Ewangelia

XXXI Niedziela Zwykła

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: "Na katedrze
Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie
wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale
sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na
ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w
tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają
frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w
synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich
Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz
Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie
waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie
również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.
Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a
kto się poniża, będzie wywyższony".

Mt 23,1-12

 

***

 

Miłość i służba

Zawsze było tak, że człowiek chciał wypaść przed innym lepiej, niż to
wynikało z najgłębszej prawdy o nim. Taka jest nasza natura. Bezczelne
panoszenie się bożka, zwanego PR, doskonale znane nam z codziennych przekazów
medialnych, to nie wymysł współczesności, ale reaktywacja czegoś, co już Jezus
podczas wędrówki po Palestynie surowo piętnował. Faryzeusze i uczeni w Piśmie
byli dość liczną grupą skupiającą ludzi zamożnych, wykształconych, na tyle
wpływowych, że ich opinie w zasadniczy sposób wpływały na kształtowanie się
tożsamości narodu. Problem polegał na tym, że w pewnym momencie tak mocno
uwierzyli w swoją doskonałość, że stracili kontakt nie tylko z Bogiem, ale także
z rzeczywistością. Forma wzięła górę nad treścią. Pragnienie schlebiania ludziom
(połączone zapewne z nadzieją na popularność i hojną odpłatę) stało się
nadrzędnym celem działania. Do głosu doszła pycha, niedopuszczająca możliwości,
by ktoś inny mógł mieć rację. Każdy głos krytyczny był traktowany jako
obrazoburstwo, atak na najświętsze dogmaty…

Ciekawe, że Chrystus nie podejmuje polemiki z faryzeuszami, nie dokonuje
przewrotu, który obnażyłby pustkę i fałsz owych deklaracji. Proponuje
alternatywną drogę wiodącą do pierwotnego porządku ustanowionego przez Stwórcę.
Kwintesencją duchowego odrodzenia są słowa podsumowujące fragment Ewangelii:
"Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony,
a kto się poniża, będzie wywyższony". Obrazem ukazującym, na czym polega
chrześcijaństwo, jest gest obmycia nóg uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy. To
dokładnie przeciwległy biegun tego, co czynili faryzeusze i czym legitymuje się
znaczny fragment znanej nam rzeczywistości. I powód do niepokoju dla każdego z
nas, kiedy próbujemy cokolwiek ugrać fałszem, skłonnością do gardzenia innymi i
pragnieniem koloryzowania prawdy o sobie.
Wydaje się, że mamy niewielkie szanse w starciu z ludźmi dysponującymi potężnymi
ośrodkami medialnymi i świetnie opłacanymi ekspertami od wizerunku. Potrafiącymi
w przemyślany i perfidny sposób sterować emocjami ogółu, przykrywać nieudolność
i pustkę swoich mocodawców. W wymiarze ludzkim – owszem, tak. Ale przecież nie o
panowanie nad światem toczy się walka. Idzie o władzę nad ludzkimi duszami. Sami
jej nie wygramy. Nie zwyciężymy naszych przeciwników lepszym PR, donioślejszym
przekazem medialnym. Nie ma sensu ulegać prowokacji, dać się ponieść narzuconej
retoryce. Jezus podpowiada gotowe rozwiązania: Bądźcie Moimi świadkami. Nie
lękajcie się swojej tożsamości, która wypływa z waszego Bożego dziecięctwa.
Szukajcie i trwajcie mocno przy prawdzie. Nie bójcie się miłości, która jest
służbą. Zwyciężajcie zło dobrem… To jest nasza siła i środek do osiągnięcia
celu. Cała reszta przeminie.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj