Dwa wieki radomskiego garbarstwa

Jeszcze do niedawna Radom był nazywany stolicą polskiego przemysłu garbarskiego.
W latach 90. wydawało się, że ten sektor może upaść, ale na szczęście prywatne
firmy, które przetrwały, zaczynają się rozwijać. Mało kto jednak wie, że garbowanie
skór na skalę przemysłową odbywa się w tym mieście i regionie już od dwóch
wieków.

Początki garbarstwa w Radomiu pokazują, jak wiele dobrego może zdziałać mądra
polityka lokalnych władz, zdolnych przyciągnąć nowe inwestycje, przyczyniając
się do rozwoju gospodarczego miasta. Ale na przykładzie garbarstwa widać też,
jak łatwo może dojść do niemal kompletnego upadku całej gałęzi gospodarki przy
bierności rządów. Można też, śledząc historię zakładów, dostrzec, jak rozwijał
się postęp techniczny w przemyśle w ciągu tych dwóch wieków.
W obecnych czasach sektor skórzany nie ma już takiego znaczenia dla Radomskiego
jak niegdyś, ale nadal ten region pozostaje jednym z najważniejszych w kraju
ośrodków garbarstwa i produkcji wyrobów ze skóry. Ciągle szkoli się tu przyszłe
kadry dla tej branży, działa szkoła średnia, Politechnika Radomska kształci
inżynierów. A ponieważ nasze przedsiębiorstwa zaczynają coraz lepiej radzić
sobie z konkurencją na rynku, zwłaszcza chińską, jest szansa, że zapotrzebowanie
na pracowników będzie rosło.

Kolebka garbarstwa
Pierwsze garbarnie powstały w Radomiu w XVIII wieku, ale były to niewielkie
zakłady, raczej nazwalibyśmy je warsztatami rzemieślniczymi niż manufakturami
czy fabrykami. Zresztą, tak jak praktycznie zdecydowana większość polskich
miast, także Radom był wówczas ośrodkiem rolniczym. W XIX wieku sytuacja
jednak się zmieniła, a najważniejszym impulsem do rozwoju przemysłowego miasta
okazały się czasy Królestwa Kongresowego. Jeszcze na początku tego stulecia
garbarstwem zajmowali się rzemieślnicy, mający cały swój zakład w jednej
izbie, ale szybko ustąpili miejsca dużym wytwórcom.
Dzięki temu, że Polacy zyskali w Królestwie Polskim sporą autonomię, obsadzając
choćby rząd, mogli realizować własną politykę gospodarczą. Lata 1815-1830 to
okres prosperity, rozwoju przemysłu, handlu. Żeby przyciągnąć do "kongresówki" firmy
z innych zaborów, rząd stosował różne zachęty w postaci ulg i zwolnień z podatków,
ceł. Poza tym uruchomiono program pożyczek udzielanych na korzystnych warunkach
na rozwój produkcji. Powiedzielibyśmy, że był to protekcjonizm w czystej postaci.
Ale bez tego gospodarka nadal stałaby w miejscu. Pamiętajmy też, że wiele zakładów
lokujących się w Królestwie Polskim liczyło, że będzie to pierwszy krok do
ekspansji w Rosji, bo rynek wschodni już wtedy nęcił wielu przemysłowców.
Radom miał wówczas szczęście do dobrych gospodarzy, którym też zależało na
jego rozwoju. Prezydent Józef Bębnowski sam zaczął zachęcać, jakbyśmy powiedzieli
dzisiaj, inwestorów, aby lokowali swoje interesy w tym mieście. Jeździł sporo
po różnych targach i wystawach gospodarczych, był też na odpuście w Częstochowie,
gdzie zachęcał do osiedlania się w Radomiu właścicieli manufaktur i fabryk
ze Śląska i Austrii. Na dobre efekty tej działalności nie trzeba było nawet
długo czekać.
Pierwsze garbarnie z prawdziwego zdarzenia, które obrabiały skórę na skalę
przemysłową, założyli w Radomiu August Schnierstein i Ludwik Karsch. Dostrzegli
oni, że Radom idealnie się nadaje na wybudowanie garbarni, bo w okolicach nie
brakowało bydła, a obok była Puszcza Kozienicka, która mogła dostarczyć kory
dębowej. W tamtych czasach właśnie zmielona kora była podstawowym środkiem
do garbowania skór. Preparatów chromowych nikt wówczas przecież nie znał. Było
też pod dostatkiem wody, tak potrzebnej w tym przemyśle.
To głównie garbarnia rodziny Schniersteinów wytyczała kierunki rozwoju tego
przemysłu w pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku. Tutaj instalowano najnowocześniejsze
wówczas urządzenia i maszyny do obróbki skór, nie był to już malutki warsztat,
ale zakład zajmujący kilka budynków, zatrudniający sporą liczbę pracowników.
Zresztą pionierzy garbarstwa szybko stali się przykładem dla innych i w pierwszej
połowie XIX wieku Radom był już naprawdę bardzo prężnym ośrodkiem przemysłowym,
w którym oprócz małych warsztatów istniało kilkanaście dużych zakładów.

