Fałszywa analogia

Dokonane przez "Gazetę Wyborczą" porównanie umiejętności rosyjskich
lotników, którzy we wtorek szczęśliwie wylądowali w tajdze samolotem Tu-154 po
jego awarii, do umiejętności polskich pilotów wojskowych z tragicznego lotu z 10
kwietnia br. – sugeruje odbiorcy, jakoby mniejsze doświadczenie Polaków mogło
przyczynić się do katastrofy pod Smoleńskiem. Tymczasem taka analogia jest
nieuprawniona i wprowadza w błąd.

W tekście "Bohaterowie z rosyjskiego tupolewa" w piątkowej "GW" można
przeczytać: "41-letni pilot Jewgienij Nowosiołow, który wylatał w powietrzu 8,5
tys. godzin (dla porównania kapitan prezydenckiego tupolewa, który rozbił się w
Smoleńsku, miał nalot 3,5 tys. godzin), szukał miejsca do awaryjnego lądowania
(…). (…) wreszcie stanął w błotnistej ziemi i dowódca ogłosił, że udało się
wylądować (…)". I w dalszej części tekstu: "rosyjska załoga była o wiele
bardziej doświadczona od pilotów prezydenckiego Tu-154".
Zapytaliśmy, co o tym porównaniu sądzą piloci. Przede wszystkim zgodnie
podkreślają, że sama liczba wylatanych godzin w żadnym razie nie świadczy o
umiejętnościach pilotów – bo w przypadku Rosjan za sterami siedzieli cywile, a
polska załoga to lotnicy wojskowi. Specyfika ich pracy jest odmienna. Jedno
można stwierdzić na pewno: załodze rządowego Tu-154M nie brakowało ani
umiejętności, ani doświadczenia.
– Nie jest to prawidłowa analogia. W jednostkach lotniczych Wielkiej Brytanii
piloci z nalotem takim samym jak mjr Protasiuk latają boeingami z
najważniejszymi osobami w państwie. Godzina godzinie nierówna. Nalot mjr.
Arkadiusza Protasiuka, już po tym jak uzyskał uprawnienia kapitana na Tu-154M,
to kilkaset lądowań, zarówno w USA, jak i wielokrotnie w Smoleńsku. Odbywał on
loty zarówno transatlantyckie, jak i krajowe. Loty zarówno z prezydentem, jak i
z ogromną ilością ciężkiego sprzętu ratowniczego. Kapitan Protasiuk był pilotem
oblatywaczem i instruktorem na Tu-154M. Szkolił się ponad 20 lat, a na Tu-154M
latał od 13 lat. To ogromne doświadczenie – zauważa dr Tadeusz Augustynowicz,
koordynator lotnisk wojskowych i wieloletni pracownik PLL LOT, menedżer Cargo
Terminal London Heathrow Airport.
Pilot wojskowy dr mjr Michał Fiszer podkreśla, że aby porównać umiejętności
pilota wojskowego, jakim był mjr Arkadiusz Protasiuk – kapitan polskiej załogi,
i cywilnego, trzeba uwzględnić nie tylko liczbę wylatanych godzin, ale przede
wszystkim liczbę startów i lądowań, gdyż przy nabywaniu doświadczenia ważne są
wszystkie przećwiczone sytuacje. – Z reguły wojskowe statki powietrzne mają
krótsze loty niż pasażerskie, ta liczba godzin jest więc myląca – mówi mjr
Fiszer. – Godziny nabite w locie z włączonym automatycznym pilotem też
zwiększają doświadczenie, ale w mniejszym stopniu. Doświadczenia najbardziej
nabywa się w czasie startów, wykonywania manewrów lądowania i w czasie lotu,
kiedy rozwiązuje się różne szczegółowe zadania – zauważa pilot. Jak dodaje, z
tych powodów nie można na podstawie sytuacji, w jakiej znalazły się obie załogi,
wyciągać absolutnie żadnych wniosków co do winy pilota, ponieważ warunki i
okoliczności lotu były zupełnie inne.
Także wieloletni pilot PLL LOT kpt. Janusz Więckowski podkreśla, że inne było i
lotnisko, i okoliczności lądowania. Jak zauważa, 3,5 tys. wylatanych godzin
również świadczy o dużym doświadczeniu, a błąd może popełnić także pilot z 8,5
tys. godzin nalotu. – Dla nabywania doświadczenia ważne są liczby godzin lotu
oraz liczba lądowań, to się ze sobą wiąże, ponieważ z liczby godzin wynika też
liczba lądowań. Oczywiście lepiej jest, jeśli ktoś ma 8,5 tys. godzin, jednak i
przy takiej ilości można popełnić błąd – zaznacza kpt. Więckowski. Jak dodaje,
istotny jest fakt, że polski samolot stał się w pewnym momencie niesterowny, a
Rosjanie do końca sterowali samolotem. – Polacy to byli bardzo doświadczeni
piloci, bardzo dobra załoga i nie wierzę, że brak doświadczenia jest przyczyną
tragedii – mówi.
Zdaniem innego pilota wojskowego, chcącego zachować anonimowość, tego typu
sugestie medialne dotyczące przyczyn tragedii to "stek bzdur".
Dodajmy, że w tym samym numerze "GW", na pierwszej stronie, znajduje się także
list częsci rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w sprawie pielgrzymki do
Smoleńska, który miała podpisać również rodzina mjr. Protasiuka. Dziesięć stron
dalej opluwa się dobre imię tego samego pilota, zestawiając go z rosyjskimi
gierojami.
 

Paweł Tunia
Współpraca Marta Ziarnik

drukuj