Fobie Agnieszki Holland (cz. 2)


prof. Jerzy Robert Nowak

Agnieszka Holland uparcie kontynuuje ataki na obecnie rządzącą elitę władzy za jej bardzo krytyczny stosunek do PRL. W wywiadzie dla „Polityki” z 2 grudnia 2006 r. stwierdziła, że „należałoby zrobić film o generacji, która spędziła całe życie w systemie, który następnie został całkowicie zanegowany. A więc również zostały zanegowane ich osiągnięcia, ich system wartości, codzienność, radości, smutki, wielkości i upadki. Wszystko zostało przekreślone”.

W tymże wywiadzie A. Holland ostro zaatakowała braci Kaczyńskich za ich krytyczny stosunek do patologii III Rzeczypospolitej, mówiąc: „Idźmy dalej, rok 1989, powstała nowa Polska. Przyszli Kaczyńscy i ten okres też zanegowali. Kolejne pokolenie dowiaduje się, że to, co robiło, nie miało sensu. Nic dziwnego, że ludzie są w depresji. Gospodarka się rozwija, jest więcej sklepów i więcej telefonów komórkowych, ale ich poczucie sensu zostało tak głęboko zranione, że nie wiem, jak można na tym budować zdrowe życie społeczne. Jeżeli bym robiła film na ten temat, to chciałabym pokazać, że każde życie ludzkie ma sens i wartość. To znaczy wrócić do zasad chrześcijańskich, o których nasi obecni czołowi politycy kompletnie zapomnieli. Zapomnieli, czego nauczała ich Ewangelia i czego nauczał ich ukochany papież, któremu stawiają pomniki. Dlatego nazywam ich łże-chrześcijanami”.


„Moczarowcy” w dzisiejszej elicie władzy?!

Agnieszka Holland najdalej posunęła się w swoich atakach na braci Kaczyńskich i innych obecnie rządzących polityków w wywiadzie udzielonym Romanowi Pawłowskiemu dla dodatku „Gazety Wyborczej” – „Wysokich Obcasów” z 23 grudnia 2006 roku. Ni mniej, ni więcej oskarżyła obecną ekipę rządzącą o „wątki endekoidalno-moczarowsko-gomułkowskie”, czyli o antysemityzm. Zarzucała, że atak na KPP jest dla Jarosława Kaczyńskiego tym samym, czym atak na syjonistów dla Gomułki. Do ataku na rządzących polityków wyraźnie zachęcił A. Holland dziennikarz „Wyborczej” R. Pawłowski, uskarżając się w skierowanym do reżyserki pytaniu na tropienie spadkobierców Komunistycznej Partii Polski (KPP) przez J. Kaczyńskiego (przypomnijmy, że w obecnej „Wyborczej” aż roi się od dzieci znanych KPP-owców!).

Odpowiadając na pytanie Pawłowskiego, A. Holland stwierdziła m.in.: „Jest mi bardzo przykro, że najobrzydliwsze polskie wady powracają i mają taki oddźwięk w społeczeństwie.(…)Wątki endekoidalno-oenerowskie, moczarowsko-gomułkowskie, które pojawiają się w dzisiejszej elicie władzy, są mi obce, wstrętne.(…)Żydzi to niezręczny temat dla polityków, nie używa się go wprost, chociaż jeśli się powie „KPP”, to za tym idzie skojarzenie z Żydami. KPP w kontekście wypowiedzi premiera znaczy to samo, co syjoniści za Gomułki. Nie mówiąc o tym, że promowanie ojca Rydzyka daje placet dla antysemityzmu”.

W dalszym ciągu wywiadu dla „Wysokich Obcasów” Holland oskarżyła obecne rządy za rzekome przywrócenie autorytaryzmu w Polsce. Pocieszyła jednak czytelników, że „Powrót autorytaryzmu w Polsce nie zagraża równowadze światowej”.

