Dziecko – słucha, nie słucha

Kończą się wakacje, czas odpoczynku dla dzieci, młodzieży oraz ich
rodziców i nauczycieli. Pewnie na wielu uroczystościach rozpoczynających
rok szkolny 2006/2007 pojawi się napis: "Witaj, szkoło!". Dla pierwszoklasistów
brzmiący radośnie, przez starszych uczniów kwitowany często: "Ojej,
znooowu!". W lipcowym wydaniu dodatku pisałem o rodzinnym spędzaniu
wakacji. Wskazywałem, że wymaga to umiejętności, garści dobrych
pomysłów i stworzenia dzieciom przestrzeni w relacji z rodzicami.
Trzeba, by rodzice i dzieci mieli dla siebie taki specjalny czas,
który pozwoli im naładować akumulatory wzajemnych odniesień przed
czekającym na wszystkich 1 września.

W tym artykule chciałbym wskazać na obszar relacji rodzice – dzieci,
dorośli – dzieci, który dotyczy ni mniej, ni więcej autorytetu.
Słowo to odmieniane przez wszystkie przypadki jest używane głównie
w odniesieniu do trzech wymiarów: religijnego, władzy i wychowania.
Obszary te zazębiają się, chociażby kodeks rodzinny i opiekuńczy,
obecnie obowiązujący, wymienia takie zjawisko jak władza rodzicielska.
Przy okazji warto przypomnieć, o czym niewielu pamięta, że kodeks
ten mówi, iż dzieci obowiązane są posłuszeństwo rodzicom. Na tle
podkopywania przez różne ideologie fundamentów rodziny brzmi to
całkiem rozsądnie. Chociaż samo słowo posłuszeństwo prawie nie pojawia
się obecnie, kiedy mówi się o wychowaniu.

Autorytet – co to takiego?
Na początek spróbujmy ustalić, co oznacza to pojęcie, którego tak
chętnie używa się przy okazji omawiania problemów rodziny, wychowania
i szkoły.
Autorytet, za słownikiem Kopalińskiego, oznacza prestiż, powagę,
wpływ, znaczenie, mir, człowieka mającego wpływ, znaczenie… Uważam,
że w odniesieniu do wychowania szczególnie należy podkreślić słowo
"wpływ“.
Erich Fromm wyjaśnia, że autorytet nie jest cechą, którą można mieć
w sensie posiadania własności albo właściwości fizycznych. Pojęcie
to odnosi się do takich relacji międzyludzkich, w których jedna osoba
traktuje drugą jako wyższą od siebie. Fromm wyróżnia dwa typy relacji
wyższość – niższość, w odniesieniu do których można mówić o autorytecie
racjonalnym i autorytecie opartym na zakazie. Z racji tematu interesuje
mnie pierwszy rodzaj autorytetu – racjonalny, czyli taki, w którym
jedna osoba posiada większe kompetencje niż druga i dzięki temu
relacja hierarchiczna jest korzystna dla obu stron, np. relacje rodzic
– dziecko, mistrz – uczeń, lekarz – pacjent.
Hann Arendt uważa, że ponieważ autorytet wymaga posłuszeństwa, jest
mylony z różnymi formami siły i przemocy. Kontynuując, stwierdza,
że jest to całkowicie sprzeczne z pojęciem autorytetu, ponieważ
z definicji wyklucza on używanie zewnętrznych środków przymusu
– "tam, gdzie stosuje się siłę, autorytet jako taki ponosi fiasko".
Autorytetu, według Arendt, nie należy kojarzyć także z perswazją,
która zakłada równość stron i działa za pośrednictwem procesu argumentacji.
Z tych rozważań bardziej wynika, czym autorytet nie jest, niż czym
jest. Nie jest przymusem opartym na przemocy fizycznej i nie jest perswazją
opartą na argumentacji.
Można by mówić jeszcze o innych autorytetach: religijnych, filozoficznych,
moralnych czy naukowych; wolałbym jednak szybkimi krokami zmierzać
do sedna problemu. Najważniejsze będzie odpowiedzieć na pytanie,
co znaczy być autorytetem w obszarze wychowania? Uwzględniając
powyższe, można stwierdzić, że najpełniejsza definicja autorytetu
mogłaby brzmieć następująco: autorytetem w wychowaniu będzie
osoba, która pociąga inne osoby ku dobru poprzez wpływ, jaki na nie
wywiera, i która w imię miłości do tych osób zachęca do naśladowania
tego, co sama czyni.

