Embrion to też człowiek

W debacie na temat in vitro oprócz głównego wątku etycznego, związanego z powołaniem małżeńskim, pojawia się wątek poboczny związany z sytuacją „nadprogramowych” embrionów wyprodukowanych na potrzeby techniki zapłodnienia pozaustrojowego i wpisanej w jej przebieg implantacji zarodków. Wielu zadaje sobie pytanie, co robić z embrionami, które pozostały po zakończeniu procedury „in vitro”. Czy wolno ich użyć jako materiału do badań biomedycznych, czy mogą służyć jako surowiec dla pozyskiwania tzw. komórek macierzystych mających walory terapeutyczne?

Kościół katolicki niezmiennie głosi prawdę, że embriony są istotami ludzkimi we wczesnym stadium rozwoju, przy czym sam rozwój nie dotyczy tożsamości ontycznej, lecz struktury i funkcjonowania narządów, co również należy do istoty człowieka. Embrion jest podmiotem, któremu przysługują prawa osobowe, zwłaszcza prawo do ochrony życia i do właściwego dlań środowiska rozwoju. Instrukcja „Donum vitae”1 w rozdziale pierwszym stwierdza w sposób wyraźny, że: „Istota ludzka winna być szanowana – jako osoba – od pierwszej chwili swego istnienia” (DV I, 1). Nieco dalej czytamy: „Istota ludzka powinna być szanowana i traktowana jako osoba od momentu swego poczęcia, dlatego od tego momentu należy jej przyznać prawa osoby, wśród nich zaś przede wszystkim nienaruszalne prawo do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej” (tamże). Dlatego też „Donum vitae” stanowczo odrzuca przedmiotowe traktowanie embrionów i wszelkie manipulacje niosące zagrożenie dla ich życia (DV I, 5-6).

Podobnie encyklika „Evangelium vitae”, która w sposób całościowy i fundamentalny podchodzi do zagadnienia obrony życia, wypowiada się zdecydowanie przeciwko wszelkim działaniom zagrażającym życiu embrionów. W stosunku do tych działań wydaje taką samą ocenę, jak wobec przerywania ciąży, nazywając niemoralnymi „zabiegi dokonywane na embrionach ludzkich”, szczególnie „eksperymenty na embrionach” dokonywane w celach naukowych, dalej „wykorzystywanie embrionów i płodów ludzkich – jeszcze żywych – (…) jako materiału biologicznego do wykorzystania – już to jako źródła organów albo tkanek do przeszczepów, służących leczeniu niektórych chorób”. Encyklika podobnie piętnuje pewne formy diagnostyki prenatalnej, jeśli służą one selektywnej eliminacji płodów. W tym kontekście „Evangelium vitae” potępia „mentalność eugeniczną, która dopuszcza selektywne przerywanie ciąży”, oceniając tę mentalność jako „haniebną i w najwyższym stopniu naganną” (EV 63). W paragrafie 14. zaś określa jako niemoralne „różne techniki sztucznej reprodukcji”, także z tego powodu, że „stwarzają możliwość nowych zamachów na życie” (EV 14).

Kontynuuje ten nurt nauczania wydana przez Kongregację Nauki Wiary Instrukcja „Dignitas personae”, dotycząca niektórych problemów bioetycznych. Odrzuca wyraźnie praktykę zamrażania embrionów jako „nie do pogodzenia z szacunkiem należnym embrionom ludzkim” (DP 18). Ta praktyka „wystawia je na poważne niebezpieczeństwo śmierci albo naruszenie ich integralności fizycznej” (tamże). Zamrożone embriony znajdują się w sytuacji „sieroctwa”, ponieważ nie troszczą się o nie ci, którzy powinni czuć się ich rodzicami. „Oczywiście nie do przyjęcia są propozycje wykorzystania tych embrionów w celach badawczych albo przeznaczenie ich do celów terapeutycznych, ponieważ wówczas embriony są traktowane jak zwykły ‚materiał biologiczny’, co prowadzi do ich zniszczenia” (DP 19).

