Engelking: Blida nie była nękana

Barbara Blida nie była nękana przez prokuraturę i Agencję
Bezpieczeństwa Wewnętrznego – powiedział były wiceprokurator generalny
Jerzy Engelking, zeznając wczoraj przed komisją śledczą badającą
okoliczności śmierci byłej poseł SLD.

Komisja wznowiła prace
po trzymiesięcznej przerwie. Były zastępca prokuratora generalnego z
czasów, gdy prokuratorem generalnym i ministrem sprawiedliwości był
Zbigniew Ziobro, podkreślił, że organy państwa zainteresowały się osobą
Barbary Blidy nie pod dyktando „politycznych zamówień”, a jedynie
dlatego, że osoby, które składały wyjaśnienia w sprawie tzw. afery
węglowej, zaczęły wymieniać jej nazwisko w negatywnym kontekście. –
Obowiązkiem prokuratury było podjęcie działań zmierzających do
wyjaśnienia roli pani Barbary Blidy – stwierdził Jerzy Engelking.
Powiedział też, że postępowanie prokuratury w tej sprawie było trudne,
pojawiały się bowiem nazwiska osób powszechnie znanych, łącznie z byłym
prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim.
Były zastępca prokuratora
generalnego pytał posłów, w jakim celu został wezwany na posiedzenie. –
Mój związek ze sprawą węglową był marginalny – deklarował Engelking.
Zwrócił uwagę na to, że osoby, które wcześniej były przesłuchiwane przez
komisję, właśnie w sposób marginalny traktowały jego udział w śledztwie
w sprawie Blidy.
Tuż przed posiedzeniem komisji jej przewodniczący
Ryszard Kalisz (Lewica) mówił dziennikarzom, że sejmowi śledczy mają do
prokuratora „wiele pytań”. Argumentował, iż Engelking był szefem
Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu, z której wywodzi się Bogdan
Święczkowski oraz inni prokuratorzy, których nazwiska pojawiają się w
tej sprawie. Święczkowski nadzorował sprawę przeciwko mafii węglowej i
referował jej postępy podczas narad organizowanych u premiera Jarosława
Kaczyńskiego.
– Gdybyśmy mieli postępować wedle zaleceń posła
Kalisza, musielibyśmy przesłuchać wszystkich prokuratorów, którzy znali
Święczkowskiego – ironizuje Wojciech Szarama, członek komisji z ramienia
PiS. Engelking stwierdził też, że nazwa „mafii węglowej” nie wyszła ze
strony prokuratorów ani ministra Zbigniewa Ziobry. Zaczęto jej używać w
publikacjach prasowych, w szczególności w „Gazecie Wyborczej”, która –
zaznaczył wczoraj Engelking – już wcześniej, tj. w 2005 roku, czyniła
wzmianki o przestępczej działalności Barbary Kmiecik oraz o jej
powiązaniach z byłą poseł SLD.
Tym samym Jerzy Engelking odparł
zarzuty poseł PO Danuty Pietraszewskiej, która przekonywała, że termin
„mafia węglowa” sformułowały media na zlecenie rządu PiS. – A trudno
mówić, by dziennikarzy „Gazety Wyborczej” utożsamiać z ówczesną władzą –
ironizował. W jego przekonaniu, to teksty prasowe miały wpływ na
powołanie komisji śledczej, a przyczyniły się do kreowania negatywnych
ocen dotyczących funkcjonowania prokuratury, ABW i całego rządu. –
Bardzo mi przykro, ale nie jesteśmy radą etyki dziennikarskiej, myślę,
że to nie jest temat na to posiedzenie – odparowała Pietraszewska.
Danuta
Pietraszewska oceniła, jakoby niepotrzebna była konfrontacja z głównym
świadkiem – „śląską Alexis”. Engelking zauważył jednak, że było to
konieczne, aby ustalić kwestię 80-tysięcznej łapówki, którą była
posłanka SLD miała wręczyć prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej.
Komisja
– poza Engelkingiem – zamierza przesłuchać jeszcze czterech świadków, w
tym byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, byłego ministra
sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego
oraz męża zmarłej posłanki – Henryka Blidę. Według wstępnych planów,
przesłuchania tych świadków odbędą się do końca lipca, a przygotowanie
raportu końcowego z prac komisji przewidywane jest jesienią. Pierwotnie
zeznania wszystkich tych osób były zaplanowane na kwiecień, nie odbyły
się jednak w związku z żałobą po katastrofie prezydenckiego samolotu pod
Katyniem i późniejszą kampanią wyborczą.

Amb

drukuj