Oskarżając rządzącą dziś w Polsce prawicową ekipę stwierdziła, że: „Politycy sami sobie przyprawiają niebezpieczną gębę, która burzy zaufanie społeczne do nich wszystkich, zniechęca ludzi do aktywności i poczucia współodpowiedzialności za kraj. Wszystko inne jest tego pochodną. I to, że elity nie reagują na ewidentnie skrajne i zbrodnicze poglądy, i to, że ludzie zamykają się w kręgu prywatnych spraw, i to, że wskaźnik wzajemnego zaufania jest w Polsce najniższy w Europie”.

Jedną z najbardziej skandalicznych części wywiadu z tropicielką „polskiego antysemityzmu” był fragment poświęcony postaci nieżyjącego od dziesięcioleci proboszcza z Jedwabnego ks. Józefa Kęblińskiego. Pawłowski zapytał: „Czy tematem na film może być historia proboszcza z Jedwabnego Józefa Kęblińskiego, świadka zagłady jedwabieńskich Żydów, których wymordowali jego parafianie? Zrobiłaby Pani o nim film z empatią?”. Przypomnijmy tu, że empatia to zdolność rozumienia i odczuwania stanów psychicznych innych ludzi, wczuwania się w ich przeżycia. Szokująco zabrzmiała odpowiedź A. Holland: „Dlaczego nie? Skoro można zrobić film z empatią o Adolfie Hitlerze”. Jakże pozbawione choćby cienia dobrego gustu, wręcz chamskie było to porównanie ks. J. Kęblińskiego z A. Hitlerem. Było to nikczemne poniewieranie pamięci o odważnym księdzu, który zasłużył się w ratowaniu Żydów w Jedwabnem (odsyłam tu do ciekawego wspomnienia senatora prof. Ryszarda Bendera o ks. J. Kęblińskim w „Głosie” z 2001 roku).


Jadowite napaści na rządzącą prawicę

Agnieszka Holland jest aż nadto typową wyznawczynią „moralności Kalego”. Wybielaczka komunizmu, z werwą usprawiedliwiająca stalinowską kolaborację swego ojca, tym chętniej wyżywa się w fanatycznych wręcz atakach na rządzącą prawicę. Swoją pozycję znanej w skali międzynarodowej reżyserki filmowej nadużywa dla mentorskich bluzgów nienawiści przeciw obecnym elitom władzy. Symptomatyczny pod tym względem był fanatyczny, pełen antyprawicowych i antynarodowych fobii wywiad z Holland zamieszczony w „Rzeczpospolitej” z 25-26 listopada 2006 roku. Wywiad iście po orwellowsku zatytułowany „Oczyścić się z nienawiści”, choć słowa te powinny dotyczyć przede wszystkim opanowanej przez dziką nienawiść reżyserki (wywiad, którego szczególnie powinna się wstydzić „Rzeczpospolita” za nagłośnienie takiej porcji fanatyzmu i jątrzenia). Oto kilka, jakże typowych fragmentów z zajadłego słowotoku Agnieszki Holland: „(…) Jednak osobiście wyższy stopień irytacji osiągam, gdy śledzę głupotę polskiej polityki i zachowania ludzi, którzy psują mój kraj.(…)W Polsce widzę pana Kaczyńskiego, który po wyborach zaczyna swoją wypowiedź od słów: „Mimo niespotykanych ataków na nas, mimo nagonki…”. Tak mówi człowiek, który ma pełną władzę nad mediami, przynajmniej tymi publicznymi, dominującymi. Nie potrafi powiedzieć: „Może zrobiliśmy jakiś błąd, może ludzie nas nie zrozumieli…”. Zamiast tego następuje bluzg. Przeraża mnie ten rodzaj arogancji i brak szacunku dla innego człowieka. Przeciwnik polityczny nie jest przecież wrogiem (…). Sami te autorytety, w jakie zresztą nigdy nie byliśmy bogaci, zabijamy. Ale jeśli przygotowuje się nagonki na ludzi, którzy tak wiele zrobili dla Polski na niwie społecznej, patriotycznej i artystycznej, to czego można się spodziewać?(…)Dlaczego całą elitę kraju niszczą demokratycznie wybrane władze? Jak można nazwać inteligencję łże-elitą? (…)”.

