Program dla rodziny
Kiedy wraz z całą rodziną uczestniczyliśmy w audycji dotyczącej dokumentu Episkopatu Polski pt. „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie”, zatelefonowała słuchaczka, dzieląc się refleksją związaną z jej małżeństwem. Powiedziała: „Żałuję, że dopiero teraz mówi się dużo o powołaniu do małżeństwa, o jego pięknie i konkretnych sprawach związanych z tą drogą życia. Właśnie obchodziliśmy czterdziestą rocznicę zawarcia naszego związku. Nie był on jednak taki, jaki mógłby być, gdybyśmy usłyszeli to wszystko, co teraz mówi się i pisze na ten temat”. Uświadomiłam sobie po tej wypowiedzi, że już wtedy, gdy ta pani wychodziła za mąż, była napisana przez Karola Wojtyłę „Miłość i odpowiedzialność”, była także wydana w 1968 roku encyklika „Humanae vitae”. Pomyślałam o tym, jak długa jest droga docierania z prawdą do ludzi. Dlaczego tak jest? Dlaczego również dzisiaj bardzo wielu młodych nie ma pojęcia o pięknie małżeńskiej drogi? Nie znają jej, nie rozumieją, więc nie potrafią się zachwycić i nią żyć. W wielu przypadkach nigdy nie dostrzegą tego, co stracili, chociaż nie rozumieją, dlaczego często cierpią tak bardzo…
W całym bałaganie medialnym zacierającym godność człowieka i jego powołanie dokument bardzo jasno, prosto i odważnie ukazuje prawdę o małżeństwie i rodzinie – prawdę, której nie wymyślił ludzki umysł, prawdę obiektywną – warto więc ją poznać, nią żyć i jej służyć.
Gdy braliśmy do ręki dokument, myśleliśmy sobie: no cóż, jakoś to przeczytamy, przebrniemy. W trakcie czytania byliśmy coraz bardziej zdumieni: tyle trudnych myśli wyrażonych tak prosto i przystępnie dla każdego, kto sięgnie po tę pozycję. Dosłownie – dla każdego. Dowodem na to są nasze nastoletnie dzieci, które przeczytały i zrozumiały tekst. Kiedy skończyliśmy, powiedzieliśmy sobie: „To jest to!”. Każdy, kto szuka prawdy albo potrzebuje potwierdzenia, umocnienia, znajdzie je w tej liczącej zaledwie 108 stron książce. Wielką wagę dla wierzących ma fakt, że księża biskupi, wszyscy, jednomyślnie, stoją za tym dokumentem (jest on wydany przecież przez Konferencję Episkopatu Polski!). Po przeczytaniu czuliśmy z mężem, jakby wszystko się w nas prostowało – to był taki, po długim czasie, pełny oddech. Przypomnienie, potwierdzenie, że nasze powołanie jest niezwykłym darem, wielką tajemnicą w Chrystusie i drogą do zjednoczenia z Nim poprzez miłość do drugiego człowieka, w którym On żyje, i poprzez zwykłe codzienne czynności, prace, które w tym kontekście nabierają głębokiego wymiaru. Małżeństwo i rodzina zawiera w sobie obecność Boga, niezwykłą możliwość przemiany każdego z jej członków, więc nie można uciekać na zewnątrz, myśląc, że tam spełnimy się na pewno. Małżonkowie nie mogą uciekać, zdradzać tej Obecności mieszkającej i obdarowującej we wnętrzu ich domu.
Duch ucieleśniony, człowiek uduchowiony
Dokument ukazuje pełną wizję małżeństwa i rodziny, począwszy od doktryny, poprzez teologię ciała, aż po konkretne inspiracje pastoralne i analizę aktualnych problemów.
Wiele osób interesuje się tylko jego ostatnimi rozdziałami albo konkretnymi problemami tak zażarcie dzisiaj dyskutowanymi, jednak bez ukazania, kim jest człowiek, jaka jest jego godność i ku czemu zmierza, nie można właściwie i do końca rozwiązać tych kwestii.