„Dignitas personae” odnosi się także do wysuwanej przez pewne koła propozycji tzw. adopcji prenatalnej, uważając, że propozycja ta, „godna pochwały co do intencji uszanowania i obrony życia ludzkiego, niesie ze sobą wiele problemów nie różniących się od wyżej przedstawionych” (DP 19). Instrukcja stwierdza, że „tysiące porzuconych embrionów stwarzają sytuację niesprawiedliwości nie do naprawienia”. Dlatego i Jan Paweł II wzywał przede wszystkim do wstrzymania produkcji embrionów, „zważywszy, że nie ma moralnie godziwego rozwiązania, które zapewniłoby ludzką przyszłość wielu tysiącom zamrożonych embrionów” (DP 19)2. Dokument zdecydowanie potępia także redukcję embrionów już po przeniesieniu ich do łona matki w celu uniknięcia ciąż mnogich. „Z punktu widzenia etycznego redukcja embrionów jest zamierzoną aborcją selektywną” i dlatego nie może być niczym usprawiedliwiona (DP 21). Z powodów etycznych odrzuca się też zdecydowanie diagnozę przedimplantacyjną, która wiąże się zawsze z procedurą sztucznego zapłodnienia i ma na celu jakościową selekcję embrionów, czyli ich niszczenie, co ma charakter „wczesnej aborcji” (DP 22). Tego rodzaju diagnoza jest wyrazem „mentalności eugenicznej”, dążącej do eliminacji dzieci obciążonych wadami, potępionej wyraźnie w „Evangelium vitae” (EV, 63)3.


Głos Episkopatu Polski


Również dokument Episkopatu Polski wydany pod tytułem „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie” zajmuje syntetycznie jasne stanowisko wobec powyższych problemów. Czytamy tu: „W wypadku zapłodnienia in vitro trzeba ponadto pamiętać, że problemem w oczach wiary jest nie tylko samo zapłodnienie pozaustrojowe, przywłaszczające sobie wyłączne prawa Stwórcy. Równie poważnym problemem jest także to, że nie godzi się ludzkiego embrionu traktować jak zwykłego zbioru komórek i selekcjonować według praw laboratoryjnych. Jeżeli człowiek ma mieć godną siebie przyszłość na naszej Ziemi, moralność musi stać ponad techniką” (SP 25).

W duchu tej zasady wypowiedział się w wywiadzie dla KAI ks. abp Henryk Hoser. Powiedział: „Jeśli biotechnologia nie będzie regulowana przez określone zasady etyczne, wówczas stanie się wrogiem człowieka. (…) Bioetyka powstała jako konieczna odpowiedź na gwałtownie rozwijającą się biotechnologię. Wobec różnorodnych możliwości wpływania na życie człowieka niezbędne jest respektowanie podstawowych zasad etyki lekarskiej – ethosu, towarzyszącego naukom medycznym od 2500 lat, a także ogólnoludzkiej moralności. Niestety w wypadku możliwości, jakie stwarzają niektóre nowe odkrycia medyczne, ethos ten bywa pomijany”. Ksiądz arcybiskup Henryk Hoser przypomniał, że „twierdzenie, iż ludzki zarodek nie jest ludzki, jest sprzeczne z nauką”; w związku z tym występuje przeciwko praktykom selekcji genetycznej (s. 2). Odrzuca także różne formy ingerencji w życie człowieka niezgodne z etosem medycznym, jak np. „ingerowanie w zapis genetyczny człowieka na embrionalnym lub nawet przedembrionalnym etapie jego rozwoju. Inżynieria genetyczna jest w stanie zmodyfikować całe dziedzictwo genowe człowieka. Już na poziomie życia komórki embrionalnej istnieje możliwość wnikania w integralny charakter osoby ludzkiej. Kolejnym zakresem ingerencji są możliwości modyfikacji w zakresie neurobiologii, czyli oddziaływania na czynności specyficznie ludzkie, psychiczne”. Ksiądz arcybiskup mocno skrytykował selekcję embrionów, „która jest integralnym elementem procedury ‚in vitro’. Wszczepia się te embriony, które wykazują największą dynamikę wzrostu. Pod mikroskopem bada się ich wymiary, symetrię i szybkość podziałów komórkowych. Wszystkie słabsze uśmierca się. Wśród embrionów poczętych ‚in vitro’ ginie 95% z nich. Jest to śmierć programowana” (tamże).

Kwartalnik „Sprawy Rodziny” nr 88/4/2009 zawiera dokumentację szeregu wypowiedzi księży biskupów wzywających polityków, a zwłaszcza parlamentarzystów do konstruowania prawa zgodnie z zasadami moralności. Znajdziemy tu List Rady ds. Rodziny do Parlamentarzystów (s. 19); apel Episkopatu do Parlamentarzystów (s. 20), wypowiedź ks. bp. Stanisława Gądeckiego (s. 34); uwagi ks. abp. Henryka Hosera „o ciemnych stronach ‚in vitro'” (s. 42).