Najskrajniejszą chyba bzdurą wypowiedzianą przez Holland w cytowanym wywiadzie jest jej stwierdzenie, że w Polsce „(…) pejzaż mentalny jest okropny. Nie mogę się pogodzić z tym, że w moim kraju wprowadza się do życia publicznego język nienawiści, pomówień i kłamstw, jakiego nigdy przedtem tu nie było. I nie ma nigdzie w cywilizowanym świecie. Kiedy przyjeżdżam do Warszawy, włączam telewizor i słucham debat polskich polityków, to – z miłym wyjątkiem trzech kandydatów na prezydenta Warszawy – włosy mi się na głowie jeżą. Brutalne ataki, całkowity brak odpowiedzialności za słowo, straszna forma. We Francji debaty polityków odbywają się na innym poziomie. W Stanach też”.

Nader celnie wypunktował te idiotyczne pomówienia Holland Stanisław Michalkiewicz w felietonie zamieszczonym w „Naszej Polsce” z 5 grudnia 2006 r., pisząc: „Wróćmy jednak do rozkazu oczyszczenia się z nienawiści. Agnieszka Holland twierdzi, że w Polsce do życia publicznego wprowadza się język nienawiści, pomówień i kłamstw, jakiego nigdy przedtem nie było. No proszę: nigdy przedtem. A więc języka nienawiści, pomówień i kłamstw nie było ani za Stalina, ani za Gomułki, ani za Gierka, ani za Urbana w stanie wojennym? Najwyraźniej, bo czy te oczy mogą kłamać? Agnieszka Holland jest przecież dużą dziewczynką, co to nawet Stalina jeszcze nieźle pamięta, więc wie, co mówi. A mówi, właściwie naucza, że przeciwnik polityczny nie jest przecież wrogiem. Tak samo pewnie uważał też jej ojciec, Henryk Holland, który w okresie stalinowskim wypisywał po gazetach artykuły grzmiące przeciwko zaplutym karłom reakcji. To była rycerska rywalizacja, rodzaj dobrotliwego przekomarzania, a prawdziwa nienawiść przyszła dopiero teraz, z Kaczyńskimi, co to w zuchwałości swojej podnieśli rękę nawet na razwiedkę”.

Można podziwiać „kunszt” manipulacji, z jaką A. Holland przeciwstawia potępianym przez siebie „niecywilizowanym” Kaczyńskim i innym prawicowym politykom Jolantę Kwaśniewską jako odpowiedni wzorzec dla Narodu. Według Holland, właśnie „Pani Kwaśniewska okazała pewną klasę, elegancję i umiarkowanie”. Zgodzić się tu znów trzeba z komentarzem red. S. Michalkiewicza: „(…) Szkoda, że Agnieszka Holland nie powiedziała, kiedy to wszystko pokazała. Czy umiarkowanie w okresie uwłaszczania nomenklatury, czy klasę podczas biesiad z panami Żaglem, Kuną i lobbystą Dochnalem? Dobrze byłoby wiedzieć takie rzeczy dokładnie, żeby omyłkowo nie okazać umiarkowania, dajmy na to, przy Żaglu, a znowu klasy – przy przekształceniach własnościowych”. Wśród kłamstw zawartych w wywiadzie A. Holland znajdujemy oskarżenie pod adresem rządzących polityków: „Jak można opluwać Miłosza, Kuronia, Herberta? Ilu takich ludzi mamy? To jest podcinanie gałęzi, na której samemu się siedzi”. Oskarżenie było wyraźnie skierowane pod złym adresem. Nikt z rządzących teraz polityków nie atakował Miłosza czy Kuronia, choć wiele z ich poczynań i oświadczeń zasługiwało nieraz na bardzo ostrą krytykę. Obrzydliwym pomówieniem zaś jest przypisywanie prawicy opluwania Herberta. Wielkiego poety konsekwentnie opluwanego przez „czerwonych” i „różowych”. Przypomnijmy tu choćby sławetnego chuligana pisarza Tomasza Jastruna, który oskarżył już nieżyjącego i niemogącego się bronić poetę o rzekomą ciężką chorobę psychiczną. To „różowi” i „czerwoni” lewacy z uporem blokowali pokazanie w telewizji słynnego filmu Jerzego Zalewskiego o Zbigniewie Herbercie, głównie z powodu jego bardzo ostrych i zasłużonych słów na temat Miłosza i Michnika. To śledcze dziennikarki „Wyborczej” Anna Bikont i Joanna Szczęsna „popisały się” 29 kwietnia 2000 r. obrzydliwym pomówieniem pod adresem Z. Herberta – w rozmowie z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim.

