Fundusz czyha na błędy lekarzy
Lekarze, broniąc się przed zapisami ustawy refundacyjnej, rozpoczęli
składanie do NFZ wniosków o zmianę obowiązujących umów, które grożą im karami za
błędnie wystawione recepty
Obecny układ prawny w zakresie refundacji recept uniemożliwia nam
wykonywanie zawodu lekarskiego – alarmują lekarze. – Dotychczas do naszego
oddziału trafiło 11 wniosków – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Marek
Jakubowicz, rzecznik Podkarpackiego Oddziału NFZ w Rzeszowie. Należy się jednak
spodziewać, że wniosków będzie znacznie więcej, bo spływają za pośrednictwem
poczty. Lekarze, składając wnioski, żądają zmiany umowy, z wykreśleniem punktów
dotyczących kar. Wojewódzkie oddziały nie mają jednak kompetencji, aby zmienić
warunki umów, które są przygotowane przez centralę NFZ. – To nie my jako
regionalny oddział NFZ jesteśmy adresatami takich wniosków. Nie jesteśmy też w
stanie zmienić ani zarządzeń, ani zapisów ustawy refundacyjnej. Możemy jedynie
przekazać wnioski wyżej, do centrali NFZ, albo zgodnie z życzeniem lekarzy
rozwiązać z nimi umowę – tłumaczy rzecznik Podkarpackiego Oddziału NFZ w
Rzeszowie. W przekazywanych do NFZ wnioskach lekarze domagają się wykreślenia
tych punktów, które traktują o karach. Sprzeciw budzą zapisy, które znalazły się
w rozporządzeniu prezesa NFZ w sprawie recept. Przypomnijmy, że Ministerstwo
Zdrowia najpierw zniosło je w nowelizacji ustawy refundacyjnej, wprowadzając
niejako tylnymi drzwiami do rozporządzenia prezesa NFZ w sprawie recept.
Brak symetrii
– Chcemy, żeby kary zostały wykreślone z umów, bo, po pierwsze, są bezprawne,
a po drugie, warunki nakładania tych kar przez NFZ są zupełnie dowolne –
tłumaczy Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego
Lekarzy. Przypomina, że nie ma tu mowy o wzajemności, co już samo w sobie jest
nieuczciwe. – Każda umowa dwóch suwerennych podmiotów powinna być symetryczna,
tzn. jeżeli NFZ ma prawo nakładania kar na lekarzy, to również lekarze powinni
mieć – przynajmniej teoretyczną – możliwość nałożenia kar na NFZ. Niestety, tego
nie ma – dodaje Szramik.
Akcja składania wniosków do NFZ cieszy się dużym zainteresowaniem wśród
świadczeniodawców prywatnych. – Ci ludzie, którzy są suwerenni w swoich
decyzjach, mają świadomość, że dzięki umowom z NFZ znaleźli się w bardzo
niekorzystnej sytuacji. Myślę, że z każdym dniem wniosków będzie przybywać. To
jest pewien proces, lekarze dojrzewają do tej decyzji, a już sam fakt, że się
wahają, świadczy, że to, co proponuje nam resort zdrowia i NFZ, to patologia –
ocenia Szramik. Lekarze przygotowali też własny wzór umowy z NFZ, który –
uwzględniając realia prawne – pozwoli zawrzeć bezpieczne dla nich umowy z
płatnikiem. Zakłada ona, że lekarze będą wystawiać recepty na leki, a refundację
będzie określał NFZ. Uważają bowiem, że to nie oni są od tego, by określać
poziom refundacji.
30 dni dla NFZ
– Mamy opinię, że powoływanie się na obwieszczenia ministra zdrowia, a także
na tzw. charakterystykę produktu leczniczego zamieszczaną na stronach
internetowych Urzędu Rejestracji Leków nie może być ani podstawą, ani źródłem
prawa. Źródłem prawa są dokumenty typu ustawa czy rozporządzenie, natomiast
wymienione wcześniej nie mają formy przepisu prawnego – przypomina wiceszef OZZL.
Prezes NFZ będzie miał 30 dni na odniesienie się do wniosków lekarskich. Jeżeli
się nie zgodzi na wykreślenie przepisów o karach, to medycy zapowiadają masowe
kierowanie spraw do sądu, który zdecyduje, kto ma rację. Umowy z NFZ na
wystawianie recept na leki refundowane kończą się 30 czerwca. Lekarze
zapowiadają, że od lipca nie będą podpisywać nowych. To oznacza, że pacjenci,
którzy trafią do lekarza po 1 lipca, będą zmuszeni zapłacić za leki sto procent
ceny. Tylko za styczeń i luty NFZ zaoszczędził ok. 500 mln złotych. – Wszystko
kosztem pacjentów, którym utrudniono dostęp do leków. Poza wskazaniami
rejestracyjnymi znajduje się ok. 50-60 proc. leków, co oznacza, że od 1 stycznia
br. ponad połowa leków nie jest refundowana – wyjaśnia Zdzisław Szramik. W
ocenie lekarzy, obecne przepisy służą temu, aby ich rękami NFZ wyciągał
pieniądze z kieszeni pacjentów, a na to się nie zgadzają. To także sposób na
skłócenie pacjentów z lekarzami. – Podczas spotkań lekarzy z przedstawicielami
NFZ można odnieść wrażenie, że urzędnicy skupiają się wyłącznie na problemie
kar. Wychodzi na to, że tylko czyhają, żeby nas przyłapać na
nieprawidłowościach, traktując nas jako potencjalnych bandytów – oceniają
lekarze. Przepisy mówią, że chcąc przepisać antybiotyk ze zniżką, lekarz musi
skierować pacjenta na badanie bakteriologiczne i dopiero po kilku dniach, na
podstawie tzw. antybiogramu, ewentualnie wypisać antybiotyk. – Funduszu nie
interesuje to, czy pacjent np. z zapaleniem płuc dożyje czy nie. To skandal i aż
dziw, że nikt za to nie odpowiada – bulwersuje się wiceprzewodniczący OZZL.
Mariusz Kamieniecki
