Embargo na „niepoprawnych politycznie”
Z dr. Szymonem Grzelakiem, psychologiem, ekspertem w dziedzinie wychowania
i profilaktyki, rozmawia Paulina Jarosińska
Można odnieść wrażenie, że w polityce mamy nadpodaż tematu zmian w polskim
prawie dotyczących zalegalizowania związków partnerskich. Na różne sposoby
próbuje się wmówić opinii publicznej, że społeczeństwo tak naprawdę w
zdecydowanej większości nie żyje w małżeństwach, ale w konkubinatach, ponieważ
instytucja małżeństwa jest przeżytkiem – jak czytamy na okładce jednego z
tygodników. Gdzie według Pana leżą przyczyny ostatniej intensyfikacji propagandy
liberalnej uderzającej w rodzinę?
– Na wstępie warto sobie odpowiedzieć na pytanie, które wartości są podważane w
debacie publicznej. W ostatnich czasach przede wszystkim rodzina oraz małżeństwo
jako związek kobiety i mężczyzny. Te wartości wiążą się ściśle i w naturalny
sposób z ludzką seksualnością i jej związkiem z miłością, wiernością i
trwałością relacji, które tworzymy. Musimy również określić, jakie powinny być
kryteria przy budowaniu rodziny, a mianowicie, że rodzina jest zobowiązaniem, w
które w sposób naturalny wpisują się również cierpienie i kryzysy. Dzisiaj
niestety powszechny jest pogląd promujący wygodę, doraźność, wybór tego, co dla
człowieka jest przyjemne. Dążenie do tego, co łatwe i tylko przyjemne, nie daje
jednak, jak uczy doświadczenie, prawdziwego życiowego spełnienia. Cały czas
dostrzegamy tę walkę tradycyjnych wartości z postawą je kontestującą.
Komu zależy, aby wartości niepodważalne były kontestowane? Czy jest to
determinowane tylko doraźnymi interesami, czy można nazwać to zorganizowaną
akcją wymierzoną w rodzinę?
– Przede wszystkim na podważaniu tradycyjnego rozumienia rodziny i małżeństwa
zarabiają przeróżne grupy biznesowe. Wykorzystują one konsumpcyjną postawę
zakorzenioną we współczesnym człowieku, który uwagę kieruje przede wszystkim na
aspekt cielesny, na przyjemności i na to, co łatwe. Tu nie musi być ideologii,
tylko zwykła chęć zarobku na ludzkich słabościach. Natomiast nie ulega
wątpliwości, że w tradycyjne pojmowanie rodziny uderzają również konkretne
organizacje i liberalne grupy nacisku wyznające taką ideologię. Nierzadko jest
tak, że swojego poparcia udzielają im np. zranione gdzieś w dzieciństwie albo w
młodości osoby, które zetknęły się z dorosłymi formalnie przyznającymi się do
chrześcijańskich wartości, ale postępującymi w przeciwny im sposób. Niektórzy
członkowie grup wyznających liberalne ideologie wcale nie są cynikami, tylko
naprawdę w nie wierzą. Dobrze by było, by mogli mieć szansę na ujrzenie
prawdziwego oblicza chrześcijaństwa i usłyszenie pozytywnego przekazu o
rodzinie, a nie negatywnych stereotypów na temat Kościoła i wiary. To jest
poważna sprawa. Według mnie, potrzebny jest nieustanny dialog tam, gdzie jest on
możliwy. Ważne jest szukanie właściwych form komunikacji zawsze wtedy, gdy można
coś wartościowego przekazać. Oczywiście przy jednoczesnym zachowaniu własnych
poglądów i stanowczym trwaniu przy wartościach tradycyjnych i ze świadomością,
że mamy do czynienia z negatywnymi, szkodliwymi zjawiskami w naszym
społeczeństwie wprost uderzającymi w rodzinę. Nie należy jednak zamykać się z
naszym przekazem, ale odważnie i otwarcie wychodzić z nim do różnych środowisk.