Wybielając PRL i komunizm, A. Holland atakuje rządzącą prawicową elitę za skrajny krytycyzm wobec upadłego systemu, uskarżając się: „(…) życie kilku generacji, których młodość i dojrzałość przypadła na czas PRL, zostało zanegowane. Nagle wszystko, co ludzie tam osiągnęli, zostało odarte z jakiejkolwiek wartości. To potworna kontuzja. A ten stan przeciąga się, bo teraz politycy negują wartości następnych kilkunastu lat.(…)Każda kolejna ekipa neguje wszystko, co było przedtem. Na takiej podstawie nie da się budować niczego mocnego”.

Wkrótce potem A. Holland przechodzi do ataku Radia Maryja i jego słuchaczek, stwierdzając: „Irytuje mnie polityka ojca Rydzyka, dziwię się fanatyzmowi „moherowych beretów”, ale nie mogę patrzeć na tych ludzi jak na jakieś insekty”.

Jakże cynicznie brzmi po obelgach A. Holland pod adresem rzekomego fanatyzmu „moherowych beretów” jej uspokajające stwierdzenie, że jednak „nie może patrzeć na tych ludzi jak na jakieś insekty”! Trudno w tym kontekście nie zgodzić się z wymową ironicznego komentarza red. S. Michalkiewicza w „Naszej Polsce”: „Czy już cała klasa widzi, jaka szlachetna i wzniosła jest Agnieszka Holland? Takie poświęcenie wypada docenić, zwłaszcza kiedy zrozumiemy, że wymaga ono powściągnięcia instynktownej skłonności. W takiej sytuacji jasne jest, że nie wypada już pytać, dlaczego właściwie polityka ojca Rydzyka jest taka irytująca, na czym polega fanatyzm moherowych beretów i co w nim takiego złego, bo każdy chyba rozumie, że wobec Agnieszki Holland powinno przepełniać nas już tylko uczucie głębokiej wdzięczności. Ileż to trudu włożył Stalin i Berman, żeby nauczyć nas tolerancji, ileż kości nałamał Różański z Fejginem, ileż płomiennych artykułów napisał Holland, a ciemna masa po staremu nic nie może zrozumieć, że tolerancja polega przecież na tym, żeby Giertycha nie wpuszczać do szkoły pod żadnym pozorem, że w porządnej szkole tylko mełamedzi…”.


„Polska nie jest Europą”

Skrajna tropicielka rzekomego „polskiego antysemityzmu” Agnieszka Holland znana jest z równoczesnego ciągłego nagłaśniania skrajnie negatywnych uogólnień na temat Polski i Polaków. Przeglądałem sporą porcję wywiadów A. Holland dla różnych polskich czasopism i gazet i nigdzie nie znalazłem w nich nawet jednego dobrego zdania na temat Polaków i w ogóle spraw polskich. Tym więcej było tam za to przeróżnych skrajności i fałszywych uogólnień, piętnujących przeróżne polskie zachowania i cechy Polaków. Oto kilka typowych przykładów z wynurzeń tak nagłaśnianej reżyserki filmowej.

W wywiadzie dla „Tygodnika Kulturalnego” z 23 lipca 1989 r. Holland stwierdzała: „Muszę przyznać, że irytuje mnie w polskiej kulturze łatwość, z jaką przychodzi jej eksterioryzacja zła, jej skłonność do obarczania odpowiedzialnością za zło zawsze kogoś z zewnątrz. Ma to konsekwencje we wszystkich dziedzinach życia, także i w sztuce (…). Nieprzyjmowanie na siebie współodpowiedzialności za istniejące zło mści się również w życiu codziennym. Polacy tak się już zżyli z myślą, że winni są INNI – Rosja, komuniści, dziejowe fatum – że stali się niemal niezdolni do stwierdzenia, że robią coś źle, i że powinni robić to lepiej (…). Myślę, że jeśli brać pod uwagę tę specyficznie polską ucieczkę przed odpowiedzialnością i kompletną ruinę etosu pracy, to można powiedzieć, że Polska nie jest Europą”.

