tych dniach mam być zamordowany przez komunistów za
realizowanie ideałów, które Tobie w testamencie przekazuję (…). Będę umierał w
wierze, że nie zawiedziesz nadziei w Tobie pokładanych…Andrzejku! Pamiętaj, że
istnieją tylko trzy świętości: Bóg, Ojczyzna i Matka. Bądź dobry dla Matki.
Zostań lekarzem, inżynierem, naukowcem, co wolisz. Nie zapominaj o ojcu i jego
idei (…).Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze…".
Bóg, Honor i Ojczyzna
Na pytanie, skąd się wzięła dewiza Wojska Polskiego "Bóg, Honor i Ojczyzna",
większość Polaków odpowiada, że "sprzed wojny". W rzeczywistości było nieco
inaczej. Przed wojną dewiza Wojska Polskiego brzmiała: "Honor i Ojczyzna".
Wprowadzono ją na sztandary Wojska Polskiego na podstawie ustawy Sejmu RP z
1sierpnia 1919 r. o godłach i barwach Rzeczypospolitej Polskiej. Dewizę
potwierdził prezydent RP rozporządzeniem z 13grudnia 1927 r. "o godłach i
barwach państwowych oraz o oznakach, chorągwiach i pieczęciach" oraz dekretem z
24listopada 1937 r. "o znakach wojska i marynarki wojennej". Było to nawiązanie
do bliskiej Polakom tradycji francuskiej, napoleońskiej. Dewiza "Honneur et
Patrie" występowała na sztandarach wojsk napoleońskich i na Legii Honorowej,
ustanowionej przez Napoleona Wielkiego w 1802 roku.
W świadomości Polaków funkcjonowała jednak inna, pełniejsza dewiza, znana w
polskiej tradycji i literaturze od XVIwieku: "Bóg, Honor i Ojczyzna". Trzeba
było wojennej tragedii, by ją przywołać na polskie sztandary. Stało się to w
roku 1943. Najpierw prezydent Władysław Raczkiewicz zmienił 15X1943 r. dekret z
1937 r. "o znakach wojska i marynarki wojennej", a 28października 1943 r.,
rozkazem nr 17, naczelny wódz gen.broni Kazimierz Sosnkowski wprowadził nową
dewizę w życie. Generał pięknie uzasadnił zmianę i przy okazji informował
żołnierzy, że nastąpiła ona z jego inicjatywy.
W Polsce sowieckiej zmiana nastąpiła dopiero w roku 1955, ale była wielce
wymowna. Na podstawie dekretu z 9listopada 1955 r. "o znakach Sił Zbrojnych"
polską dewizę zastąpiono sowieckim potworkiem językowym z konstytucji Stalina:
"Za naszą Ojczyznę Polskę Rzeczpospolitą Ludową". Żołnierz walczący za PRL, a
nie za Polskę, mógł strzelać do polskiej młodzieży i polskich robotników w
latach 1956 i 1970… Tym bardziej że honoru od niego nie wymagano…Dewizę z
czasu wojny przywrócono dopiero w roku 1993, na podstawie ustawy z 19lutego 1993
r. "o znakach Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej".
Piotr Szubarczyk publicysta historyczny
Biuro Edukacji Publicznej IPN Oddział Gdańsk