A dokument ten właśnie zaczyna się od ukazania w wielkiej syntezie (z odnośnikami do wcześniej wydanych dokumentów, wypowiedzi Jana Pawła II) podstaw doktrynalnych, czyli źródła godności człowieka, małżeństwa i rodziny. Rzeczywiście bez zrozumienia tych podstaw będziemy dyskutować, nawet w środowiskach kościelnych, czy na przykład można w niektórych sytuacjach dopuszczać procedurę (hodowlę ludzi) in vitro, podczas gdy ktoś głęboko rozumiejący problem i niebędący w żadnych „układach” żądających kompromisu, nigdy by się na to nie zgodził. W sprawach dotyczących życia człowieka nie może być kompromisu, bo tenże jest tak naprawdę otwarciem bramy do zbrodni ludobójstwa na szeroką skalę i ci, którzy się na to zgadzają, są temu winni. Zgoda na zabicie kilku osób, by przeżyła ta jedna, wybrana (wyselekcjonowana), czyż nie przypomina nam metod stosowanych podczas II wojny światowej?
Jeśli człowiek zrozumie, że jest ciałem „uduchowionym” albo, inaczej mówiąc, duchem „ucieleśnionym”, jak o tym pisał Jan Paweł II w „Liście do rodzin”, nigdy nie będzie używał ciała w niegodny sposób: ani do zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych w oderwaniu od dobra osoby, ani do pornografii, ani do sztucznej prokreacji. Jak czytamy w dokumencie: „Chociaż byśmy chcieli, niemożliwe jest oddać swoje ciało, a zatrzymać swój wewnętrzny świat. Przeżycia w ciele angażują całe człowieczeństwo, dźwigając je albo upokarzając”.
Zarówno pewne tendencje manicheistyczne w historii, jak i racjonalistyczne, niewidzące dogłębnego związku ducha i ciała w człowieku, prowadzą do zafałszowania prawdy o człowieku i różnego rodzaju nadużyć. Tymczasem w tekście czytamy: „Kościół pragnie chronić ciało i życie płciowe przed banalizacją (…). Zdolność zachwytu nad pięknem człowieka i jego ciała jest jednym z koniecznych i istotnych elementów dojrzałego życia chrześcijańskiego. Można wręcz powiedzieć, że zachwyt jest jedyną adekwatną postawą w obliczu świętości życia i człowieka”. I wreszcie pojawia się takie istotne stwierdzenie: „Dopiero odkrycie i obcowanie z wewnętrznym pięknem człowieka pozwala w pełni uchwycić piękno jego ciała”. Tak naprawdę drogą do takiej wrażliwości jest rozwój duchowy kobiety, mężczyzny, droga duchowa małżeństwa.
Skutki niezrozumienia istoty małżeństwa
Niedawno miałam okazję rozmawiać z młodym (dwa lata po ślubie) małżeństwem. Piękni, młodzi, wyglądający na bardzo się kochających. Okazało się, że są głęboko wierzący, a nawet uczestniczą w spotkaniach jednej ze wspólnot w kościele.
Przed ślubem mówiono im, że na pewno będą dobrym małżeństwem (mam nadzieję, że ktoś, kto to powiedział, dobrze znał narzeczonych), a oni szarpią się ze sobą i swoimi problemami praktycznie od samego początku małżeństwa. Gdy przyjrzeć się temu bliżej, widać wyraźnie niezrozumienie, czym jest małżeństwo, jaka to jest droga. Często dwoje młodych małżonków po ślubie nadal prowadzi życie indywidualne, jedność fizyczna nie oznacza tworzenia jedności we wszystkich wymiarach życia tych ludzi. Dokument pięknie mówi, że „nagość ciała zakłada nagość serca, jedność ciała zakłada jedność serca, pragnienie przyjęcia daru zakłada gotowość przyjęcia odpowiedzialności i złożenia samego siebie w darze”.