Etyka koniecznie potrzebna


W prasie znajdujemy wiele wy powiedzi na ten temat, wśród których jedynie te inspirowane świadomością chrześcijańską biorą pod uwagę niezastąpioną rolę etyki i nie poszukują kompromisu na bazie „poprawności politycznej”. Z tego punktu widzenia prowokuje do dyskusji wypowiedź Jarosława Gowina w „Tygodniku Powszechnym” z 30 czerwca 2009 r., który twierdzi, że ma „fundamentalne przeświadczenie metafizyczne”, ale przyjmuje do wiadomości, że inni mają odmienne przeświadczenie metafizyczne, stąd rzeczą konieczną jest poszukiwanie kompromisu. Pan Gowin jakoś nie wpadł na to, że na gruncie metafizyki istotną sprawą jest poszukiwanie prawdy, a tego się nie osiąga przez kompromis. W świetle prawdy zarówno metafizycznej, jak i naukowej nie ulega wątpliwości, że embrion jest człowiekiem i że płodność jest przekazywaniem życia ludzkiego, a nie jakiegoś „przed-ludzkiego”. Nie wiadomo, dlaczego pan Gowin boi się zajęcia jasnego stanowiska po stronie prawdy i woli „asekuracyjną” ścieżkę pomiędzy prawdą a nieprawdą, pomiędzy dobrem a złem. Nie chce polegać na zdaniu Kościoła, które ukazuje bezbłędną prawdę, bo opartą na Objawieniu. Woli zostawić na boku „prawdę teologiczną”, aby zachować swobodę lawirowania po manowcach hipotez. Mówi: „Ja jako człowiek poruszający się po granicach wiary i niewiary, starający się lepiej lub gorzej wierzyć, mogę się z tym [zdaniem Kościoła – przyp. red.] zgadzać lub nie. Ale jako prawodawcy nie wolno mi kierować się argumentem teologicznym”. To typowa teologia „Tygodnika Powszechnego”. Jedną nogą po ścieżce wiary, drugą nogą po ścieżce niewiary. A już św. Paweł mocno zaklinał Koryntian, że nie może być żadnego kompromisu między Chrystusem i Belialem (por. 2 Kor 6, 15-16).

„Nasz Dziennik” natomiast dostrzega aspekt moralny takiej sprawy jak używanie embrionów jako obiektów służących do testowania nowych leków. Na portalu Ewangelizacja.pl gani się masowe niszczenie ludzkich embrionów w Wielkiej Brytanii (styczeń 2008). Głośnym echem też odbił się fakt, który miał miejsce w Sewilli w 2008 roku, gdzie urodził się chłopczyk, którego już od początku rodzice przeznaczyli do tego, aby dostarczył szpiku kostnego dla brata chorego na anemię. Wielu powitało ten fakt z aplauzem, Kościół jednak przypomniał, że człowiek nie może być traktowany jako „lekarstwo” dla drugiego człowieka. Osoba ludzka nie może być traktowana instrumentalnie dla dobra jakiejkolwiek innej osoby.

Mnożące się zamachy – w różnej postaci – na życie embrionów uzasadniają postulat, że jeżeli człowiek i ludzkość mają być ocalone, należy wprowadzić do nauki etykę, zwłaszcza bioetykę. Zasady tej etyki powinny być rygorystycznie przestrzegane pod sankcją wykluczenia przestępców z ludzkiej społeczności po obłożeniu ich piętnem wieczystej hańby.


Działanie ludzkie czy nie-ludzkie


W związku z całym zagadnieniem narzuca się jeszcze refleksja o głębszym charakterze dotycząca relacji między moralnością a kulturą. Jan Paweł II akcentował w swoich wypowiedziach znaczenie stosunku do życia jako kryterium cywilizacji (Kalisz). W encyklice „Evangelium vitae” znajdujemy głęboką analizę zjawiska pojętego jako ześlizg kultury w kierunku „kultury śmierci” (par. 11-23). Nie będziemy jednak w tej chwili wchodzić bardziej szczegółowo w te obszary myślowe. Widzę natomiast potrzebę zatrzymania się nad jednym aspektem tego bogatego splotu zagadnień. W adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” znajdujemy twierdzenie o ważkich konsekwencjach, podkreślające związek etosu płci z antropologią, czyli wizją człowieka. Czytamy: „Wątpliwości lub błędy dotyczące dziedziny małżeństwa lub rodziny powodują poważne zaciemnienie całej prawdy o człowieku w sytuacji kulturowej i tak już często niejasnej i pełnej sprzeczności” (FC 31). W kolejnym paragrafie Jan Paweł II podkreśla, że pomiędzy etyką odpowiedzialnego rodzicielstwa a antykoncepcją zachodzi „różnica antropologiczna, a zarazem moralna” (FC 32).

