Ewangeliczne braterstwo
Nie na darmo pycha stoi na czele katalogu siedmiu grzechów głównych. To najstarsza i najbardziej utytułowana „przypadłość” ludzkiej natury. Dała znać o swoim istnieniu już w raju. – Będziecie jako bogowie! – wołała szatańskimi ustami. Tak się zaczęło. Wszelkie wojny, czasy pogardy, ideologie dzielące mieszkańców świata na ludzi i nadludzi w niej mają swój początek. Owszem, były próby poukładania rzeczywistości według innych, w zamiarze twórców, sprawiedliwszych, zasad, ale i tutaj z czasem pojawiali się tzw. równi i równiejsi. Czy zatem słowa Chrystusa, Jego misja zjednoczenia ludzi, uczynienia ich braćmi, były próbą zbudowania kolejnej utopii? Dlaczego mimo upływu 2000 lat, świat dalej pełen jest pychy, niesprawiedliwości i niestety chyba raczej nie zanosi się na lepsze?
Do Jezusa przyprowadzają głuchoniemego. Uleczenie z tej okrutnej ułomności, zamykającej człowieka szczelnie w jego wewnętrznym świecie, staje się wydarzeniem nie tylko budzącym podziw i znakiem Bożej mocy, ale metaforą wewnętrznego wyzwolenia człowieka – zburzenia murów, którym obudował on swoje „ego” na tyle, że zewnętrzny świat stał się obcy, jego sprawy odległe, brat żyjący obok – nieistotnym i obcym. To bardzo wygodny sposób życia, tylko że czasem przypomina samozaciskającą się pętlę. Na początek taki stan wydaje się być bardzo komfortowym sposobem istnienia, z czasem jednak zabiera wolę życia, własna głuchota zaczyna dusić. „Ja” nie może istnieć bez drugiego „ja”. Człowiek staje się duchowym kaleką.
„Effatha” to słowo – symbol. Jego dopełnieniem jest pamiętne wołanie Ojca Świętego z krakowskich Błoni o „wyobraźnię miłosierdzia”, wrażliwość sumienia. „Jezus rzekł: „Effatha”, to znaczy „Otwórz się!”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić”. Słowo służy komunikacji, nawiązywaniu więzi. Tak przynajmniej powinno być, ale często nie jest. Łatwiej jest słuchać, dyktować warunki, ustalać reguły gry, trudniej wsłuchać się w innych i próbować ich zrozumieć. Łatwo jest przyjąć człowieka, który może się zrewanżować, odpłacić w wymierny sposób za zaproszenie i życzliwość – co jednak z tymi, którzy niewiele mają? Odrzucić ich? Przymknąć oczy i udać, że jest się zajętym czymś innym? To dalekie od ducha Ewangelii. Nie o to chodzi. „Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby”
– woła dziś do nas św. Jakub. Na ile potrafimy te słowa przyjąć?
Jak rozumieć pojęcie braterstwa w rozumieniu chrześcijańskim? Jego fundamentem jest prawda o stworzeniu i odkupieniu człowieka. Prawda o pokorze Boga, który stał się człowiekiem, wezwał każdego z nas do budowania wspólnoty życia ze Sobą. Tu leży początek wielkości ludzkiego istnienia – w tym szczególnym powołaniu. W nim należy także szukać fundamentu naszego braterstwa, podstawy istnienia etyki i moralności. Etyka bez antropologii, czyli prawdy o człowieku, staje się jedynie fasadą. Jaka prawda o człowieku, jaka jego aksjologiczna wizja, takie braterstwo. Totalitaryzmy nie były w stanie zbudować braterstwa, które tak mocno deklarowały, ponieważ u ich podstaw leżała fałszywa wizja człowieka, pozbawiona transcendentnego odniesienia. Za dużo było pogardy. Człowiek depczący innego człowieka nigdy nie zrozumie, że ten ktoś obok to jego brat. Nie będzie też w stanie określić siebie i swojego miejsca w świecie.
ks. Paweł Siedlanowski
