Dostaliśmy te kwity od gen. Kołosowskiego

Wojciech Czuchnowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej", współautor tekstu
"Wszystkie naciski przed Tbilisi" (3 marca br.)

Dzień dobry, Krzysztof Nowina Konopka, Telewizja Trwam: Znana jest Panu data
widniejąca na dokumencie, który Państwo opisali? Data powstania dokumentu.

– Myśmy ten dokument dostali bez daty z komentarzem, że powstał na podstawie
meldunku, który złożył kpt. Pietruczuk zaraz po tym zdarzeniu. Dostaliśmy go bez
daty w tej formie, w jakiej został opublikowany. Natomiast jest on tożsamy z
jego zeznaniami, które ja widziałem w prokuraturze prowadzącej śledztwo w tej
sprawie.

Ale Pan użył zwrotu, że dokument powstał tuż po incydencie gruzińskim. Czy
ten zwrot jest – Pańskim zdaniem – uzasadniony? Bo sugeruje, że to powstało
bezpośrednio po incydencie.

– Tak, bo byłem o tym przekonany. Ponieważ dostaliśmy to bez daty i ponieważ ja
wcześniej czytałem jego meldunek i te zeznania w prokuraturze, i byłem
przekonany, że to również powstało tuż po.

Czyli osobiście Pan tego dokumentu nie widział, tylko jego skrót?
– Nie, to nie jest skrót. On był pozbawiony pieczątki na górze i podpisu na
dole, bo w takiej formie nam to dano, prawdopodobnie ze względu na ochronę
danych osobowych. Ale opublikowaliśmy całość w internecie, bo przecież to nie
jest tak, że zamieściliśmy tylko jakieś omówienie, ale całość w internecie.

No właśnie, ale nie ma dat. A przecież wiadomo, że każdy dokument urzędowy
musi być opatrzony datą. Nie zastanowiło to Pana?

– Szczerze mówiąc, nie pomyślałem o tym, ponieważ czytałem już wcześniej jego
zeznania w prokuraturze i czytałem meldunek, który złożył bezpośrednio po. Było
więc dla mnie oczywiste, że ten dokument powinien być datowany podobnie.

Nasuwa się pytanie, czy przywołanie tej sprawy dwa lata po niej nie jest
jakąś formą nacisku na pilotów? Jak Pan myśli?

– W jakim sensie?

Zlecenia przez szefa departamentu kadr opracowania takiej notatki dwa lata po
wydarzeniu.

– Wydaje mi się to z jednej strony dziwne, z drugiej – słyszałem tłumaczenia, że
były o to pytania mediów. Te akta w prokuraturze są jawne, ale być może
dziennikarze nie mieli do nich dostępu. I z tego, co pamiętam, gdybym porównał
ten meldunek, który złożył kpt. Pietruczuk w 2008 r., z tą notatką, to wygląda
to tak, jakby on wręcz przekleił ten meldunek do tej notatki. Natomiast ma pan
rację, że może się to wydawać dziwne, dlatego że uważam, iż jeśli chodzi o
pilotów, to wracanie do tego typu spraw na pewno ich niepotrzebnie stresuje.
Uważam, że wystarczyło, żeby MON oparło się na tych dokumentach, które już
miało, a jest ich bardzo dużo.

Na ile wiarygodna jest taka relacja po dwóch latach? Bo teraz będziemy się
opierać na tym, co jest ostatnim dokumentem? Pańskim zdaniem, na ile jest to
wiarygodne?

– Jest na tyle wiarygodna… Należałoby porównać ją z tym meldunkiem, który jest
w aktach. Moim zdaniem, jest wręcz tożsama z tym meldunkiem.

Czy Pan ten meldunek czytał osobiście?
– Tak. Myśmy pisali niedługo po katastrofie taki tekst na podstawie akt, które
udostępniła nam prokuratura wojskowa.

A jak Państwo dotarli do tej notatki?
– To wynika z kontekstu, tam jest nazwisko generała, który zajmował się tą
sprawą, teraz nie pamiętam tego nazwiska, pokazał nam te materiały i udostępnił
tę notatkę. To nie jest żadna tajemnica.

drukuj