Te sformułowania dają dużo do myślenia zwłaszcza w kontekście pogłębionej analizy zawartej we wskazanych paragrafach „Evangelium vitae”. Obserwujemy tu zjawisko zagubienia własnego człowieczeństwa, degradacji ciała do fizycznego elementu przyrody, zepchnięcia życia ludzkiego na poziom „rzeczy”, która staje się obiektem rozporządzania, posiadania, używania i ostatecznie zniszczenia jak zużyty łachman. Elementem krytycznym rozpoczynającym ten spadek z wysokości jest negacja własnej płodności, która stanowi wyróżniającą cechę człowieka jako istoty żyjącej. Chodzi o płodność rozumianą jako integralny składnik tożsamości osoby. Płodność zostaje odrzucona poza krąg osobowego istnienia i zdegradowana do roli obiektu wielorakiej manipulacji. Tutaj kryje się klucz hermeneutyczny prowadzący do odczytania prawdy ludzkiego życia formowanego aktami wolnej decyzji. Doświadczenie płodności otwiera w osobie ludzkiej pytanie o istnienie, i w ten sposób pytanie o życie ludzkie uzyskuje swoją ostateczną głębię, według zdania św. Tomasza „vivere viventibus est esse”. Jeżeli człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że odpowiedzialność za istnienie to odpowiedzialność za dar otrzymany od Stwórcy, wtedy rozumie cały ciężar odpowiedzialności etycznej za płodność, za małżeństwo i za cały etos niestrudzenie głoszony przez Kościół. Jeżeli jednak człowiek odrzuca ten etos, odrzuca coś, co jest specyficzne dla jego człowieczeństwa, czyli dar życia powierzony jego wolności oraz odpowiedzialności i zdolność bycia darem w jedności z miłością Stwórcy, a w ten sposób stacza się do poziomu istot pod-ludzkich, którym wystarczy instynkt i odpowiednia reakcja na impulsy popędu.

Dlatego to już antykoncepcja jest oceniona przez Papieża jako zjawisko nieodpowiadające prawdzie antropologicznej (czyli nieodpowiadające istocie człowieczeństwa). Życie ludzkie traci wymiar etyczno-antropologiczny, kiedy na miejsce prawdy moralnej pojawia się jako czynnik sterujący działaniem żądza przyjemności, władzy, posiadania, w ogóle element siły prowadzącej do sukcesu, do panowania, do utylitarystycznej eksploatacji surowca ludzkiego życia. Medycyna, która stoi niekiedy na usługach takiego stylu życia, zamienia się w pewien rodzaj „ludzkiej” weterynarii, która byłaby uzasadniona w stosunku do świata zwierzęcego, ale nie do ludzkiego. Na tym właśnie poziomie znajduje się technologia in vitro i wszelkie pokrewne manipulacje płodnością degradujące człowieka do niższego piętra egzystencji. Życie ludzkie jest w pełni ludzkie, kiedy kieruje nim myśl Boża, Słowo Boże, Miłość Boża, natomiast, kiedy człowiek poddaje się kierownictwu sił i struktur kierowanych logiką materii, masy, ilości, funkcji, skuteczności itd., życie ludzkie spada na poziom nie-ludzki. Żaden sukces uzyskany przy pomocy technologii nie ratuje człowieka i nie ocala jego godności i żadne przestępstwo przeciw człowiekowi, nawet poparte ustawą przegłosowaną przewagą 99 proc. głosów, nie zahamuje tragicznego upadku kultury. Jeszcze raz wypada powtórzyć: w sprawie zasad moralnych nie może być żadnego kompromisu. Jeżeli dojdzie do ustawy legalizującej in vitro, będzie to kolejna zdrada i przestępstwo przeciw człowiekowi, czyli przeciw ludzkości.