Autorytet
w Piśmie Świętym

W Piśmie Świętym nie znajdziemy słowa "autorytet", pojawiają się
określenia "wzór“, "naśladowanie“, które z kontekstu, w jakim występują,
możemy uznać za wskazujące na autorytet w naszym rozumieniu. W
tym miejscu odwołam się do nauki zawartej w listach św. Pawła: "Proszę
was przeto, bądźcie naśladowcami moimi" (1 Kor 4, 16). Słowo "proszę"
zakłada wolność wyboru tych, do których zwraca się św. Paweł. Fragmenty
listów apostolskich mówiące o naśladowaniu wskazują na dobro wyższe,
do którego się odwołują. Autorytet, który chce być celem sam w sobie,
nie może być autorytetem. Dobro, ku któremu pociąga, powinno być
wyższe od niego. Największą wartością dla wszystkich ludzi jest miłość.
We wszystkich ludzkich sercach jest wypisane naturalne prawo, które
mówi, że zrealizujemy się w swoim życiu, kochając innych ludzi i
sami będąc kochani. Mówiąc o wychowaniu, nie można tego pominąć,
chociaż jak pokazuje praktyka, można, ale upatrywałbym w tym źródła
wielu niepowodzeń wychowawczych.
Odwołam się jeszcze raz do św. Pawła, który zachęcając do naśladowania
Boga, pisze: "Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane"
(Ef 5, 1). Święty Paweł, mówiąc o naśladowaniu, wskazuje na miłość.
Parafrazując, można powiedzieć: "Będziemy naśladowani przez dzieci,
będziemy dla nich autorytetem, jeżeli będą to dzieci umiłowane
przez nas". Zdaję sobie sprawę, że wiele powyższych treści wymagałoby
pogłębienia, jednak moim celem jest nie tyle wyjaśnienie wszystkich
zawiłości związanych z pojęciem "autorytet“, ile zasianie ziarna
refleksji.

Fundament, na którym
buduje się autorytet

W lipcowym wydaniu dodatku pisałem na temat rodzinnych wakacji.
Przypomnę, że pisząc o miłości rodzicielskiej, wskazywałem, że składają
się na nią: akceptacja, docenianie, okazywanie uczuć i czas. Wymienione
czynniki zaczerpnąłem z książki Josha McDowela i Dicka Daya pt. "Jak
być bohaterem dla swoich dzieci". Nie pisałem o wymaganiach, na które
składają się przewidywalność i właśnie autorytet, ponieważ chciałem
poświęcić im osobny artykuł. Mając w pamięci czynniki, które składają
się na miłość rodzicielską, można powiedzieć, że autorytet należy
budować właśnie na nich. Autorytet w wychowaniu bez miłości, która
stanowi dla niego podstawę, prowadzi w prostej linii do buntu. Możemy
to wtedy nazwać musztrą lub dosadniej – tresurą. Czy mogę wymagać
od innych, nie kochając ich najpierw? W relacji rodzinnej jest to niemożliwe!
Czy mogę wymagać od dziecka przewidywalnych zachowań, sam będąc
nieprzewidywalny? Dziecko straci poczucie bezpieczeństwa w takiej
sytuacji! Przewidywalność w wychowywaniu można inaczej nazwać
konsekwencją, to taka cecha dorosłego, która sprawia, że zachowuje
się tak samo w podobnych sytuacjach. Jego zachowanie jest przewidywalne
dla dziecka! Kiedy mówi "nie", to nie jest to uzależnione od nastroju,
ale jest konsekwencją odpowiedzialności za dziecko. Kiedy mówi "tak",
to nie wynika to z dobrego nastroju, ale ma na uwadze dobro dziecka.
Dziecko wychowywane w takiej relacji czuje się bezpiecznie. Uczy
się, że istnieją granice pewnych zachowań i przede wszystkim ma jasne
rozróżnienie dobra i zła. Dopiero mając takie podstawy – fundamenty,
możemy tę budowlę zwieńczyć autorytetem. Autorytet jest dachem
domu, parasolem ochronnym w sytuacji burzy… Jeżeli nie wystarczy,
że zachowaniem dziecka kieruje posłuszeństwo wynikające z miłości
do rodziców i rodzeństwa, to przychodzi czas użycia autorytetu,
postawienia granic pewnym zachowaniom, powiedzenia dziecku stanowczego
"nie". Czy rodzice zastanawiają się na co dzień, co jest sukcesem w
wychowaniu dzieci? Na pewno nie będzie nim "ręczne sterowanie" dzieckiem.
Nie będzie także sukcesem, gdy dziecko będzie coś robiło albo czegoś
nie robiło ze strachu przed rodzicami. Sukcesem wychowawczym będzie
sytuacja, gdy dziecko z potrzeby własnego serca będzie wybierało
dobro rozumiane obiektywnie.

