Dość kopania w polskość i chrześcijaństwo!
Rozmowa z prof. dr. hab. Jerzym Robertem Nowakiem, historykiem, wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, prezesem Ruchu Przełomu Narodowego
9 lutego br. w Krakowie zapoczątkowana została seria prelekcji Pana Profesora oscylujących wokół ważkiej i aktualnej problematyki społecznej, politycznej oraz historycznej. Jak po upływie 4 miesięcy ocenia Pan efekty niemal 60 spotkań z mieszkańcami wielu miast Polski?
– Nawet we wrogiej Radiu Maryja i mnie „Polityce” napisano o mojej kampanii: „triumfalna passa patriotyzmu”. Myślę, że już trochę wpłynęło to na zmianę nastrojów w Polsce, bo 58 spotkań, nieraz przy tysiącach osób, w jakimś stopniu odwraca fatalne skutki zdominowania mediów przez liberalno-lewicowe siły niechętne religii i patriotyzmowi. To bardzo wielkie zadanie, toteż w długich, parogodzinnych wykładach staram się dać maksimum informacji faktograficznych, w ten sposób pragnę pomóc we wzmocnieniu argumentacji na rzecz Kościoła i Narodu. To będzie procentować i już procentuje. Dowodem jest jakże inne zachowanie Jana Tomasza Grossa w styczniu i miesiąc temu. W styczniu był jeszcze publicznie fetowany razem z Adamem Michnikiem i Markiem Edelmanem; w maju przyjechał do Polski już bardzo dyskretnie i uczestniczył w dwóch spotkaniach świadomie nienagłaśnianych. Bał się bowiem, że przyjdą całe gromady jego przeciwników, a on do odważnych nie należy.
Na jakie zagadnienia starał się Pan kłaść szczególny nacisk?
– Zależy mi na tym, żeby skończyła się bezkarność w atakowaniu wiary, Kościoła i polskości. Cytuję na każdym spotkaniu zdanie wypowiedziane przez dość szczególnego „artystę”, „wyzwolonego” od Kościoła – Piotra Naliwajkę, w wywiadzie dla czasopisma „Art&Business”. W 2002 r. powiedział on, że w Polsce „Kopanie w chrześcijaństwo jest stosunkowo przyjemnym zajęciem i mało niebezpiecznym”. Chciałbym poprzez swoją kampanię doprowadzić do tego, żeby kopanie w chrześcijaństwo i polskość przestało być przyjemnym zajęciem, a stało się bardzo niebezpiecznym.
Jakie najistotniejsze wyzwania stoją obecnie przed Polską?
– Po pierwsze, potrzeba odrzucenia traktatu lizbońskiego. Z tego co wiemy, małą Irlandię poparły już Czechy, prawdopodobnie poprze Wielka Brytania i duża część rządzącej koalicji we Włoszech. Musimy zrobić wszystko, aby prezydent Lech Kaczyński przestał hamletyzować w tej sprawie i odrzucił traktat lizboński, tak sprzeczny z naszymi interesami narodowymi, zasadami suwerenności i prawdziwej demokracji.
Trzeba też odrzucić wyjątkowo niekompetentny i groźny dla Narodu rząd platformowców. Drastycznym przykładem jest tu złożona przez Donalda Tuska obietnica, że do końca roku zaspokoi ogromne – jak wiadomo – materialne roszczenia żydowskie. Pytam: z czego to zamierza zrobić, w sytuacji, gdy wiadomo już, że brak nam 300 miliardów zł na świadczenia emerytalne? Kilka miesięcy temu alarmowano nawet w „Gazecie Wyborczej”, że polski system emerytalny może się załamać już w 2009 roku. Czyżby premier Tusk uważał – podobnie jak niegdyś Jerzy Urban – że rząd zawsze się wyżywi?!
Szczególnie bardzo groźna dla Polski jest patologia wymiaru sprawiedliwości, której wyraźnie nie przeciwdziała robiący czystki minister Zbigniew Ćwiąkalski. Sądy są chore, wszyscy płacimy za brak nieprzeprowadzenia weryfikacji sędziów po 1989 r., w przeciwieństwie do Czechosłowacji i byłej NRD.
Fatalne skutki dla Polski przynosi dominacja tzw. czerwonych dynastii, to znaczy fakt, że według badań socjologicznych aż 89 proc. elit, a faktycznie pseudoelit, stanowią byli komuniści lub ich synowie, pociotkowie, zięciowie – tak jak np. Longin Pastusiak, który jest zięciem byłego przewodniczącego Rady Państwa PRL Edwarda Ochaba.
W polityce zagranicznej szczególnie groźna jest dla nas cicha koalicja między Niemcami a Rosją i jej skutki (np. gazociąg na dnie Bałtyku) oraz wyraźne uleganie Unii Europejskiej ekspansjonistycznym celom polityki rosyjskiej.
W Polsce istnieje niewątpliwie problem i potrzeba integracji środowisk kierujących się w swych działaniach interesem narodowym. Czy spotkania z rodakami stanowią jakiś bodziec i impuls do podjęcia takiego wyzwania?
– Ogromne znaczenie ma fakt, że gromadzą się na tych spotkaniach ogromne rzesze osób, często po kilka tysięcy, i – co więcej – osoby te są wyraźnie niezwykle mocno zintegrowane duchowo w miłości do Ojczyzny i Kościoła, przywiązane do naszej wiary. Dlatego od dawna myślałem, że trzeba „zespolić te myśli w jedno ogniwo” i stworzyć jak najszerszy ruch patriotyczny, łączący wszystkich myślących i czujących po polsku. I temu właśnie celowi ma służyć kierowany przeze mnie, a zarejestrowany 10 czerwca, Ruch Przełomu Narodowego.
Czy ta swoista kampania patriotyczna będzie jeszcze kontynuowana przez Pana Profesora?
– Tak. Od jesieni chcę rozpocząć nową turę bezpośrednich spotkań z Polakami, choć równocześnie pragnę przejść do wykładów internetowych dla społeczności zarówno krajowych, jak i polonijnych rozsianych po całym świecie. Przygotowuję też kilka nowych książek. W tym roku jeszcze ma się ukazać swego rodzaju opus vitae, dzieło mego życia: dwutomowa historia Polski od 1733 r. (od pijara Stanisława Konarskiego) do 1939 r. pt. „Żeby Polska była Polską” i 400-stronicowa autobiografia.
Dziękuję za rozmowę.
Marek Żelazny