Ocalić zdolność widzenia prawdy


Pozostaje jeszcze pewien problem pedagogiczny bądź dydaktyczny związany z głęboką deformacją kultury i zanikiem sztuki myślenia. Wielu ludzi, nawet dobrze wykształconych, wciąż operuje schematami nieodpowiadającymi prawdzie na temat istoty człowieka. Nawet pewien filozof (nomina sunt odiosa) napisał, że „co do tych embrionów, to nie wiadomo, czy to jest człowiek, choć być może niektóre z nich staną się ludźmi”, i nadal uważa, że dla tych embrionów należy ustanowić „status specjalny” umożliwiający ewentualne wykorzystanie ich dla jakichś dobrych celów. Międzynarodowe Stowarzyszenie Bioetyczne (International Association of Bioethics) orzekło, że embrionom do 14. dnia życia przysługuje „status przed-ludzki” (dosłownie: „pre-embrio”). Niektórym ludziom także się przygotowuje „status post-ludzki”, kiedy według pewnych przesłanek (wynikających z teorii zarządzania zasobami ludzkimi) powinni odejść ze świata, ale im się wciąż nie spieszy i wciąż zabierają tlen… Niektórzy „uczeni” nie widzą żadnej różnicy istotowej między człowiekiem a zwierzęciem (np. Peter Singer), a inni z kolei marzą, aby skrzyżować gatunkowo człowieka ze zwierzęciem. Jeśli miałoby dojść do tego szaleństwa, świat już nie byłby dłużej potrzebny.

Jak jednak sprawić, żeby filozofowie zaczęli myśleć? Filozofowie powinni sobie uświadomić to, co akcentuje encyklika „Fides et ratio”, że celem aktywności ludzkiego umysłu jest prawda. Powinni również zdać sobie sprawę z tego, że prawdy o człowieku nie wysnuje się jako wniosku z sumy danych wynikających z obserwacji świata. Racjonalizm oświeceniowy, zacieśniający perspektywy poznania do horyzontu świata materialnego, był wielkim oszustwem i krzywdą dla ludzkiej świadomości i ludzkiej kultury – jak na to wielokrotnie zwracał uwagę Papież Benedykt XVI. Człowiek jest tajemnicą i – jak uczy Sobór Watykański II – objawia się w pełni dopiero w świetle tajemnicy Chrystusa. Nie łudźmy się: rozum bez wiary nieświadomie ulega wielorakim mitom i pseudofilozofiom. Dopiero czerpiąc światło z wiary, rozum jest w pełni sobą. Na ten temat interesująco wypowiedział się Romano Guardini, wielki teolog i filozof, że „tylko człowiek, który wierzy, widzi w końcu świat. Widzi go takim, jaki jest. Widzi go w całości i widzi wszystko dokoła”4.

Jan Paweł II uczył, że umysł jest wtedy prawidłowo ukształtowany, kiedy jest zdolny do kontemplacji. Wtedy człowiek „widzi życie w całej jego głębi, dostrzega jego bezinteresowność i piękno oraz przyjmuje je jako wezwanie do wolności i odpowiedzialności. Jest to postawa tego, kto nie próbuje zagarnąć dla siebie rzeczywistości, ale przyjmuje ją jako dar, odkrywając w każdej rzeczy odblask Stwórcy, a w każdej osobie Jego żywy obraz” (EV 83). Tylko dzięki światłu Chrystusa i dzięki mocy Chrystusa jesteśmy zdolni rozumieć życie, ocalić je i służyć mu. Z wiary rodzi się prawdziwa kultura życia.


Ks. prof. Jerzy Bajda
———————————-

1 Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania. Odpowiedzi na niektóre aktualne zagadnienia, 22 II 1987.

2 Przemówienie do uczestników sympozjum „Evangelium vitae a prawo” i XI Międzynarodowego Kolokwium Prawa Kanonicznego (26 maja 1996) – „L’Osservatore Romano” pol., 9, 1996, s. 44.

3 Na temat instrukcji „Dignitas personae” miał wykład ks. kard. William Levada w maju 2009 r. na Sympozjum w Radomiu. Tekst jest opublikowany w kwartalniku „Sprawy Rodziny” nr 88/4/2009, s. 58-67.

4 Kard. Paul Poupard, Romano Guardini: myśl, działanie i kultura katolicka, „Społeczeństwo”, nr 4/5, 2009, s. 545.

drukuj