Dzieci są nadzieją Afryki

Kraje afrykańskie nie chcą wprowadzać u siebie programu zdrowia
reprodukcyjnego, który firmuje Organizacja Narodów Zjednoczonych. Rządy państw
Czarnego Lądu nie dają się zwieść "szlachetnym intencjom" ONZ i widzą w
programie ogromne zagrożenie dla swoich społeczeństw, bo za "zdrowiem
reprodukcyjnym" kryje się promowanie antykoncepcji i aborcji.

W czasie odbywającego się w Kampali w Ugandzie szczytu szefów państw Unii
Afrykańskiej (obejmuje wszystkie państwa Afryki oprócz Maroka) jednym z tematów
były problemy zdrowia kobiet w ciąży, dzieci, demografia i rozwój Afryki.
Większość ekspertów zabierających głos stwierdzała, że należy odrzucić szkodliwy
oenzetowski program zdrowia reprodukcyjnego, propagujący antykoncepcję i
aborcję. Ich zdaniem, w celu zmniejszenia śmiertelności noworodków należy
poprawić stan opieki zdrowotnej, a nie legalizować zabijanie poczętych dzieci w
Afryce. Wysiłki w tej dziedzinie powinny być skoordynowane i finansowane
wspólnie przez kraje Unii Afrykańskiej po to, by matki i dzieci miały prawo do
życia. "Mieszkańcy Afryki są największym bogactwem tego kontynentu, a dzieci są
jego nadzieją" – stwierdzili uczestnicy szczytu. Podczas spotkania fundacja
rodziny Gatesów obiecała przekazanie 1,5 mld dolarów na walkę z umieralnością
noworodków. Przewodnicząca Fundacji Melinda Gates, żona Billa Gatesa,
założyciela Microsoftu, zapewniła, że pieniądze te nie będą w żadnym wypadku
służyć finansowaniu aborcji. Jej słowa zaskoczyły wielu uczestników szczytu UA,
bo fundacja ta znana jest z dotowania właśnie kampanii służących promocji
aborcji i antykoncepcji.
W tym duchu natomiast realizowana jest polityka ONZ, a zwłaszcza program
"Uniwersalna medycyna prokreacyjna do 2015 roku". Ma ona na celu rozszerzenie w
świecie programów "planowania urodzeń" przez łatwiejszy dostęp kobiet do
antykoncepcji. Zdaniem wielu organizacji mieniących się charytatywnymi, które
wywierały nacisk na ONZ, by przyjęła ową dyrektywę, wskaźnik wzrostu stosowania
antykoncepcji w latach 2000-2007 był niższy niż w latach 90. Twierdzą one, że
program zdrowia reprodukcyjnego zawiódł przede wszystkim w krajach Afryki
Północnej, gdzie tylko 22 proc. kobiet w wieku od 15 do 49 lat używa środków
antykoncepcyjnych, i jest to najniższy wskaźnik na świecie. ONZ twierdzi, że 72
proc. kobiet stosuje antykoncepcję w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, i 86
proc. w Azji Wschodniej. Ma to wpływ na demografię. W Afryce Północnej
statystyczna kobieta rodzi 4,9 dziecka, a w Afryce Zachodniej nawet 5,1. Podczas
gdy w Ameryce Łacińskiej wskaźnik dzietności kobiet wynosi 2,2, a w Azji 2,3.
Eksperci oenzetowscy niepokoją się tym, że w Afryce nie następuje zmiana
mentalności: dziewczęta w wieku od 15 do 19 lat chcą mieć tyle samo dzieci, co
ich matki. – Jeżeli tak dalej pójdzie, to w 2050 r. Afryka będzie mieć 2
miliardy mieszkańców – uważa demograf Jean-Pierre Guengant. Aktywiści szerzenia
antykoncepcji i aborcji twierdzą, że ich małe sukcesy w Afryce wynikają ze
spadku o 5 proc. funduszów na ich akcje w latach 2000-2008 i polityki rządów
afrykańskich, które nie popierają programów ograniczania urodzeń, twierdząc
zresztą słusznie, że metodą walki z biedą jest rozwój gospodarczy, a nie
aborcja.
Prezydent George Bush wstrzymał finansowanie przez USA akcji propagowania
antykoncepcji i aborcji, ale administracja Baracka Obamy odblokowała te fundusze
i w ciągu dwóch lat na ten cel zostanie wydane 1,3 mld dolarów. Francuski
dziennik "Le Monde" poinformował, że w ONZ powołano do życia nową agencję, która
zostanie wyposażona w budżet ponad 500 mln dolarów, ale aktywiści planowania
narodzin twierdzą, że jest to niewystarczające. Daniela Rosche z organizacji
charytatywnej ONG Oxfam powołuje się na opinię Banku Światowego, według którego
wprowadzenie w życie idei tzw. równości płci i autonomii kobiet wymaga wydatków
na poziomie od 60 do 80 mld dolarów rocznie.

Franciszek L. Ćwik

drukuj