Oczywiście, że często podstawą konfliktów są: egoizm, niezdolność (zawiniona) do postawy ofiarowania siebie drugiemu, ale również kompletne niezrozumienie, że od ślubu twój świat jest również moim światem, wszelkie dobra, również te materialne, są wspólne, a mąż, którego wybrałam, czy żona, którą wybrałem, jest najważniejszą osobą na świecie, ważniejszą niż moi rodzice czy przyjaciele. Tak więc o nieoddaniu się sobie w najgłębszym wymiarze (duchowym) świadczą postawy roszczeniowe, naprawiające drugiego, rozliczeniowe („Nasz samochód? Ależ skąd! Ty włożyłaś w niego tylko 1 procent”; „Nasze mieszkanie? To jest moje mieszkanie i jak się pokłócimy, mam prawo ciebie z niego wyrzucić”). Brakuje wspólnej modlitwy, dzielenia się tym, co dla poszczególnych osób jest ważne, umiejętności właściwego, dobrego komunikowania, nawet, a czasem przede wszystkim – o tym, co jest trudne, brakuje dobrego rachunku sumienia i spowiedzi również pod kątem powołania małżeńskiego do jedności i miłości. Brak myślenia w kategoriach „my” zarówno w sprawach materialnych, jak i duchowych. Paradoksalne są sytuacje, kiedy żona idzie się modlić i zostawia męża ze wszystkimi obowiązkami domowymi. Czasem trzeba zrezygnować z czegoś, co wydaje się być bardzo dobre, ze względu na miłość do drugiej osoby. Jakże często zapominamy, że chrześcijaństwo jest religią miłości, a małżeństwo chrześcijańskie – znakiem miłości Chrystusa do Kościoła, do nas, a wiemy, jak bardzo On nas ukochał. „Prawdziwa komunia małżeńska domaga się, aby wszystko było wspólne, nie wyłączając życia wewnętrznego. Konsekwencją bycia 'jedno’ jest wzajemna odpowiedzialność małżonków za swoje życie wiary, dzielenie się nią i wzajemna pomoc w życiu z Bogiem. Dosłownie nic nie jest w stanie zbudować między mężem a żoną takiej komunii, jaką wytwarza wspólna droga do Boga” – czytamy w rozdziale IV zatytułowanym „Inspiracje pastoralne”.
Czy można odnaleźć źródła miłości małżeńskiej?
Widać ogromną potrzebę tworzenia duchowości małżeńskiej, mówienia o niej na co dzień, a nie od święta w kościele, we wspólnotach. Ta duchowość nie jest jakąś ogólną duchowością. Nie jest duchowością zakonną czy kapłańską. Jest inna, bo małżeństwo jest najgłębszą na ziemi wspólnotą osób, która staje się przez to „sanktuarium życia”. To tutaj dokonuje się „przejście Pana” – Dawcy życia.
Dokument jasno i prosto mówi o podstawach duchowości małżeńskiej. Dopiero znając je, można ją tworzyć i w tym świetle właściwie widzieć i rozwiązywać wszystkie problemy życia małżeńskiego. Warto pokrótce je przypomnieć, idąc za myślą wymienionego dokumentu: Źródłem godności człowieka jest Bóg, który go stworzył na swój obraz (to Bóg jest Stwórcą, a człowiek stworzeniem). Godność osoby ludzkiej jest niezależna od nikogo, a jedynie od Boga i musi stanowić wartość normatywną wszelkiej działalności gospodarczej, kulturalnej oraz oceniania aborcji, eutanazji, in vitro. Nie istnieje kompromis w stosunku do fundamentalnych zasad moralnych. Moralność jest ponad techniką. Rodzina powstaje poprzez małżeństwo.
Małżeństwo jest duchową drogą
Małżeństwo to trwały, wyłączny, nierozerwalny związek jednej kobiety i jednego mężczyzny.
Sam Bóg jest twórcą małżeństwa i rodziny. Małżeństwo jest powołaniem, sposobem związania się z Bogiem, pójściem za Chrystusem, drogą do świętości. Małżeństwo jest żywym obrazem Trójcy Przenajświętszej (wzajemność i doskonała komunia przy poszanowaniu swojej odrębności), jest obrazem miłości Chrystusa do Kościoła. Wcielenie Chrystusa i Odkupienie objawia godność i wielką cenę człowieka w oczach Boga. Ciało nie jest ziemskim więzieniem duszy. W Niebie zintegrowane będą źródła napięcia między duchem a ciałem. Człowiek osiągnie pełnię wolności, by być darem. Przemówi to, co od „początku” miało „uzewnętrzniać” osobę i umożliwiać jej komunikację z otoczeniem.
Miłość, do której wzywa sakrament małżeństwa, w życiu wiecznym znajdzie swoją pełnię.
Życie codzienne jest przestrzenią dla świętości. Trzeba najpierw „być”, a potem „mieć”, czyli bycie mężem, żoną, ojcem, matką wyznacza nieprzekraczalne granice zarówno intensywności, jak i sposobów zaangażowania się w pracę zawodową czy życie społeczne.