Problemem jest często forma i poziom debaty. Nie ukrywajmy – z wartościami
tradycyjnymi niezwykle trudno przebić się do mediów bardzo jasno w tym zakresie
sprofilowanych.
– Tak jest rzeczywiście. W ostatnich tygodniach dwukrotnie tego doświadczyłem,
gdy dwukrotnie zwróciły się do mnie popularne liberalne media z prośbą o udział
w programie czy o wywiad. Za żadnym razem nie doszło do tego udziału. Raz z
powodu oczekiwania stacji telewizyjnej, że przed występem w programie sprzedam w
umowie swój wizerunek (zgadzając się na wykorzystanie tego, co powiem w
dowolnych fragmentach, również w reklamie i również w formie karykatury). Umowę
pokazano mi kwadrans przed programem. Ostatecznie odmówiłem podpisania i nie
wystąpiłem. Drugi raz, kiedy moja wypowiedź – ewidentnie nielicująca z główną
linią czasopisma – nie została tam w ogóle przedstawiona, mimo że zostałem o to
poproszony, a nawet autoryzowałem tekst. Przypuszczam, że dziennikarce
wykreśliła go redakcja. Przekaz w mediach jest jednostronny i faktycznie nie ma
możliwości dotarcia z tym, co "niepoprawne politycznie".
Co zaproponowałby Pan, żeby usprawnić komunikację społeczną w tej niezwykle
ważnej sprawie?
– Uważam, że należy współpracować z różnymi stowarzyszeniami, łączyć się tam,
gdzie to możliwe w celach, które są dla nas ważne. Ważne są inicjatywy oddolne,
prowadzenie systematycznych badań i posługiwanie się właśnie takim językiem w
dyskusji. Sam jestem autorem książki "Profilaktyka ryzykownych zachowań
seksualnych wśród młodzieży. Aktualny stan badań w Polsce i na świecie"
(Wydawnictwo Rubikon, Kraków 2009). W oparciu o wyniki badań empirycznych
analizuję kwestie wstrzemięźliwości, seksualności, spraw związanych z rodziną i
miłością. Przedstawiam naukowe argumenty, że najlepsza edukacja w sferze
seksualnej to motywowanie młodzieży do wstrzemięźliwości seksualnej i wierności.
Niestety, pomimo że posługujemy się nieraz językiem fachowym, profesjonalnie
przedstawiając tę problematykę, jesteśmy wciąż posądzani o zaściankowość i
traktowani stereotypowo. Dlatego uważam, że nie należy się poddawać i trzeba
prowadzić rozmowy w oparciu o merytoryczne argumenty – naukowe i
specjalistyczne, a nie poruszając się tylko w świecie pojęć teologicznych,
zrozumiałych dla świadomego chrześcijanina, ale dla nikogo poza tym. Dobrze wiem
– i wynika to z mojego doświadczenia, z moich wieloletnich badań, obserwacji i
podróży po Polsce w ramach realizacji programu profilaktyki zintegrowanej
"Archipelag Skarbów" – że większość polskich rodziców chce, aby ich dzieci
uczyły się o tym, jaką wartością jest rodzina tradycyjna, małżeństwo, wierność.
Można więc powiedzieć, że co innego pokazują media, a inaczej prezentuje się
rzeczywistość. Należy systematycznie, małymi kroczkami odkłamywać fałsz
medialnego obrazu i docierać na przykład do polityków, aby bronili wartości
tradycyjnych i nie popadali w koniunkturalizm i pułapkę doraźnych interesów
politycznych. Wydaje się to bardzo trudnym zadaniem, ponieważ z niektórymi
politykami naprawdę ciężko się porozumieć, zwłaszcza w tej materii. Dlatego tak
istotna jest edukacja i dynamiczna promocja poprzez różne oddolne inicjatywy
tego, co jest dla nas oczywiste, a co dla części społeczeństwa – z różnych,
często nie błahych przyczyn – wydaje się niepotrzebne.
Dziękuję za rozmowę.
