Dziecko jako podmiot czy przedmiot
Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Mt 19,6).
Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie (Mt 19,14).
Czy to możliwe, że ktoś jeszcze nie dostrzega ogromnej hipokryzji rządzących i stanowiących prawo w przestrzeni związanej z sytuacją rodzin, a szczególnie dotyczących dzieci? Coraz bezwzględniejsze propozycje wysuwane są w stosunku do najmłodszych, oczywiście pod płaszczykiem poprawy ich losu. Zaczynając od początku – ich eksterminacja w życiu wewnątrzłonowym ponownie staje się założeniem rządzących ekip, a przykład Stanów Zjednoczonych, Peru, Hiszpanii jest tego wyraźnym dowodem. Eksperymenty na ludzkich embrionach (począwszy od procedury in vitro, a skończywszy na klonowaniu terapeutycznym), tworzenie hybryd ludzko-zwierzęcych to nowoczesna „nauka”, której niestety nie stawia się zbyt silnego oporu. Także w Polsce trwa debata publiczna skoncentrowana wokół produkcji ludzi na szkle, z której nieustannie na pierwszy plan wysuwa się dramat niepłodnych par, a nie los małych istot ludzkich, których godność i prawa są jakby ubocznym, niewygodnym zagadnieniem, traktowanym przez projektantów ustaw ze swoistą schizofrenią. Dochodzimy do kolejnego etapu, którym jest adopcja dzieci. Słyszymy, że jest akceptacja (ba, propozycja!) ze strony rządzących, aby dzieci mogły być adoptowane przez pary niebędące małżeństwami! Doczekaliśmy się sytuacji, kiedy dla wzrostu słupków sondażowych poświęca się, z braku innych „atrakcyjnych” propozycji dla ludu, los tych, którzy sami wypowiedzieć się jeszcze nie mogą. To zapewne dopiero początek horrendum, równi cynizmu – na końcu której widnieje adopcja dzieci przez pary homoseksualne. Przecież w wielu krajach Unii od lat istnieje taka możliwość. Co gorsza, pod tą propozycją w Polsce podpisują się ludzie usytuowani nie tylko w gremiach lewicowych i skrajnie liberalnych, ale także populiści wszelkiej maści. Ich tłumaczenie jest interesującym materiałem, zawierającym kazusy dla poradni terapeutycznych, a nie dla ogółu społeczeństwa. Konkubinat, bez wnikania w jego wewnętrzną strukturę, z punktu widzenia zewnętrznego, społecznego, nie daje gwarancji poważnego związku na całe życie. Oponenci natychmiast wytaczają armatę, że także małżeństwa sakramentalne rozwodzą się i wiele z nich jest zaprzeczeniem odpowiedzialnego podejścia do życia. To prawda. Istnieje jednak zasadnicza różnica decydująca o jakości, a co za tym idzie postrzeganiu związku małżeńskiego i konkubinatu, a więc także w konsekwencji posiadaniem praw, w tym do adopcji dzieci. Tym czymś jest przysięga zobowiązująca dwoje ludzi do trwania przy sobie pomimo wszystko, aż do śmierci. To, że niektórzy łamią tę przysięgę, jest ich dramatem niepodlegającym ocenie przez postronnych. Jednak nie zmienia to rzeczywistości, że dzieci zrodzone lub adoptowane w małżeństwie mają prawo do OBOJGA rodziców. W przypadku konkubinatu, na „wejściu” ktoś zdecydował, że można tak chwiejnemu związkowi, niemającemu, co ciekawe, przeszkód w legalizacji, powierzyć człowieka, który już raz przeżył dramat sieroctwa – biologicznego lub społecznego. Przy formułowaniu praw dotyczących adopcji należy ze szczególną uwagą, precyzją i troską zwrócić uwagę na sytuację dzieci, które są przecież podmiotem w tej sprawie. Potrzeby adoptujących nie mogą przeważać szali, to oni muszą bowiem spełniać kryteria zapewniające dziecku, czasem bardzo poranionemu, najlepszy rozwój w trwałej rodzinie. Wszelkie zabiegi prawne zrównujące małżeństwa i konkubinaty są wielką krzywdą dla społeczeństwa pod względem moralnym i ekonomicznym. Ulgi finansowe dla rodziców samotnie wychowujących dzieci dyskryminują pełne rodziny. Ośmieszanie ceremonii zaślubin, skupianie się tylko na zewnętrznej stronie obrzędu, bez zrozumienia, czym jest sakrament małżeństwa, deprecjonuje najważniejszy związek na świecie, ustanowiony przez samego Stwórcę. Obserwując przeróżne propozycje mające na celu demoralizację społeczeństwa, trzeba przyznać, że wybranie do tej rozgrywki dzieci jest przemyślanym, cynicznym i cwanym argumentem.
Hanna Wujkowska