Na tej podstawie tworzy się duchowość małżeństw i rodzin. O małżeństwie trzeba mówić jako o drodze duchowej. W niej, jako że jesteśmy „ucieleśnionym” duchem, muszą zawierać się również: wiedza o naszym ciele, psychice i różnicach między mężczyzną i kobietą oraz o zasadach dobrej komunikacji – dialogu w małżeństwie.
Przy tak bliskich relacjach, jakie są w małżeństwie, ukazujemy się w prawdzie ze wszystkimi słabościami i dobrymi cechami, bez retuszu czy maski, którą czasem zakładamy wobec innych. Jest to najlepsza szkoła stawania w prawdzie, szkoła przyjmowania tego drugiego z jego słabościami, szkoła przebaczania, czyli ogólnie mówiąc – szkoła miłości. W duchowości małżeńskiej ważne jest tworzenie jedności (nie ma rewirów tylko dla mnie), dzielę się wszystkim, „wzajemność” – relacja wzajemnego daru, z czym wiąże się ofiarność. Ważne jest zaufanie do Boga, że to On ma moc nad sercem drugiego człowieka, więc ja mam kochać najlepiej, jak potrafię, ale nie mogę wywierać presji na współmałżonka i żądać od niego, by się zmienił. Zmieniać się mam przede wszystkim ja. Takie autentyczne przemienianie się ma wpływ na bliskich, co dla „przemieniającego” się może być nawet niezauważone.
Bez dobrego rachunku sumienia (codziennego i comiesięcznego), bez dobrej spowiedzi i Eucharystii, bez osobistej modlitwy czy też adoracji nie jesteśmy w stanie iść drogą powołania małżeńskiego do świętości.
A na zakończenie trochę wybiegnijmy w przyszłość, idąc za inspiracjami duszpasterskimi dokumentu. Wyobraźmy sobie, że troską duszpasterską są objęte wszystkie rodziny. Prowadzone są dla nich systematyczne katechezy w ciągu roku, nie tylko przy okazji np. misji parafialnych. Nie ma już osób, które nie ze swojej winy nie usłyszałyby „Ewangelii małżeństwa i rodziny”. Każdy święty kapłan, dojrzały do duchowego ojcostwa, bezkompromisowo przekazuje prawdę z miłością, zdecydowanie, ale też delikatnie. Małżonkowie mieszkający w parafii spotykają się, dzielą się swoimi doświadczeniami z innymi, wspólnie poznają, kochają i kontemplują Jezusa w Eucharystii, która jest sprawowana bez pośpiechu, z momentami ciszy i kontemplacji. Jest wielu spowiedników, którzy sprawują sakrament pokuty bez pośpiechu i potrafią podjąć tematy istotne dla małżeństw. Okres przygotowania do małżeństwa jest czasem intensywnej ewangelizacji, która prowadzi do nawrócenia, czyli pogłębienia więzi z Bogiem i odkrycia Bożej wizji małżeństwa i rodziny. Młodzież jest wychowywana do czystości przedmałżeńskiej, jest przeprowadzana „od zadurzenia seksem do fascynacji osobą”. Dzieci od najmłodszych lat są wychowywane autentycznie po chrześcijańsku, bez banalizowania tematów. Każde dziecko jest przyjmowane z miłością jako największy dar dla małżonków. Starsi doświadczają miłości, szacunku i bliskości młodszych członków rodziny, a gdy odchodzą do Pana, są otoczeni troską rodziny.
Powstają nowe wydziały lekarskie kierujące się szacunkiem do każdego życia. Rządzący w trosce o byt i prawidłowe funkcjonowanie państwa dbają o rodzinę, udzielając pomocy ekonomicznej, pedagogicznej, kulturalnej, społecznej. Rodzice, a szczególnie matki, mogą poświęcić czas swoim małym dzieciom, które nie muszą być oddawane do żłobka czy nawet do przedszkola. Istnieje coś takiego, jak „płaca rodzinna”, dzięki której głowa rodziny może zaspokoić potrzeby całej rodziny. Dzieci i młodzież poprzez radio, telewizję i prasę mogą usłyszeć o prawdziwych wartościach i autentycznym pięknie.
Czy taka wizja jest realna, czy jest to tylko utopia?
Droga do niej jest na pewno długa, ale możliwa poprzez rozwój duchowości małżeńskiej i rodzinnej. W ten sposób może przyjść ratunek dla rodzin, Polski i świata.
Elżbieta Marek
