Entuzjazm a wytrwałość
Niedziela Palmowa to początek Wielkiego
Tygodnia, czasu naszego zjednoczenia z Jezusem cierpiącym. Jego zakończeniem
jest Triduum Paschalne – dni, w których
jesteśmy świadkami miłości Jezusa. Najpierw uobecnił On swą Mękę i Zmartwychwstanie
w Eucharystii, a potem na Golgocie przez swoją śmierć dokonał dzieła Odkupienia.
Jednak już w Niedzielę Palmową, podczas wjazdu do Jerozolimy, Jezus wewnętrznie
przeżywał swą mękę. "Hosanna" wykrzykiwane na Jego cześć nie przysłoniło
Mu tego, co tłum krzyczał już w Wielki Piątek: "Ukrzyżuj! Krew Jego na nas
i na dzieci nasze!".
Patrząc oczami wyobraźni na scenę uroczystego wjazdu do Jerozolimy, zechciejmy
zadać sobie pytanie o nasze zachowanie w obliczu sukcesów i powodzenia. Komu
je przypisujemy? Czy nie wbijają nas one w pychę? Czy potrafimy dziękować Jezusowi
za to, że pozwolił nam ich doświadczyć? Czy pamiętamy, że każdy sukces jest ulotny,
że po radości przychodzi smutek, zaś po zwycięstwie równie szybko może nadejść
gorycz porażki?
Prośmy dziś Jezusa, abyśmy w chwilach radosnych potrafili Mu dziękować i oddawać
Mu zawsze należną chwałę. Prośmy, by nauczył nas powierzania się Ojcu w każdej
chwili życia – tak jak robił to On.
Wielokrotnie tłumy chciały obwołać Jezusa królem, jednak za każdym razem skutecznie
im to uniemożliwiał. Tym razem się nie uchylał. Więcej – sam to sprowokował –
jednak to On sam wybrał czas i miejsce, kiedy to nastąpiło.
Nie wiemy, jak Jezus zachowywał się podczas uroczystego wjazdu do Jerozolimy.
Znamy natomiast reakcję witających go tłumów i faryzeuszy, wiemy też, co robili
uczniowie. Po nich widać ogromny entuzjazm. Zapewne byli przekonani, że wreszcie
spełniły się ich marzenia i Jezus sięga po władzę. Być może widzieli się już
oczami wyobraźni w królewskim pałacu, piastujących ważne stanowiska…
Wiemy, że ta wizja okazała się fałszywa, zaś marzenia Apostołów legły w gruzach
w ciągu kilku dni. Już w Wielki Piątek zachwyt tłumów zamienił się w pogardę
i nienawiść, a odwaga uczniów stopniała w obliczu męki i śmierci ich Mistrza.
Uświadomili sobie bardzo boleśnie, że sami nie mogą właściwie nic – cała ich
pewność siebie, siła, moc wynikały z bliskości Jezusa i na Nim się opierały.
ks.
Andrzej Adamski
