Falkowski i Borawski w notesie Kosaczowa

Z dr. hab. Karolem Karskim, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw
Zagranicznych, rozmawia Maciej Walaszczyk

Co Rosjanie chcieli uzyskać, organizując spotkanie przedstawicieli komisji
spraw zagranicznych parlamentów Polski, Rosji i Niemiec w Kaliningradzie?

– Spotkanie to miało formułę znaną nam już wcześniej ze spotkań dwustronnych
między parlamentarzystami polskimi i niemieckimi, rosyjskimi i polskimi oraz
rosyjskimi i niemieckimi. Ta formuła jest praktykowana od pewnego czasu, więc
strona rosyjska zorganizowała spotkanie wszystkich trzech stron w jednym czasie
i jednym miejscu.

I co z tego wynika?
– Jest to nawet ciekawe doświadczenie, gdy można w ramach takiego spotkania
wymienić się poglądami w ważnych sprawach i usłyszeć, że jedna ze stron podziela
nasze opinie w jakichś kwestiach, które były przez nas poruszane.

W jakich na przykład?
– Jeśli chodzi o ocenę sytuacji na Białorusi, to na pewno mieliśmy pełne
poparcie kolegów z Niemiec. Rosjanie również nie próbowali tłumaczyć, że na
Białorusi wszystko jest w porządku, ale co najwyżej starali się to wszystko
jakoś usprawiedliwiać. Dobrze wiedzą, że pochwalać tego, co się dzieje pod
reżimem Łukaszenki, nie można. Co ciekawe, jeden z deputowanych partii
komunistycznej stwierdził nawet, że jeżeli chodzi o wybory i możliwość działania
partii opozycyjnych, to sytuacja w Rosji wygląda znacznie gorzej niż na
Białorusi.

To rzeczywiście interesująca opinia. Tym bardziej że poruszył Pan podczas
tego spotkania również kwestię kontrowersji z wyjaśnianiem przyczyn katastrofy
smoleńskiej oraz kłopotów, jakie spotkały dziennikarzy "Naszego Dziennika" w
Moskwie. Jaka była reakcja?

– Podczas sesji poświęconej sporom historycznym, które występują w naszych
wzajemnych relacjach, zwróciłem uwagę na to, że w czasie, gdy wyjaśniamy
problemy historyczne, historia dzieje się cały czas na naszych oczach, zaś to,
co ma miejsce w tej chwili, będzie ciążyło na przyszłości stosunków
polsko-rosyjskich. Chodzi oczywiście o kwestię wyjaśniania katastrofy
smoleńskiej. Podkreślałem, że w sytuacji, gdy prezydent jednego państwa wraz z
osobami stanowiącymi elitę tego państwa ginie na terytorium innego kraju, całość
spraw związanych z wyjaśnianiem takiego wydarzenia musi być oparta na prawdzie.
Nawiązując do konferencji rosyjskich ekspertów, podczas której padły słowa, że
gdyby nawet szympans sprowadzał ten samolot, siedząc w wieży kontrolnej, to i
tak nic by to nie zmieniło, wykazałem absurdalność tego rodzaju porównań.
Powiedziałem, że gdyby nawet szympans sprowadzał ten samolot, MAK i tak by nie
stwierdził winy po stronie rosyjskiej.

A jeśli chodzi o zatrzymania naszych dziennikarzy i zarekwirowanie im przez
Rosjan sprzętu, którego do dziś redakcja nie odzyskała?

– Poprosiłem rosyjskich parlamentarzystów, by spowodowali, aby państwo rosyjskie
nie zachowywało się w sprawie wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej tak,
jakby miało coś do ukrycia. A właśnie w tej sprawie takie wątpliwości się
nasuwają. Konstantin Kosaczow, szef Komitetu ds. Międzynarodowych Dumy
Państwowej, zanotował sobie, że ta kwestia została poruszona podczas spotkania,
ale nie chciał się wypowiadać i jej komentować. Informacje o tym, że
dziennikarze zajmujący się katastrofą smoleńską byli zatrzymani, przesłuchiwani
przez FSB i że zarekwirowano ich sprzęt, wzbudziły żywe zainteresowanie i
zdziwienie wśród kolegów niemieckich, którzy od tego czasu częściej wskazywali
na problemy z przestrzeganiem w Rosji praw człowieka i swobód obywatelskich
chociażby w przypadku Michaiła Chodorkowskiego. Odniosłem wrażenie, że dla
rosyjskich parlamentarzystów postawienie tej kwestii było na tym forum bardzo
niewygodne i nawet nie próbowali się tłumaczyć. Miejmy nadzieję, że wysłane na
tym forum sygnały do polityków rosyjskich spowodują, iż władze ich kraju
następnym razem zastanowią się, zanim podejmą działania wobec przedstawicieli
prasy jednego z krajów członkowskich Unii Europejskiej. Tym bardziej że
przewodniczący Kosaczow jest jednym z najbliższych współpracowników premiera
Władimira Putina.

Sprawami, o których chcieli dyskutować sami Rosjanie, były kwestie polityki
wizowej, transportu, energetyki.

– One dotyczą głównie relacji obwodu kaliningradzkiego ze światem zewnętrznym, a
dokładnie problemu małego ruchu granicznego. Polski parlament udziela wsparcia
inicjatywie dla ułatwień w tym względzie. Przepisy unijne dopuszczają mały ruch
graniczny dla obywateli zamieszkujących w pasie 30 km w głąb pasa
przygranicznego. Tutaj chodzi o jego rozszerzenie na całą enklawę
kaliningradzką, a więc powrót do rozwiązań, jakie obowiązywały przed
przystąpieniem Polski do strefy Schengen.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj