Felczeryzacja medycyny

Proponowane przez rząd zmiany w ustawie o zawodach lekarza i lekarza
dentysty mogą na długie lata sprowadzić polską medycynę do światowej klasy "B"
ze wszystkimi tego konsekwencjami dla pacjentów.

W przygotowanym przez Ministerstwo Zdrowia i przyjętym przez Radę Ministrów
pakiecie ustaw stanowiącym pierwszy krok "jesiennej ofensywy legislacyjnej"
znalazł się projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.
Wprowadza on wiele nowości, w konsekwencji których, jak czytamy w komunikacie,
"w szpitalach pojawi się więcej lekarzy". W jaki sposób miałoby dojść do
prostego zwiększenia ich liczby, trudno zrozumieć. Przyjrzyjmy się bliżej
projektowi.

Bez stażu

Uważny czytelnik projektu już na początku zwróci uwagę na poszerzenie definicji
wykonywania zawodu. Uznano bowiem, że oprócz zwykłych czynności lekarskich,
takich jak diagnozowanie i leczenie, także kierowanie zakładem opieki zdrowotnej
będzie uznawane za wykonywanie zawodu. Obecnie lekarz lub lekarz dentysta mający
ponad 5-letnią przerwę w pracy zawodowej, jeśli zechce wrócić do zawodu, podlega
specjalnemu przeszkoleniu. Projektowany przepis oznacza, że lekarz pełniący
przez wiele lat funkcję np. dyrektora szpitala, może śmiało zacząć leczyć
pacjentów bez dodatkowego przeszkolenia. Złośliwi mówią, że następnym etapem
będzie przyznawanie prawa wykonywania zawodu lekarza nawet tym dyrektorom,
którzy nie mają wykształcenia medycznego!
Chyba najbardziej bulwersującą zmianą jest jednak propozycja skrócenia czasu
kształcenia lekarzy i lekarzy dentystów. Obecnie, aby zostać lekarzem, trzeba
ukończyć 6-letnie studia (w przypadku lekarzy dentystów 5-letnie), a następnie
odbyć roczny staż podyplomowy. W projekcie proponuje się ostatni rok studiów
zamienić na praktykę zawodową, a staż podyplomowy zlikwidować. Oznacza to
konieczność zrealizowania przez uczelnie medyczne dotychczasowego programu
studiów w czasie o rok krótszym, lub – co bardziej prawdopodobne – konieczność
znacznego zredukowania zakresu nauczania przedmiotów podstawowych. Studenci
ostatniego roku mieliby odbywać praktyki w szpitalach – byłyby one jednak czymś
zupełnie innym niż staż młodych lekarzy. Studenci z oczywistych powodów nie mogą
mieć nawet ograniczonego (jak stażyści) prawa do zajmowania się chorymi
(zresztą, kto chciałby być leczony przez studentów?). W efekcie w znacznej
mierze okres ten stanie się czasem biernego przyglądania się pracy innych, a to
nie zastąpi własnej pracy stażysty pod opieką bardziej doświadczonego lekarza
lub lekarza dentysty. Faktyczne skrócenie o rok czasu kształcenia medyków musi
skutkować zmniejszeniem zakresu przyswajanej przez nich wiedzy, a likwidacja
stażu zmniejszy szanse zdobycia przez nich umiejętności praktycznych. Samorząd
lekarski oraz wszystkie gremia akademickie od rektorów uczelni medycznych
poprzez licznych konsultantów krajowych i wojewódzkich aż po prezesów naukowych
towarzystw lekarskich, praktycznie jednomyślnie krytykują pomysły rządowe,
uznając je za prowadzące do pogorszenia jakości przygotowania młodych kadr
lekarskich. Są one określane jako dążenie do "felczeryzacji" medycyny.
Powszechne jest przekonanie, że tak jak w większości państw na świecie,
kształcenie lekarzy i lekarzy dentystów musi przygotować ich dobrze zarówno do
praktyki zawodowej na najwyższym poziomie, jak i do udziału w życiu naukowym i
nauczaniu kolejnych pokoleń medyków. Proponowane rozwiązania mogą na długie lata
sprowadzić polską medycynę do światowej klasy "B" ze wszystkimi tego
konsekwencjami dla pacjentów.

LEP do kosza

Drugą znaczącą propozycją jest likwidacja Lekarskiego (i Lekarsko-Dentystycznego
dla lekarzy dentystów) Egzaminu Państwowego. LEP i L-DEP to egzaminy państwowe
zdawane przez absolwentów studiów medycznych podczas stażu podyplomowego i
warunkujące otrzymanie pełnego prawa wykonywania zawodu. Lekarze i lekarze
dentyści, którzy ich nie zdadzą, nie mogą rozpocząć pracy do czasu uzupełnienia
wiedzy i umiejętności. Wyniki tego egzaminu to także najbardziej przejrzysty i
sprawiedliwy sposób klasyfikacji młodych medyków w wyścigu do ich dalszej
kariery zawodowej (przede wszystkim do ograniczonej liczby miejsc dalszego
kształcenia, jakim jest specjalizowanie się w różnych dziedzinach). Zastąpienie
egzaminu nieostrymi formami o charakterze uznaniowym może spowodować zastąpienie
jasnych kryteriów nieformalnymi wpływami w dostępie do najbardziej obleganych
specjalizacji dalszej kariery młodych lekarzy i lekarzy dentystów. LEP i L-DEP
to także egzaminy, do których przystępują również cudzoziemcy spoza Unii
Europejskiej chcący pracować w Polsce. Wielu z nich go nie zdaje i nie może
rozpocząć leczenia pacjentów. Co będzie po likwidacji egzaminu, nie wiadomo.
Jeśli nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty wejdzie w życie,
to może liczba młodych medyków w szpitalach rzeczywiście nieznacznie wzrośnie.
Mam jednak poważne wątpliwości: jeśli jakość ich przygotowania do zawodu
znacząco się obniży, to czy polscy pacjenci będą mogli czuć się bezpieczniej? W
moim najgłębszym przekonaniu, w tej tak delikatnej materii przydałoby się więcej
słuchania ekspertów i praktyków oraz refleksji nad doświadczeniami innych państw
niż rewolucyjnego zapału i wojennej retoryki o "ofensywach i kampaniach". W
przeciwnym wypadku złe decyzje na długie lata przesądzą o niskiej jakości opieki
medycznej w naszym kraju.
 

Konstanty Radziwiłł

Autor jest lekarzem, wiceprezesem Naczelnej Rady Lekarskiej.

drukuj