Jakże podobnie A. Holland atakowała rzekome negatywne cechy Polaków w późniejszym o 17 lat wywiadzie, udzielonym w grudniu 2006 r. dodatkowi „Gazety Wyborczej” – „Wysokim Obcasom”. Stwierdzała, tam m.in.: „Polacy mają pewną skłonność do niedojrzałości (…). Łatwo ich zmanipulować ideologicznie. Już kilka razy za to zapłaciliśmy wysoką cenę i płacimy do dzisiaj (…). Polacy nie mieli siły, żeby skonfrontować się ze złem w sobie. Zawsze to zło było eksterioryzowane, zawsze zły był inny, czy to byli Rosjanie, Niemcy, komuniści, czy Żydzi. Teraz się do tego wraca, ekipa PiS trafnie wyczuła, że Polacy są strasznie zmęczeni i mają potrzebę uproszczenia świata i dowartościowania siebie samych. Jedyny sposób to eksterioryzować zło. Ostatnio te kompleksy się wręcz legalizuje, na przykład wprowadzając absurdalny i haniebny artykuł do nowej ustawy lustracyjnej, przewidujący karę więzienia za „publiczne pomawianie narodu polskiego o zbrodnie” (…)”.

Cytowane wyżej kłamliwe stwierdzenia Holland są wprost absurdalne. Wprost szokuje oskarżanie Polaków o to, że dają się „łatwo zmanipulować ideologicznie”. Nonsensu tego typu oskarżeń najlepiej dowodzi fakt, że właśnie Polacy dali dużo więcej przykładów oporu przeciwko zniewoleniu komunistycznemu niż jakikolwiek inny naród w Europie i w świecie. Przypomnijmy tylko takie fakty, jak zbrojny opór niepodległościowego podziemia przeciw komunizmowi w latach 1944-1947, powstanie poznańskie w czerwcu 1956 r., październik 1956 r., wystąpienia w Nowej Hucie i szeregu innych miast polskich w obronie kościołów na początku lat 60., bardzo szeroka skala wystąpień w obronie Kościoła katolickiego z okazji Milenium w 1966 r., manifestacje studenckie 1968 r., bunt robotników Wybrzeża w 1970 r., protesty robotnicze 1976 r. w Radomiu i Ursusie, 16-miesięczna epopeja „Solidarności” w latach 1980-1981, strajki robotnicze 1988-1989. Odnośnie do innych zarzutów A. Holland zapytajmy, czy naprawdę trzeba przypominać, że Polacy mieli aż nadto uzasadnione prawo do winienia zaborców za swe krzywdy w ciągu 123 lat niewoli, a nie mieli prawa do oskarżeń Niemców i Sowietów za popełnione na nas zbrodnie? Atakowany przez Holland jako haniebny artykuł ustawy lustracyjnej jest wręcz konieczny w sytuacji, gdy nasilają się coraz mocniej różnego typu antypolskie oszczerstwa w stylu M. Safjana, A. Całej czy M. Cichego.

Dodajmy, że A. Holland do znudzenia powiela swe negatywne uogólnienia o Polakach. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z listopada 2006 r. znów uskarżała się, że: „Polacy zawsze mieli skłonność do zrzucania winy na innych i nieprzyjmowania odpowiedzialności za własne decyzje”.

