Droga do Chin wiedzie przez bramę serca
Z kard. Rogerem Etchegarayem, wieloletnim przewodniczącym Papieskiej Rady
"Iustitia et Pax", rozmawia Agnieszka Żurek
Ewangelizacja Chin była szczególną troską Jana Pawła II. Jego Eminencja był
pierwszym kardynałem, który odwiedził Chiny. Był tam Eminencja nazywany "wysokim
funkcjonariuszem zachodniej religii". Jak wspomina Eminencja podróż do kraju pod
reżimem komunistycznym?
– Chciałbym zacząć od tego, że podzielenie się kilkoma niewielkimi refleksjami z
wielkim polskim dziennikiem przy okazji beatyfikacji Papieża Jana Pawła II jest
dla mnie zaszczytem, więcej nawet – łaską. To prawda, byłem nie tylko pierwszym
kardynałem, ale także pierwszym biskupem, który odwiedził komunistyczne Chiny.
Przebywałem tam od 26 lutego 1979 do 14 marca 1980 roku. Oczywiście, wtedy
jeszcze (i to "jeszcze" trwa do dziś) Chiny były państwem nieutrzymującym
stosunków dyplomatycznych z Watykanem. Zostałem jednak przyjęty przez rząd
dzięki Chińskiemu Stowarzyszeniu Przyjaźni z Obcokrajowcami, w którym miałem
przyjaciół – m.in. wiceprezesa stowarzyszenia. Prawdę mówiąc, ten moment był
szczególnie dogodny – Chiny dopiero co wyszły z katastrofalnych lat "rewolucji
kulturalnej". Władze pozostawiły mi wolną rękę w wyborze trasy mojej pielgrzymki
i w wyborze moich towarzyszy podróży. Stali się nimi René Rémond, wykładowca
akademicki, i ojciec Emile Beauchamp, jezuita, który skończył studia w Pekinie.
Jako przewodniczący Papieskiej Rady "Iustitia et Pax" był Eminencja wysyłany
przez Jana Pawła II w miejsca trudne, rejony konfliktów. Co było dla Eminencji
kluczem do zachowania pokoju wewnętrznego?
– Znamy sens symboliczny i sakralny, jaki w kulturze Wschodu mają drzwi. Aby
naprawdę przybyć do Chin, trzeba tam wejść przez bramę serca, bramę przyjaźni –
jak to dobrze zrozumiał Matteo Ricci, wielki uczony, który napisał wspaniały
"Traktat o Przyjaźni". Wtedy, podczas mojego pierwszego pobytu w Pekinie, został
mi przyznany order przyjaźni. Wręczono mi go wraz z kwiatem śliwy. Jest to
kwiat, który może przetrwać największe burze.
Co było dla Eminencji najbardziej symbolicznym momentem tej podróży?
– Trudno mi przypomnieć sobie jakieś szczególne momenty tej historycznej wizyty.
Chciałbym powiedzieć tylko o jednym wydarzeniu. Wiedziałem, że jezuita Matteo
Ricci z Maceraty pod koniec XVI wieku był pionierem, który chciał, aby Ewangelia
dotarła aż do Pałacu Cesarskiego. Był on uznawany za przyjaciela Chin. Jego grób
zawsze otaczano wielką czcią, do tego stopnia, że znalazła się o nim wzmianka
nawet w komunistycznym podręczniku do nauki historii. Zostałem zaproszony do
nawiedzenia jego grobu. Nie wiedziałem jednak, że znajduje się on na terenie
patio szkoły formacji kadr partii komunistycznej, która wcześniej była siedzibą
pekińskich jezuitów. Oficjalne organy partii wspominały o mojej wizycie jako o
ewenemencie w historii Chin.
Jak pokrótce Wasza Eminencja scharakteryzowałby stosunki między Watykanem a
Chinami podczas pontyfikatu Jana Pawła II?
– Historia relacji pomiędzy Kościołem i Chinami była przerywana z powodu
niewystarczającej liczby wspólnych spotkań, nad czym Jan Paweł II bardzo
ubolewał. Angażował się on w działanie na rzecz odwrócenia tych kart historii,
które w stosunkach pomiędzy Rzymem a Pekinem były źle zapisane – często dlatego,
że były tworzone oddzielnie, w niewiedzy lub też we wzajemnych uprzedzeniach.
Jesteśmy wszyscy wezwani do tego, żeby wykonać "skok olimpijski" na miarę wyzwań
i na miarę zagrożeń, które współcześnie są udziałem świata, a szczególnie Chin.
Matteo Ricci uczy nas, że naród chiński musi być zrozumiany "od środka", w
swojej tożsamości – uznanej i szanowanej: jest pewne, że na bazie tego właśnie
fundamentu musi rozwinąć się dialog, którego obie strony tak bardzo pragną.
Czy współczesny Kościół kontynuuje misję Jana Pawła II ewangelizacji Państwa
Środka?
– Odbyłem cztery pielgrzymki do Chin w latach: 1980, 1996, 2000 i 2003. Papież
Jan Paweł II zawsze czekał na mój powrót i na wiadomości, które przywiozę. Jakie
są moje ogólne wrażenia dotyczące współczesnego Kościoła? Widzę Kościół
wszczepiony w społeczeństwo rozdarte pomiędzy galopujący materializm praktyczny
i kulejący materializm ideologiczny. Oba te materializmy pozostawiają mało
miejsca wierze chrześcijańskiej. Jednocześnie widzę Kościół, który stał się
bardziej świadomy swojego powołania do ewangelizacji w Chinach i bardziej
zdecydowany zaopatrzyć się w środki potrzebne do tego, żeby zapewnić sobie
lepszą przyszłość. Duchowni i świeccy są powołani do zdefiniowania swoich
priorytetów apostolskich, życie wspólnot zakonnych odnawia się w dziedzinie ich
zaangażowania społecznego, ale jeszcze nie w dziedzinie życia monastycznego.
Widzę wreszcie także Kościół osłabiony najboleśniejszymi próbami – tymi, które
dotyczą jego jedności wciąż tak bardzo naruszanej – od wewnątrz i z zewnątrz.
Ten Kościół jednak, w cudowny, nadprzyrodzony sposób, pozostaje mimo wszystko
jednym i tym samym Kościołem.
Dziękuję za rozmowę.