Co pokazują
wyniki badań?

Wyniki badań na temat autorytetów dzieci i młodzieży są na tyle
do siebie zbliżone, że da się je wypośrodkować bez obawy manipulacji
danymi. Pierwszym, co się narzuca, jest duży odsetek braku odpowiedzi
(ok. 32 proc.) lub odpowiedzi "trudno powiedzieć" (ok. 43 proc.) na pytania:
"Kto jest dla ciebie autorytetem?" lub "Do kogo chcesz być podobny?".
Wniosek, który możemy z tego wyprowadzić, jest ogólnie znany – brak
autorytetów.
Co w takim razie sądzi pozostałe dwadzieścia parę procent badanych,
którzy twierdzili, że znają kogoś, do kogo chcieliby być podobni?
Nie spodziewajmy się rewelacji, bo wzorów do naśladowania młodzi
ludzie szukają najczęściej w idolach popkultury, pewnie bardziej
skupiając się na wizerunkach tych postaci wykreowanych przez media
niż na prawdzie o życiu tych osób. Media zresztą od wielu lat postawiły
znak równości pomiędzy sukcesem (rozumianym jako bycie znanym)
a autorytetem, doprowadzając do dewaluacji samego pojęcia.

Rodzice i autorytet
Często cytuje się wyniki badań CBOS, w których młodzieży stawiano
pytania: "Na czyim uznaniu najbardziej ci zależy?", "Na kogo możesz
liczyć w trudnych chwilach?". Wyniki tych badań wskazują na wysoką
pozycję autorytetu rodziny, a szczególnie matki. Przeglądając
literaturę badawczą, natrafiłem na opracowanie H. Świdy-Zięby
pt. "Obraz świata i bycia w świecie", w której autorka pisze: "rodzice
stanowią dla młodzieży tak naturalny i >>niekłopotliwy<< składnik
codzienności, że ich istnienie i obecność w życiu nie skupia uwagi.
Dla współczesnej młodzieży rodzice w małym stopniu stają się obiektem
refleksji".
Jakie wnioski można z tego wysnuć? Relacja rodzic – dziecko to szczególna
sytuacja w odniesieniu do autorytetu. Autorytet rodziców wobec
dzieci jest dany i zadany. Dany z samego faktu bycia rodzicem, a
zadany w sensie utrzymania i rozwoju autorytetu w miarę, gdy dzieci
wzrastają w latach i mądrości. Rodzice, w normalnej sytuacji, są
tymi, których młodzi ludzie postrzegają jako oparcie, od których
mogą uzyskać pomoc, gdy jej potrzebują. Rodzice z racji ról, jakie
spełniają wobec dzieci – jedną z nich jest stawianie granic, co samo
w sobie zakłada stosowanie przymusu – nie mogą być autorytetami
w rozumieniu definicji przytoczonych na początku, ponieważ bycie
autorytetem według tych definicji wyklucza przymus. Ale w rozumieniu
definicji, którą podaję w odniesieniu do wychowania, jak najbardziej
mogą być autorytetem dla swoich dzieci, i ich zadaniem jest prowadzić
dzieci ku dobru.

Jak stawać się
drogowskazem życia
dla dziecka?

Co może pomagać rodzicom na drodze prowadzenia dzieci ku dobru?
Czy można mówić o działaniach i postawach, które sprawią, że rodzice
osiągną "sukces" rozumiany jako fakt, iż dzieci będą chciały iść drogą
wartości, które są ważne dla rodziców?
Wśród młodzieży, która ocenia stosunki z rodzicami jako "intymne
i bliskie", ponad 72 proc. deklaruje zadowolenie z życia. Niezadowolonych
jest 3 proc. Wśród tych, którzy oceniają swoje relacje z rodzicami
jako dobre i serdeczne, zadowolenie z życia deklaruje 57,9 proc.,
a niezadowolenie 9,2 proc. W grupie osób, które twierdzą, że nie mają
psychicznego związku z rodzicami – zadowolenie deklaruje tylko
29,5 proc., a niezadowolenie 21,8 proc. Warto zwrócić uwagę, że to
ponad siedem razy więcej niż w grupie osób najbardziej zadowolonych
z relacji w rodzinie!
Tak wyraźny związek pomiędzy zadowoleniem z życia młodzieży a relacją
z rodzicami wskazuje na obszar pracy rodziców. Jest nim tworzenie
dobrych relacji z dziećmi. I nie chodzi tutaj o samą dobrą relację
i zadowolenie z życia. Utrzymanie i rozwój autorytetu rodzicielskiego
będą miały miejsce, gdy w domu będzie panowała dobra atmosfera
oparta na bezwarunkowej akceptacji, dialogu, wymianie i akceptacji
uczuć, umiejętności stawiania granic i wreszcie – przyzwoleniu na
to, by dziecko poniosło konsekwencje własnych wyborów, nawet tych
bolesnych. W końcu chodzi o oddanie steru w ręce dziecka, aby mogło
prowadzić własny okręt życia, będąc pewne, że port, do którego zdąża,
jest dobry.