W ostatnich latach A. Holland wyraźnie zwiększyła swe ingerowanie w sprawy tak wyraźnie nielubianego przez nią kraju. Na przykład wsławiła się mało chlubnym współudziałem w proteście kilku osób sprzeciwiających się wzniesieniu przy placu Grzybowskim w Warszawie pomnika ofiar ludobójstwa dokonanego przez Ukraińską Powstańczą Armię na Kresach Wschodnich. Dla Holland i współuczestników tego niesławnego protestu (m.in. B. Geremka i znanego z antypatriotycznego fanatyzmu „chorego z nienawiści” Tomasza Jastruna), za pomysłem wzniesienia pomnika kryje się intencja „szerzenia nienawiści”. Jakoś nikt nie zarzuca tego typu intencji rozlicznym pomnikom w różnych krajach świata ku czci żydowskich ofiar holokaustu, ponieważ byłoby to od razu uznane za coś obłędnego. Tylko Polaków dziwnie atakuje się za chęć upamiętnienia ofiar popełnionego na nich ludobójstwa.

Upowszechniając w swych wywiadach skrajnie uczerniony obraz Polski i Polaków, Holland dziwnie zapomina, że została wylansowana najpierw w Polsce i właśnie tym tak atakowanym przez nią Polakom zawdzięcza swe pierwsze docenienie, zanim została zauważona w świecie. Dosadnie przypomniała o tym Holland i innym „zniesmaczonym polskimi barbarzyńcami” twórcom publicystka Teresa Kuczyńska, pisząc w tekście „Twórcy na kozetce Freuda” („Tygodnik Solidarność” z 8 grudnia 2006 r.): „Wszyscy polscy twórcy, którzy robili i robią kariery za granicą, najpierw zdobyli uznanie i sławę w kraju. Uznanie tych rodaków, którymi tak gardzą.(…)Zatem panie i panowie twórcy, którzy tak wybrzydzacie na ten kraj, na rodaków. Jeżeli tak plujecie w nich, to plujecie na samych siebie. Bo to oni zrobili z was tych, którymi jesteście. Uznanych pisarzy, malarzy, reżyserów”.

Warto przypomnieć tu dość szczególne uzasadnienie A. Holland, dlaczego nie zamierza wrócić do Polski z Francji, gdzie mieszka od 1981 roku. Holland tłumaczyła swą niechęć do powrotu tym, że parę rzeczy przeszkadza jej w Polsce „w sposób dojmujący”. A konkretnie: „Przeszkadza mi antysemityzm oraz głupota, cynizm i korupcja polityków”. Przypomnijmy więc, że we Francji wcale nie brakowało i nie brakuje korupcji polityków (vide słynna historia samobójstwa premiera Beregovoya, przyłapanego na korupcyjnej aferze, czy pośmiertnie ujawnione nieczyste sprawki jeszcze sławniejszego prezydenta Mitteranda). Co się zaś tyczy antysemityzmu, to we Francji jest on bez porównania większy niż w Polsce (zaznaczył to niedawno b. ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss), jest on nawet chyba najsilniejszy w całej dzisiejszej Europie.


Dobrana „rodzinka”

Skłonność do szukania głównie ciemnych cech u Polaków wyraźnie podziela również siostra Agnieszki Holland – reżyser filmowy Magdalena Łazarkiewicz. Już przed laty napisała na zamówienie niemieckiego (!) producenta Arthura Braunera scenariusz filmu „Pogrom”, opartego na wydarzeniach zbrodni kieleckiej z 4 lipca 1946 roku. Oczywiście scenariusz ten był jak najdalszy od przypomnienia roli faktycznych NKWD-owskich i ubeckich sprawców tej komunistycznej zbrodni. Magdalena Łazarkiewicz znana jest również z szukania komercyjnego rozgłosu za wszelką cenę. Słynny był kiedyś jej pomysł na promocję jednego ze swych filmów za pomocą nagłośnienia w ramach reklamy krótkiego fragmentu, nacechowanego ordynarną, obsceniczną erotyką. Kilka stacji telewizyjnych, skądinąd dalekich od prawicy, odrzuciło wymyśloną przez M. Łazarkiewicz reklamę, uznając ja za pornograficzną i wyzutą z wszelkiego gustu.