Rozwija się technologia
Ten pierwszy okres był też widownią ogromnych zmian w technologii produkcji.
W XIX wieku skóry garbowano roślinnie. Był to jednak bardzo długi proces.
Najtwardsza skóra – na podeszwy butów, była garbowana przez 2 lata (!), cieńsze
skóry wyrabiano przez 2 miesiące. Jak już wspominaliśmy, do przerobu skóry
używano kory dębowej, która musiała być dokładnie zmielona. Kiedyś służyły
do tego ręczne urządzenia, ale najlepsze zakłady miały już o wiele bardziej
wydajniejsze młyny mechaniczne.
Za sprawą garbarstwa Radom wszedł też w połowie XIX wieku w okres pary. W 1854
r. Ludwik Karsch zainstalował w swoim zakładzie pierwszą maszynę parową. Jednocześnie
największe zakłady zaczęły też używać innych coraz nowocześniejszych urządzeń.
Do użytku weszły wówczas cytroki, które w znacznym stopniu usprawniły proces
produkcji. Były to półkoliste kadzie drewniane, w których za pomocą mieszadeł
obracano skórę i ciecz, przyspieszając proces garbowania.
Ale prawdziwy przełom przyniosło zastosowanie zamiast kory różnych ekstraktów
i wprowadzenie do garbarni tzw. metody zatopowo-zasypowej. Z drugiej połowy
XIX wieku pochodzą też pierwsze wzmianki o stosowaniu chromu. Jeśli dodamy
do tego, że garbarnie wyposażano w coraz wydajniejsze maszyny parowe, to łatwo
zauważyć, jak duży skok technologiczny dokonał się w tym przemyśle i jak przyspieszono
obróbkę skóry. Nastąpiła też jego koncentracja. Była ona po części spowodowana
względami ekologicznymi. Jeszcze przed 1850 rokiem w mieście istniało mnóstwo
niedużych warsztatów obrabiających skórę, głównie w dzielnicy Podwale zamieszkałej
przez Żydów. Były one jednak bardzo uciążliwe dla mieszkańców, zatruwały powietrze
i gubernator nakazał ich zamknięcie. W następnych latach tworzono nowe zakłady,
ale były to już spore fabryki, budowane na peryferiach miasta. Z czasem zabrakło
nawet skór surowych na rynku krajowym i trzeba było je importować, głównie
z Ameryki Południowej. To najlepiej obrazuje dynamiczny rozwój tego sektora.
Na początku XX wieku zwłaszcza I wojna światowa niemal doszczętnie zrujnowała
garbarzy. Stracili oni wiele maszyn, które wywieziono do Rosji. W wolnej Polsce
ten przemysł szybko się odrodził.

Kraj potrzebuje skóry
Pierwsze lata niepodległej Polski były bardzo dobre dla garbarstwa. Kraj się
odbudowywał, zapotrzebowanie na skórę było ogromne, jej cena była wysoka,
więc garbowanie surowca okazało się bardzo dochodowym zajęciem. Ruszyła też
produkcja obuwia. Ten okres prosperity zakończył się w połowie lat 20., gdy
polski rynek, na skutek niskich taryf celnych, zaczął zalewać towar importowany.
Ten stan trwał kilkanaście lat, został pogłębiony przez kryzys, który dotknął
światową gospodarkę w 1929 roku. Trzeba było czekać aż do połowy lat 30., aby
przemysł garbarski się odrodził. I znowu impulsem była dobra polityka gospodarcza
rządu.
Radom znalazł się wówczas w granicach Centralnego Okręgu Przemysłowego. Obok
produkcji zbrojeniowej rozwijały się inne gałęzie przemysłu. Można było w mieście
tanio nabywać nieruchomości, a rosnąca produkcja butów i innych wyrobów skórzanych
też napędzała garbarniom klientów. Wystarczy powiedzieć, że tuż przed wybuchem
II wojny światowej Radom mógł się pochwalić 34 garbarniami. Był to teren największej
koncentracji tego przemysłu w kraju.
Poza tym to właśnie przed wojną z inicjatywy samych garbarzy (a konkretnie
chodzi o spółkę Nowość, założoną przez właścicieli niedużych zakładów, która
czasem stała się jednym z największych producentów skóry) powstała średnia
szkoła chemiczno-garbarska, kształcąca kadry dla sektora skórzanego. Miała
własne laboratoria, jej uczniowie odbywali praktyki w różnych zakładach. Był
to wręcz wzorcowy przykład współpracy nauki i przemysłu. Szkoła, popularna "skórzanka",
odrodziła się po wojnie, wówczas też na Politechnice Radomskiej (wtedy Wyższej
Szkole Inżynierskiej) uruchomiono wydział materiałoznawstwa i technologii obuwia,
który także teraz kształci inżynierów oraz projektantów odzieży i butów dla
przemysłu skórzanego.
Wojna przyniosła, niestety, upadek wielu zakładów, głównie tych będących w
rękach Żydów. Z Radomia wywieziono pod koniec wojny wiele maszyn, co ponownie
utrudniało uruchomienie produkcji po zakończeniu walk. Wtedy jednak zmieniła
się już sytuacja polityczna. Komunistyczne władze chciały mieć kontrolę nad
całą gospodarką, dlatego przejmowały w zarząd wiele przedsiębiorstw, również
garbarskich. I to nie tylko te, których właścicielami byli Żydzi zamordowani
przez Niemców, ale również polskie firmy mające swoich prawowitych właścicieli.
Na nacjonalizację nikt jednak nie mógł nic poradzić.

Rośnie nam i upada kombinat
W latach PRL największym przetwórcą skóry były Radomskie Zakłady Garbarskie,
powstałe z połączenia kilkunastu byłych prywatnych firm. Najpierw było to
samodzielne przedsiębiorstwo, potem włączono je do kombinatu Radoskór. Apogeum
rozwoju produkcji skóry przypadło na lata 70., gdy wybudowano od podstaw
całkowicie nowy zakład o ogromnych mocach przerobowych. Na dobę można tu
było garbować 40 ton skór. Szybko jednak przyszedł kryzys.
W następnej dekadzie RZG wyłączono z Radoskóru, ale firma przeżywała ogromne
trudności, nie tylko ekonomiczne. Rosły problemy ekologiczne, stosowane wówczas
technologie były bardzo szkodliwe dla środowiska. Garbarnia nie miała zaś funduszy
na unowocześnienie produkcji. W dodatku ustępowała pola prężnym, choć mniejszym
zakładom prywatnym, które zaczęły się rozwijać. Lata 90. przyniosły upadek
Radomskich Zakładów Garbarskich, które nie poradziły sobie w nowych warunkach
gospodarczych. Państwo nie pomogło w modernizacji zakładu, przez co stał się
on przestarzały, do tego doszły pogłębiające się problemy ekologiczne i spory
pracowników z kolejnymi zarządami.
Ale choć RZG upadły, to ta branża nie zniknęła z mapy gospodarczej Radomia.
Na terenie dawnego kombinatu działa kilka prywatnych firm, w minionej dekadzie
powstało też wiele nowych zakładów. Ale przedsiębiorcy działają sami, skarżą
się, że do tej pory nie otrzymali silnego wsparcia ani ze strony władz państwowych,
ani lokalnych. A przecież 200 lat temu pierwsze fabryki utworzono właśnie dlatego,
że bardzo przychylny klimat dla przemysłu stworzył rząd i magistrat.

Maciej
Winnicki

drukuj