Dwie miary „Wyborczej”
Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński zostali skazani na kary
więzienia za wykorzystywanie seksualne kobiet. Nie mogło być inaczej, skoro w
sądzie udowodniono im winę. W każdym podobnym przypadku organa wymiaru
sprawiedliwości powinny surowo traktować sprawców.
Nie mam najmniejszego
zamiaru bronić obu polityków, bo – zgodnie z tym, co ustalił sąd – zasłużyli na
taką karę. Gdyby zachowywali się moralnie, nie stałoby się im nic złego, i być
może do tej pory byliby szanowanymi parlamentarzystami.
Jednak warto zwrócić uwagę na inny aspekt. „Gazeta Wyborcza” wyrok
piotrkowskiego sądu potraktowała jako własne zwycięstwo – zwieńczenie afery,
która rozpoczęła się pod koniec 2006 roku tekstem pt. „Praca za seks”. Dziennik
z satysfakcją pisze o wyroku, wytykając z nieskrywaną satysfakcją Lepperowi, że
był wicepremierem „w rządzie odnowy moralnej Jarosława Kaczyńskiego”. Po prostu
każda okazja jest dobra, aby dołożyć prezesowi PiS. Szkoda tylko, że „Wyborcza”
nie była tak pryncypialna w ocenie czynów Romana Polańskiego oskarżonego o gwałt
na nieletniej czy Daniela Cohn-Bendita przyznającego się do pedofilskich
ekscesów. Dla nich usprawiedliwienie się znalazło.
A przecież Polański
dopuścił się współżycia z ledwie 13-letnią dziewczynką, a ten czyn w Kalifornii
jest traktowany jako gwałt, za który Amerykanie chcą osądzić reżysera. Jakoś nie
widzieliśmy w „Gazecie Wyborczej” głosów wzywających do surowej krytyki
Polańskiego za to przestępstwo. A czy jego czyn nie był bardziej odrażający?
Lepperowi i Łyżwińskiemu zarzucono seksualne wykorzystywanie dorosłych kobiet,
Polańskiemu – trzynastolatki. Jednak tylko reżysera próbuje się usprawiedliwiać,
szukać wytłumaczeń dla jego ohydnego przestępczego czynu. To on staje się
ofiarą, a nie dziewczynka. Wskazywano, że upłynęło już tyle lat, że sprawa nie
powinna być podejmowana, a ponadto dorosła już kobieta wybaczyła
sprawcy.
Zresztą należy sprawiedliwie przyznać, że nie tylko w „Wyborczej”
Roman Polański mógł liczyć na obrońców. Ofiara znanego reżysera była przez
Krzysztofa Zanussiego nazywana „nieletnią prostytutką”, a Dorota Stalińska wręcz
twierdziła, iż „to nie ta dziewczynka została zgwałcona, ale Roman Polański
został uwiedziony i sprowokowany”. Dlaczego w taki sam sposób nie próbowano
tłumaczyć Leppera i Łyżwińskiego? Dlaczego Aneta Krawczyk nie była nazywana
„pełnoletnią prostytutką”? Dlaczego nie mówiono, że to ona „uwiodła i
sprowokowała”, a wręcz stała się bohaterką, symbolem walki o prawa
kobiet?
Ocena podobnych czynów była tak różna, bo byli posłowie Samoobrony to
przecież „prostaki i chamy”, a nie artyści, intelektualiści, którzy zasługują na
zrozumienie. Gdyby okazało się bowiem, że wiele lat temu Andrzej Lepper dopuścił
się czynów pedofilskich, „GW” na pewno by mu nie przepuściła i ścigała aż do
skutku, ale gdy wyszło na jaw, że w latach 70. takich przestępstw dokonywał
„czerwony Dany”, tłumaczono to co najwyżej „błędami młodości”, a Cohn-Bendit
jest wciąż hołubiony w „GW”. No cóż, dla „Gazety” nie liczy się sam czyn, ale
człowiek, który go dokonał. Jeśli przestępstwo obciąża konto „naszego
człowieka”, to na pewno nie on jest mu winien, zapewne są jakieś okoliczności
łagodzące. Jeśli jednak sprawcą jest osoba spoza naszego środowiska, wątpliwości
znikają.
Krzysztof Losz
