Ewangelia
XVIII niedziela zwykła
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na
miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za
Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił
ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli:
"Miejsce tu jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech
idą do wsi i zakupią sobie żywności". Lecz Jezus im odpowiedział: "Nie
potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść". Odpowiedzieli Mu: "Nie mamy tu nic
prócz pięciu chlebów i dwóch ryb". On rzekł: "Przynieście mi je tutaj". Kazał
tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w
niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie
zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście
pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy
mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
Mt 14, 13-21
***
Wy dajcie im jeść
Słyszałem, jak któryś z analityków rynku powiedział kilka dni
temu, że ceny żywności w Polsce dogoniły średnią europejską. Pensje niestety
nie. Nic nowego, może ktoś dodać. Przecież to wszyscy wiedzą. Bieda zagląda
ludziom w oczy coraz mocniej. Na krawędzi ubóstwa, czy nawet poza nią, żyją już
miliony Polaków. Czy zatem słowa: "Wy dajcie im jeść", które wypowiada Jezus do
bezradnych uczniów, a przez to także do nas, nie wydają się być
nieporozumieniem? A co z bogatymi, niech oni się dzielą. My ustawimy się po
drugiej stronie…
Łatwo w tym momencie rozwiązać worek z narzekaniami: rząd, samorządy,
organizacje charytatywne, fundacje itd. Oni mają się zatroszczyć o
najbiedniejszych! Do nich należy troska o najbardziej potrzebujących,
nieradzących sobie z codziennością. Prawda. Ale czy nie jest to ucieczka od
problemu? Jacyś bliżej nieokreśleni "oni" mają wziąć się za bary z ludzką nędzą.
Ich "upoważniamy" do tego, by w naszym imieniu szli do głodnych i ubogich.
Bronimy się, że nam nie starczy. Kurczowo trzymamy resztę, która pozostała.
Tłumaczymy się, że odrobina, którą dysponujemy, nic nie znaczy… "Nie mamy tu
nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb" – skarżą się uczniowie Jezusowi. Na kilka
tysięcy ludzi to rzeczywiście okruch. Trudno się dziwić – pustynia. Czy nie ma
tu analogii pomiędzy naszym tłumaczeniem i ich bezradnością? Mam tak mało, a gdy
się podzielę, będzie jeszcze mniej. "Cóż to jest dla tak wielu?". Jaki jest
zatem sens? Reszta i tak pozostanie głodna… Przecież nie nakarmię wszystkich
głodnych. Za dużo ich. Lepiej odpuścić…
To myślenie typowo ludzkie. Sytuacja, którą dziś opisuje św. Mateusz, proste i
dyskretne działanie Chrystusa wprowadzają nas w inną logikę. Bóg daje więcej niż
trzeba. Jego hojność przewyższa ludzkie oczekiwania. Jego słowa: "Wy dajcie im
jeść", poprzedzające opis rozmnożenia chleba, tylko pozornie stanowiły
prowokację. Bóg nie działa wbrew ludzkiej woli – potrzebuje jej zgody. Ona Mu
wystarczy. Momentem zwrotnym w wydarzeniu ewangelicznym była wiara uczniów.
Zapewne nie rozumieli sensu swojego działania, gdy Mistrz kazał im przynieść
chleb i ryby. Błogosławieństwo, które odmówił, także niczym nie różniło się od
tego, które pobożny Żyd odmawiał codziennie przed posiłkiem. A jednak nakarmili
wszystkich.
Wydaje się, że wydarzenie na pustyni – cud rozmnożenia chleba, oprócz klasycznej
interpretacji (zapowiedź Eucharystii) ma dużo więcej znaczeń. W jakiś sposób
oddaje także istotę działalności charytatywnej, jaką prowadzi Kościół. Caritas
na pewno nie nakarmi wszystkich. Nie dotrze do wszystkich potrzebujących. Nie
nakarmi głodnych dzieci i nie odbuduje wszystkich powalonych wichurą domów. Ale
przecież jesteśmy my. Najbliżej tych, którzy potrzebują pomocy. Rzecz w tym, aby
nie bać się wchodzić w obszary ludzkiej biedy – materialnej, ale także moralnej,
duchowej. I dzielić się tym, co się ma. Nawet jeśli tego jest niewiele. Nie bać
się podzielić swoim ubóstwem. Podobnie jak na pustyni Chrystus w sobie właściwy
sposób pomnoży dobra, które zechcemy innym ofiarować. Wystarczy wszystkim. On
nas nakarmi: chlebem, miłością. Wskaże właściwy horyzont ludzkich dążeń.
Potrzebne są tylko wiara i odwaga. Bóg dopełni reszty.
ks. Paweł Siedlanowski