Do fobii córek Hollanda wyraźnie dostosował się swymi poglądami również mąż Magdaleny Łazarkiewicz – reżyser Piotr Łazarkiewicz. W 1995 r. P. Łazarkiewicz z werwą dołączył się do nagonki na program W. Cejrowskiego „WC Kwadrans”, w sposób szczególnie agresywny oskarżając go o krzewienie ideologii faszystowskiej. Jako członek Rady Nadzorczej Telewizji Polskiej SA Łazarkiewicz skierował 10 marca 1995 r. do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji list, którego główne myśli cytuję niżej za artykułem red. Stanisława Michalkiewcza: „Ciemnogród – Jasnogród” („Najwyższy Czas”, nr 8 z 1996 roku): „Wojciech Cejrowski lży i wyśmiewa ludzi o innych niż on poglądach (…). Ulubionym celem prześmiewczych ataków Cejrowskiego są wybrane doniesienia z prasy, głównie zagranicznej – opisujące wszelkiego rodzaju zdarzenia wykraczające poza mentalność kołtuna (…). Co stoi za „WC Kwadransem”? Mentalność szeroko rozumianego kołtuna(…)tego samego, który jest zawsze wrogiem postępu(…)tego, który sprawia, że ciągle jeszcze istnieją wielkie połacie Ciemnogrodu (…). „WC Kwadrans” budzi moje najgłębsze oburzenie i wywołuje odrazę. Nie mogę pojąć, jak to możliwe, by w Telewizji Polskiej pojawiła się audycja, której prowadzący w jawny sposób propaguje ideologię f…” (wykropkowanie S. Michalkiewicza).

Atak Piotra Łazarkiewicza na Wojciecha Cejrowskiego został wsparty przez wystosowany również do KRRiT list jego syna Antoniego Łazarkiewicza wraz z 60 podpisami uczniów i nauczycieli liceum, do którego uczęszczał.

Przypomnijmy tu, że Cejrowski zareagował na napaść P. Łazarkiewicza skierowaniem sprawy do sądu. W pierwszej instancji Łazarkiewicz został skazany wyrokiem nakazującym mu przeproszenie Cejrowskiego za „obraźliwe słowa i nieprawdziwe zarzuty”. Sprawa ciągnęła się jednak dalej w różnych instancjach i ostatecznie zakończyła uwolnieniem Łazarkiewicza od zarzutów dzięki „odpowiedniej” prawno-politycznej decyzji Sądu Najwyższego.

Podobnie jak żona i szwagierka P. Łazarkiewicz również stara się maksymalnie demaskować rzekomy „polski antysemityzm”. Nakręcił w tym celu m.in. film „W środku Europy” na temat pogromu Żydów w miasteczku na wschodzie Polski. W innym filmie „Polowanie na czarownice” Łazarkiewicz piętnował rzekomo „szalejącą” (jak twierdził w dodatku do „Wyborczej”) na początku lat 90. w Polsce „dyskryminację i homofobię”. Łazarkiewicz „wyróżnił się” również gwałtownym wystąpieniem podczas tzw. Marszu Równości.


Kilka zdań na koniec

Henryk Holland został skrzywdzony i stał się ofiarą tego samego systemu totalitarnego, który współtworzył przez wiele lat, w imię którego sam krzywdził licznych ludzi. Śmierć Hollanda była jakże wielkim zrozumiałym dramatem jego najbliższych, co jednak nie może iść w parze z wybielaniem jego „dokonań” z przeszłości. Trudno pogodzić się z fanatycznymi fobiami, wyraźnie odziedziczonymi po H. Hollandzie przez jego córkę. Agnieszka Holland nie zdobyła się nigdy na spojrzenie z dystansem na stalinowskie poglądy swego ojca, tropiciela „wrogów ludu”, ze szczególną zajadłością próbującego zrównać z ziemią dorobek filozofa prof. K. Twardowskiego za jego katolicką wymowę. Agnieszka Holland jest daleka od uznania przykrej prawdy, że jej ojciec, począwszy od swych związków z KPP – partią zdrady narodowej – poprzez powojenne unurzanie w stalinizm, reprezentował w istocie postawę godzącą w sprawy drogie przeważającej części Polaków. Antypolskie i antykatolickie fobie Agnieszki Holland stanowią mało chwalebną kontynuację niektórych fobii jej ojca.

drukuj

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl