Dziesięciolecie Niepodległej.

Kalendarium centralnych obchodów Święta Niepodległości w Warszawie w 1928
r.

Obchody dziesiątej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości były
wydarzeniem szczególnym z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, władza i
społeczeństwo świętowały w sposób niezwykle uroczysty okrągłą rocznicę wydarzeń
z 11 listopada 1918 r., mimo że dzień ten został ustanowiony świętem państwowym
dopiero w kwietniu 1937 roku. Po drugie, obchody wpisały się w ofensywę
propagandową Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, który dopiero co odniósł
zwycięstwo w wyborach do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Po trzecie,
11 listopada 1928 r. był doskonałym momentem, aby nie tylko podsumować ostatnie
dziesięciolecie, ale także nakreślić zadania na przyszłość.
Kalendarz świąt państwowych w Drugiej Rzeczypospolitej przedstawiał się nader
skromnie. Wypełniały go zaledwie dwie daty – 3 maja (rocznica uchwalenia
Konstytucji 1791 r.) oraz 11 listopada (Narodowe Święto Niepodległości). Obie
daty wiązały się z ważnymi w dziejach Polski wydarzeniami: pierwsza z podjęciem
próby ocalenia suwerenności Rzeczypospolitej, druga z powrotem niepodległej
Polski na mapę Europy. Mimo że dzień odzyskania niepodległości celebrowano już
od 1919 r., to jednak dopiero dziewięć lat później obchody przybrały tak
podniosły charakter o niezwykle rozbudowanym scenariuszu i uroczystej oprawie.
Wyniki wielomiesięcznych przygotowań mogli podziwiać przez dwa dni nie tylko
mieszkańcy Warszawy, ale także goście przybyli z całej Polski. Uroczystości
rozpoczęły się już w sobotę, 10 listopada, we wczesnych godzinach porannych.
Jednym z pierwszych jej punktów było odsłonięcie na stokach Cytadeli tablicy
upamiętniającej poległych w walce o wolność kraju, które nastąpiło o godz. 9.00.
Udział w nim wzięli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych oraz
uczestnicy zjazdu byłych więźniów ideowych z lat 1914-1921, którzy godzinę
później spotkali się z prezydentem RP prof. Ignacym Mościckim w Sali Rady
Miejskiej.
Sobotnie przedpołudnie stało jednak pod znakiem nabożeństw odprawianych w
intencji Ojczyzny w świątyniach różnych wyznań, m.in. w wielu kościołach
rzymskokatolickich, w zborach: ewangelicko-augsburskim na pl. Małachowskiego i
ewangelicko-reformowanym przy ul. Leszno, w synagodze przy ul. Tłomackie oraz w
cerkwi prawosławnej przy ul. Zygmuntowskiej na Pradze. W nabożeństwach
uczestniczyli uczniowie z warszawskich szkół powszechnych, gimnazjalnych,
średnich i seminariów nauczycielskich oraz studenci wyższych uczelni. Po ich
zakończeniu wszyscy zgromadzili się na pl. Saskim, gdzie w obecności prezydenta
Ignacego Mościckiego i marszałka Józefa Piłsudskiego miało nastąpić uroczyste
złożenie kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza oraz przemarsz przed kolumnadą
Pałacu Saskiego. Delegacje stołecznych szkół ze sztandarami i orkiestrami –
łącznie ok. 15 tys. uczniów – oczekiwały na przybycie najważniejszych osób w
państwie. Padający ciągle deszcz zmusił jednak ministra wyznań religijnych i
oświecenia publicznego Kazimierza Świtalskiego do zmiany planów. Postanowił on
wysłać do prezydenta i marszałka delegację na czele z kuratorem warszawskiego
okręgu szkolnego. Po złożeniu gospodarzom Zamku Królewskiego i Belwederu adresów
hołdowniczych młodzież rozeszła się do domów.
Mniej więcej w tym samym czasie podobne obchody zorganizowali uczniowie
pochodzenia żydowskiego. Już o godz. 7.00 zgromadzili się oni na pl.
Grzybowskim, pl. Żelaznej Bramy oraz wzdłuż ul. Senatorskiej, skąd następnie
ruszyli w kierunku pl. Saskiego. Tam poseł Szyja Farbstein z Partii Mizrachi
złożył na Grobie Nieznanego Żołnierza srebrny wieniec, a zgromadzeni odśpiewali
hymn "Jeszcze Polska nie zginęła", po czym skierowali się w stronę Zamku
Królewskiego. Na czele kilkunastotysięcznego pochodu szli w galowych strojach
członkowie zarządu gminy wyznaniowej oraz przedstawiciele Żydowskiego Klubu
Sportowego "Makkabi". Przybyłych na pl. Zamkowy uczniów przywitał Mościcki wraz
z małżonką Michaliną. Farbstein wygłosił okolicznościowe przemówienie, a
towarzyszące mu dzieci wręczyły pierwszej damie kwiaty. Następnie Krakowskim
Przedmieściem, Nowym Światem oraz Alejami Ujazdowskimi pochód dotarł do
Belwederu, gdzie Piłsudski – witany okrzykami: "Niech żyje! Niech żyje!" –
przyjął delegację społeczności żydowskiej.
Okrągłą rocznicę odzyskania niepodległości uczcił w sobotnie południe parlament
RP na swym uroczystym posiedzeniu. Było to jedno z nielicznych tego typu
wydarzeń w międzywojennych dziejach władzy ustawodawczej, gdyż parlamentarzyści
woleli dyskontować bieżące wydarzenia, niż celebrować te z przeszłości. Na
udekorowaną kwiatami i girlandami salę sejmową przybyli niemal wszyscy posłowie
– za wyjątkiem Białorusinów, Ukraińców i Niemców (nie licząc dwóch socjalistów)
– oraz przedstawiciele rządu z prezesem Rady Ministrów Kazimierzem Bartlem na
czele. Zabrakło Mościckiego i Piłsudskiego. Punktualnie o godz. 12.15 marszałek
Sejmu RP Ignacy Daszyński rozpoczął krótkie przemówienie, którego wszyscy
posłowie wysłuchali na stojąco. Odniósł się w nim do trudów, jakie naród polski
zmuszony był pokonać na drodze do odzyskania własnej państwowości, a także
wspomniał o kłopotach wynikających z powrotu Polski na mapę Europy, które
wiązały się m.in. z brakiem wykwalifikowanej kadry urzędniczej. Daszyński
stosunkowo niewiele miejsca poświęcił byłemu więźniowi Magdeburga, jednak kiedy
o nim wspomniał, na sali rozległy się oklaski i okrzyki na cześć Piłsudskiego.
Mimo że marszałek Sejmu w swoim wystąpieniu nie odniósł się bezpośrednio do
aktualnej sytuacji politycznej, to zebrani na sali parlamentarzyści nie mieli
żadnych wątpliwości, że żywi on głęboki niepokój o losy odrodzonego niedawno
państwa, a w szczególności o zagrożoną w wyniku wydarzeń majowych demokrację.
Kończąc wystąpienie, zwrócił uwagę na osoby, które nie utożsamiały się z
odrodzonym państwem polskim, a zarazem gloryfikowały wszystko, co obce. Zmiana
tego stanu rzeczy miała być jednym z głównych zadań dla obecnych i przyszłych
władz odrodzonej Rzeczypospolitej. Podobne przemówienie wygłosił o godz. 16.30
marszałek Senatu RP Antoni Szymański, który jednak położył akcent na sukcesy
związane z odbudową państwa.
Zgodnie z uchwałą Rady Miejskiej z 9 listopada 1928 r., w sobotę o godz. 14.00
pl. Saski został przemianowany na pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Nie obyło
się przy tym bez politycznych sporów, ponieważ projekt zmiany nazwy głównego
placu reprezentacyjnego w Warszawie, zgłoszony przez prezesa BBWR Mariana
Zyndram-Kościałkowskiego, wywołał burzliwą debatę podczas sesji radnych, która
odbyła się w nocy z 8 na 9 listopada. Wyznaczono ją na godz. 19.00, ostatecznie
jednak rozpoczęła się z niemal pięciogodzinnym opóźnieniem, tj. o godz. 23.40.
Wniosek Kościałkowskiego spotkał się ze stanowczym sprzeciwem radnych ze Związku
Ludowo-Narodowego i Bundu. Uważali oni bowiem, że skoro Tadeusz Kościuszko nie
doczekał się w stolicy pomnika, a jeden z warszawskich placów nazwano imieniem
Napoleona dopiero po 100 latach, zaś jedną z ulic obdarzono imieniem Romualda
Traugutta po 50 latach od jego śmierci, to można również wstrzymać się z
nazwaniem placu imieniem Piłsudskiego. Głos zabrał Juliusz Kaden-Bandrowski,
który określił toczącą się debatę groteską. Zaznaczył przy tym, że wniosek
Kościałkowskiego jest głosem tych wszystkich, którzy przez dziesięciolecia
przelewali krew w walce o wolność Ojczyzny, dlatego też nie powinien być
przedmiotem politycznych sporów. W rzeczywistości projekt zmiany nazwy placu był
odpowiedzią prezesa BBWR na list powstałej w 1927 r. Federacji Polskich Związków
Obrońców Ojczyzny, organizacji zrzeszającej piłsudczykowskie związki byłych
wojskowych, która zresztą jako pierwsza wystąpiła z taką propozycją. Ożywioną
dyskusję zakończyło tajne głosowanie, które odbyło się 9 listopada o godz. 2.30.
Pięćdziesięciu dwóch radnych, przy sprzeciwie czterdziestu trzech z ZL-N oraz
Bundu, uchwaliło zmianę dotychczasowej nazwy placu. Od głosu wstrzymali się
radni z Chrześcijańskiej Demokracji i Polskiej Partii Socjalistycznej.
Głównym punktem sobotnich uroczystości było "misterium" na Starym Mieście, czyli
przekazanie odrestaurowanej Starówki pod zarząd magistratu. Rewitalizacja "serca
Warszawy" – przeprowadzona w 1928 r. z inicjatywy rzeźbiarza Stanisława
Kazimierza Ostrowskiego, który trzy lata wcześniej zaprojektował pod arkadami
Pałacu Saskiego Grób Nieznanego Żołnierza – polegała na zdobieniu polichromią
patrycjuszowskich kamienic ulokowanych wokół staromiejskiego Rynku. "Misterium"
rozpoczęło się o godz. 16.00. Pół godziny wcześniej służby porządkowe zamknęły
wszystkie ulice wokół placu, na którym stały już rzędy krzeseł dla gości.
Pośrodku Rynku wzniesiono platformę dla połączonych orkiestr 21. i 36. pułku
piechoty, 30. pułku strzelców konnych oraz orkiestry policyjnej, natomiast przed
stojącą w północno-zachodniej części placu kamienicą Barczyków ustawiono
mównicę. Punktualnie o wyznaczonej godzinie z galeryjki narożnej kamienicy od
strony ul. Wąski Dunaj popłynęły dźwięki "Pobudki", dając tym samym znak do
rozpoczęcia uroczystości. Orkiestra pod batutą Emila Szymona Młynarskiego,
dyrektora artystycznego i dyrygenta Opery Warszawskiej, wykonała hymn narodowy
"Jeszcze Polska nie zginęła" oraz "Bogurodzicę". Gdy tylko umilkły słowa
najstarszej polskiej pieśni religijnej, głos zabrał Ostrowski, a po nim
prezydent Warszawy inż. Zygmunt Słomiński, który w imieniu Magistratu przejął
pod opiekę odrestaurowaną Starówkę, zaznaczając przy tym, że będzie ona otoczona
szczególną opieką. "Misterium" zakończyło się pochodem historycznym, który przy
dźwiękach pieśni wojskowych z różnych epok wkroczył na rozświetlony czterema
potężnymi reflektorami Rynek. Licznie zgromadzeni warszawiacy mogli podziwiać
konfederatów barskich, kosynierów Bartosza Głowackiego, legiony z czasów wojen
napoleońskich, wojsko Księstwa Warszawskiego, powstańców z 1863 r., a także
legionistów z 1914 roku. Ostatnim punktem uroczystości było ponowne wykonanie
hymnu. Koniec "misterium" obwieściły salwy armatnie.
Zakończenie uroczystości na Starym Mieście nie oznaczało końca sobotnich
obchodów. W rożnych punktach stolicy trwały lub rozpoczynały się akademie,
koncerty, przedstawienia. Ulice Warszawy tętniły życiem do późnych godzin
nocnych. Nic w tym dziwnego, zważywszy na fakt, że stolica po zmroku tonęła w
morzu świateł, przede wszystkim dzięki iluminacji gmachów użyteczności
publicznej. Z okazji dziesiątej rocznicy wydarzeń z 11 listopada 1918 r.
podświetlono siedziby wszystkich ministerstw, Zamek Królewski, Belweder, Ratusz,
Hotel Europejski, pomnik Adama Mickiewicza, Pocztę Główną, na dachu której
paliły się pochodnie, most Kierbedzia, a także wejścia do parków i ogrodów.
Kamienice udekorowane były girlandami, portretami dostojników państwowych oraz
biało-czerwonymi flagami. Nad Zamkiem Królewskim powiewał podświetlany przez dwa
wojskowe reflektory sztandar Rzeczypospolitej. Porządku na ulicach pilnowała
przez całą noc policja, była też straż obywatelska.
W niedzielny poranek mieszkańcy stolicy i przybyli do niej goście udali się do
domów modlitw. Dla rzymskich katolików uroczystą Mszę św. w katedrze pw. św.
Jana Chrzciciela na Starym Mieście celebrował arcybiskup warszawski ks. kard.
Aleksander Kakowski w asyście licznie zgromadzonego duchowieństwa. W
nabożeństwie udział wzięli: prezydent RP, marszałkowie obu izb parlamentu,
członkowie rządu z prezesem Rady Ministrów, korpus dyplomatyczny z nuncjuszem
apostolskim Francesco Marmaggim i ambasadorem Francji Julesem Laroche, a także
wielu innych zacnych gości z Polski i z zagranicy. Mury świątyni wypełniły po
brzegi tłumy wiernych. W tym samym czasie w synagodze przy ul. Twardej
odprawiono nabożeństwo dla żydowskich żołnierzy z warszawskiego garnizonu.
Obecni byli przedstawiciele władz wojskowych, zarząd gminy żydowskiej,
przedstawiciele związku inwalidów żydowskich oraz naczelny rabin WP płk dr Józef
Mieses, który odmówił modlitwę za pomyślność Polski i jej obywateli. Nabożeństwo
zakończyło się defiladą wojskową i odśpiewaniem hymnu.
Głównym punktem dwudniowych uroczystości była wielka defilada wojskowa na Polu
Mokotowskim. Już o godz. 7.00 z koszar i punktów zbornych wyruszyły w kierunku
toru wyścigów konnych różne formacje wojskowe oraz oddziały Federacji Polskich
Związków Obrońców Ojczyzny. O godz. 9.15 na plac przybył wiceminister spraw
wojskowych gen. Daniel Konarzewski, który odebrał raport od dowódców wszystkich
oddziałów i przejął dowództwo całej defilady. Trybuny powoli wypełniały się
przedstawicielami władz państwowych, samorządowych i wojskowych, gośćmi
zagranicznymi, delegacjami organizacji społecznych, oświatowych i zawodowych, a
także tłumnie przybywającymi mieszkańcami stolicy. Punktualnie o godz. 10.00
rozpoczęła się Msza św. celebrowana przez biskupa polowego Stanisława Galla,
podczas której kazanie poświęcone czynom polskiego oręża wygłosił ks. Władysław
Bandurski. Gdy tylko zakończył przemowę, wśród wiernych zapanowało poruszenie.
Wywołał je przybyły na Pole Mokotowskie Marszałek Piłsudski, który odebrał od
gen. Konarzewskiego raport, a następnie dokonał przeglądu wszystkich oddziałów.
Kilkanaście minut później zjawili się ostatni spośród najważniejszych tego dnia
gości – prezydent Mościcki wraz z małżonką.
Naczelnik państwa udał się tymczasem na specjalnie przygotowane
wzniesienie-trybunę, skąd przez następne kilkadziesiąt minut obserwował
maszerujące przed nim oddziały. Po jego lewej stronie ustawiły się poczty
sześćdziesięciu pułków, po prawej zaś generalicja. Rozpoczęła się defilada,
która trwała blisko 2,5 godziny. Jako pierwsze przemaszerowały różne formacje WP,
m.in. szkoły podchorążych, lotnictwa, marynarki, pułki piechoty i artylerii, a
na końcu kawaleria. Za nimi kroczyły związki byłych wojskowych zrzeszone w
Federacji Polskiego Związku Obrońców Ojczyzny. Na czele kolumny jechał sztab
Federacji z jej organizatorem i prezesem gen. Romanem Góreckim. Za nim pojawili
się weterani z Powstania Styczniowego, inwalidzi wojenni transportowani
kilkunastoma samochodami, a także wszystkie związki byłych wojskowych ze
sztandarami i chorągwiami. Defiladę zamykały oddziały przysposobienia
wojskowego, hufce szkolne, oddziały straży ogniowej i policja. Po zakończonej
defiladzie wojsko wróciło do koszar, natomiast oddziały byłych wojskowych
dotarły ulicami Puławską, Bagatela, Alejami Ujazdowskimi, Nowym Światem i
Krakowskim Przedmieściem na pl. Piłsudskiego, witane po drodze przez
wielotysięczne tłumy warszawiaków. Tam gen. Górecki złożył kwiaty na Grobie
Nieznanego Żołnierza, po czym wygłosił krótkie przemówienie poświęcone
dokonaniom byłych wojskowych.
Wachlarz dwudniowych uroczystości poświęconych dziesiątej rocznicy odzyskania
niepodległości był bardzo rozpięty. Charakteryzowały go liczne nabożeństwa,
pochody różnych instytucji i organizacji społecznych, kulturalno-oświatowych
oraz zawodowych, a także niezliczone akademie i koncerty. Władze sanacyjne
starały się nadać wydarzeniu duże znaczenie, traktując je jako przeciwwagę do
zorganizowanych przez ugrupowania lewicowe obchodów rocznicy utworzenia w
Lublinie 7 listopada 1918 r. Tymczasowego Rządu Ludowego pod kierownictwem
Daszyńskiego. Wszyscy ci, którzy w tych dniach celebrowali wydarzenia z 11
listopada, obowiązkowo składali kwiaty i palili znicze na Grobie Nieznanego
Żołnierza. Dopełnieniem obchodów była wystawiona w Teatrze Wielkim opera
"Krakowiacy i górale" w reżyserii Jana Kamińskiego oraz wydany na Zamku
Królewskim przez prezydenta Mościckiego wielki raut dla 4 tys. osób.
Zaangażowanie najwyższych władz państwowych oraz masowy charakter uroczystości
pokazują, jak szczególnym wydarzeniem były obchody dziesięciolecia Niepodległej.
Pokazały one wiodącą rolę Piłsudskiego nie tylko w odzyskaniu niepodległości,
ale także w nowej, pomajowej rzeczywistości. Dla obozu rządzącego stały się
manifestacją władzy, natomiast dla opozycji momentem refleksji nad
teraźniejszością i przyszłością kraju.

 

Dr Mariusz Żuławnik (IPN Centrala)

Artykuł powstał na podstawie międzywojennej prasy (prorządowego "Głosu Prawdy",
opozycyjnego "Kuriera Warszawskiego" i socjalistycznego "Robotnika") oraz
współczesnych opracowań (Polski obyczaj patriotyczny od XVIII do przełomu XX/XXI
w. – ciągłość i zmiana, pod red. A. Stawarza i W. J. Wysockiego, Warszawa 2007;
Święto Niepodległości – tradycja a współczesność, pod red. A. Stawarza, Warszawa
2003).
Przedruk z "Biuletynu IPN" 2008, nr 11-12.

drukuj