Nauczyciel też może być
autorytetem

Inna niż rodziców jest sytuacja osób zajmujących się wychowaniem
w ramach pracy zawodowej. W tym przypadku nie można mówić (może z
wyjątkiem pierwszych miesięcy dziecka w szkole), że autorytet jest
dany. To jest właśnie sytuacja, w której można mówić o wypracowywaniu
autorytetu, zasłużeniu sobie na bycie autorytetem z podkreśleniem
faktu, że nie on powinien być celem dla osoby, która chce mieć autorytet
u dzieci. W tym przypadku – podobnie jak rodzicom – można zalecić
tworzenie dobrych relacji z dziećmi poprzez właściwe sposoby komunikowania
się, a dodatkowo poprzez stawianie młodym ludziom wymagań, które
stawiający sam realizuje. Gdy jest inaczej, uwaga skierowana do
nauczycieli w Ewangelii może stać się aktualna wobec nauczycieli
z początku XXI wieku: "Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam
polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami
nie czynią". By to zobrazować, można przytoczyć przykład palącego
nauczyciela, który ściga uczniów palących w szkolnej toalecie…
Czytałem gdzieś opowiadanie o matce, której syn nadmiernie objadał
się słodyczami, szczególnie lubił wyjadać cukier, co odbijało się
na jego zdrowiu. Nie mogąc sobie z tym poradzić, poszła z synem do
pewnego mędrca, prosząc go o pomoc w tej sprawie. Mędrzec popatrzył
na nią, później na jej smutnego syna i powiedział, żeby przyprowadziła
go za pół roku. Matka była rozczarowana, jednak przez pół roku nic
się nie zmieniło, wróciła więc do mędrca z synem. Mędrzec wziął ze
sobą chłopca i powiedział matce, żeby chwilę na nich poczekała. Po
15 minutach wrócił z chłopcem, który widząc mamę, uśmiechnięty powiedział:
"Mamusiu! Nie będę już więcej objadał się cukrem!". Matka była ogromnie
zaskoczona tym, co się stało, i spytała mędrca, dlaczego kazał jej
czekać pół roku, skoro w ciągu 15 minut rozwiązał ten problem. Mędrzec
popatrzył jej w oczy i powiedział: "Pół roku potrzebowałem na to,
by przestać używać cukru…".
Autorytet (powtórzę to jeszcze raz) w żadnym przypadku nie może być
celem sam w sobie, szczególnie w dziedzinie wychowania. Jest raczej
zwieńczeniem postaw i działań osoby, która dla innych – dzieci – staje
się autorytetem. Podkreślam "staje się", ponieważ autorytet to
nie jest coś wynikającego z wrodzonych cech osoby. To dynamiczne
zjawisko, któremu służy stałość poglądów i przekonań jednostki
– zwłaszcza jeżeli te przekonania i poglądy dotyczą wartości ponadczasowych
i niezmiennych. Autorytet wspomaga wychowanie, jeżeli ma solidne
podstawy, o których wspomniałem wcześniej. Będziemy budować nie tyle
sam autorytet, co środowisko, w którym jest miejsce na autorytet…
Chciałbym zakończyć, cytując zdanie Jana Pawła II dotyczące odwiecznego
tematu różnic międzypokoleniowych, które wskazuje na najważniejsze
elementy tych relacji: "Dwustronny dialog, który powinien przebiegać
w klimacie serdeczności, otwarcia się i odwagi, ułatwi spotkanie
się pokoleń i wymianę pomiędzy nimi, zaś dla Kościoła i społeczeństwa
będzie źródłem bogactwa i młodości". Czego wszystkim Czytelnikom
i sobie życzę.

Witold Paraniak

drukuj