Gierkowszczyzna w wykonaniu Tuska

Słaby wynik Platformy Obywatelskiej w wyborach samorządowych każe
podejrzewać, że partia Donalda Tuska będzie starała się przeprowadzić
przyszłoroczne wybory parlamentarne na wiosnę. Z każdym miesiącem nowego roku
jej notowania mogą zniżkować. Dobry wynik Prawa i Sprawiedliwości cieszy, jednak
bez konsolidacji środowisk prawicowych i mądrej kampanii wyborczej o sukces
będzie trudno.

Wybory samorządowe udowodniły, że w najbliższym czasie cztery partie mają rację
bytu na polskiej scenie politycznej: Platforma Obywatelska, Prawo i
Sprawiedliwość, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe.
Wszelkie partyjne rokosze w tych ugrupowaniach, mające na celu rozłam, będą
kończyły się fiaskiem, czego dowodem jest blamaż działań Janusza Palikota. Do
tworzenia nowej formacji oprócz pieniędzy konieczne są struktury i potrzebni
zaufani ludzie, a na ich zgromadzenie potrzeba czasu i jeszcze raz czasu.
Cywilizacyjne tendencje dowodzą, że internet w najbliższych wyborach
parlamentarnych będzie jednym z najważniejszych mediów. Zatem już dziś PiS
powinno tworzyć strony internetowe i integrować wyborców wokół konserwatywnych
idei na portalach społecznościowych. Czas najwyższy przestać się bać i chować z
poglądami we własnym towarzystwie. Potrzeba więcej aktywności na forach
internetowych, debat lokalnych, wizyt polityków oraz publikacji, choćby na
internetowych blogach. Bez aktywności i otwartości, ale przede wszystkim bez
większej wiary w to, co się robi, trudno będzie oczekiwać wyborczych sukcesów
partii Jarosława Kaczyńskiego. Teraz PiS ma dwa tygodnie do zwarcia szeregów i
podjęcia solidnej pracy, która powinna przełożyć się na wynik kandydatów w
drugiej turze wyborów samorządowych.

"Koń trojański" w PiS
Wysokie poparcie społeczne dla PiS jest tym bardziej cenne, że tydzień przed
wyborami Platforma Obywatelska otrzymała prezent od Joanny Kluzik-Rostkowskiej i
jej towarzystwa. Zamiast pomóc i nie przeszkadzać w trudnej kampanii toczącej
się w regionach, grupa z "konia trojańskiego" wywołała medialny szum wokół
partii Jarosława Kaczyńskiego. To "rozłam" w PiS, a nie nieudolne rządy PO, stał
się głównym obiektem zainteresowania mediów. Trwa medialne pranie świadomości
obywateli i udowadnianie, że PO jest "cool", zaś PiS to obciach i ciemnogród.
Koteria Kluzik-Rostkowskiej nie odrobiła lekcji z historii polskich partii
ostatnich 20 lat. A przerabiane to było w czasach Komitetów Obywatelskich, Akcji
Wyborczej "Solidarność", a nawet Sojuszu Lewicy Demokratycznej – dzielenie się i
rozłamy zawsze kończyły się źle dla wszystkich. Wyborcy doceniają takt i umiar w
rozwiązywaniu partyjnych sporów i toczeniu wewnętrznych debat o problemach.
Chyba że nie o debatę tak naprawdę chodziło.

A jednak billboardy
Większość wyborców zgodzi się, że w czasie kampanii wyborczej na naszych ulicach
dominowały plakaty i billboardy kandydatów PO. Z podobną sytuacją mieliśmy do
czynienia w przypadku spotów reklamowych w mediach elektronicznych. Wniosek jest
prosty – PO dysponowała największą pulą pieniędzy na wybory, co powinno
zaowocować pozytywnym wynikiem końcowym. Jednak w porównaniu do nakładów środków
okazał się on dość kiepski. Najmniej było reklam PiS i PSL. Co ciekawe, to
jeszcze kilka miesięcy temu premier Tusk wnioskował, aby partie miały zakaz
reklamowania się na billboardach, gdyż jest to marnotrawienie pieniędzy wyborców
i wręcz dowód ich lekceważenia. Po raz kolejny premier zaprezentował swą bardzo
wybiórczą pamięć, zaś media amnezję i w żaden sposób nie podniosły tego faktu w
kampanii wyborczej.

Bez ustaw, ale z nożyczkami
W kampanii wyborczej nie było dnia, w którym premier Donald Tusk lub ważny
decydent PO nie przecinaliby wstęgi otwarcia mostu, drogi, obwodnicy, orlika…
Każda uroczystość miała kilku ojców sukcesu, bo nagle oprócz marszałka
województwa, wójta lub burmistrza ważną personą okazywał się "wszechmogący"
premier. Nożyczki i wstążki stały się symbolem kampanii samorządowej 2010 roku.
Przecież czas tzw. kampanii jesiennej w Sejmie przeminął z wiatrem i powstawania
zapowiedzianych ustaw premier nie musi już pilnować, ponieważ rzekome "pełne
szuflady ustaw" okazały się po prostu blefem. Ostatnie tygodnie kampanii przed
wyborami samorządowymi potwierdziły, że sprawdzone metody rządzenia z czasów
towarzysza Edwarda Gierka są najlepsze. Poza zadłużaniem Polski, kreatywną
księgowością i "czarowaniem społeczeństwa", że jesteśmy krajem mlekiem i miodem
płynącym, Platforma Obywatelska nie ma nic więcej do zaoferowania. Naród
dowiedział się, że premier umie robić zdjęcia, co więcej – nawet udekorował nimi
swoją siedzibę i pochwalił się dziennikarzom. Donald Tusk na billboardach
przekonywał rodaków w całym kraju, że kandydaci PO w wyborach samorządowych nie
uprawiają polityki, tylko budują mosty, boiska… Wniosek jest prosty – to inni
(czytaj: PiS) upolitycznili samorząd, a nie PO! A co najważniejsze, to sam
premier jest gwarantem solidności swoich kandydatów. "Gierkowszczyzna" Tuska
sprytnie ominęła tereny powodziowe, gdzie ludzie mieszkają w barakach i nie mogą
wykończyć domów. Prorządowe media nie zganiły ani razu formy działań szefa
rządu. A to właśnie włączenie się do kampanii premiera jako ojca sukcesu
wszystkich inwestycji jest upolitycznieniem samorządu. Dowodzono, że sukces w
regionach jest uzależniony od wyboru ludzi związanych z władzą, a nie z
opozycją, bo przecież dobrze, aby radni i burmistrz, mieli kolegów w
ministerstwach.

 

Andrzej Maciejewski
 

Autor jest politologiem, ekspertem Instytutu Sobieskiego.

drukuj