Dopalacze bez VAT

Oficjalne statystyki podawane przez Główny Inspektorat Sanitarny są bardzo
optymistyczne – liczba zatruć dopalaczami maleje. W październiku 2010 r.
odnotowano 258 takich przypadków, w lutym br. już tylko osiem. Lekarze są jednak
sceptyczni wobec tych zapewnień. Dlaczego? To są teraz substancje zakazane.
Trudno oczekiwać, by ktoś przyznał się, że ich używał.

Od kilku miesięcy nie zanotowano żadnego zgonu spowodowanego zażyciem dopalaczy
– mówiła niedawno w Sejmie minister zdrowia Ewa Kopacz. Przypomniała, że tuż
przed wprowadzeniem ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zakazującej dopalaczy
na oddziały toksykologii trafiało 200 osób dziennie. – Dzisiaj jesteśmy liderami
w Europie, jeżeli chodzi o liczbę substancji psychotropowych i odurzających,
które znajdują się w wykazie – mówiła. Resort zapewnia, że prowadzi statystyki
dotyczące tej kwestii. Nie potrafił jednak udzielić nam bardziej szczegółowej
odpowiedzi. Danymi dysponuje natomiast Główny Inspektorat Sanitarny. Jak wynika
z informacji GIS, od października ubiegłego roku liczba zatruć dopalaczami
systematycznie spada: w październiku 2010 r. odnotowano 258 takich przypadków, w
listopadzie – 60, natomiast już w grudniu – 21, w styczniu br. – 13, a w lutym
tylko 8. Inspektorat oparł się na danych zebranych przez krajowego konsultanta
ds. toksykologii prof. Piotra Burdę. Jak przekonuje Jan Bondar, rzecznik GIS, do
października ubiegłego roku w statystykach szpitalnych nie wyodrębniano
oddzielnej kategorii zatruć dopalaczami – ujmowano je w masie wszystkich zatruć
narkotykami. Do ośrodków toksykologii, które specjalizują się w leczeniu zatruć
narkotykowych, tylko w okresie od stycznia do października ubiegłego roku
napłynęło około tysiąca próśb z innych szpitali o diagnozę. – Niestety, zatrucia
te się zdarzają i są one spowodowane dostępnością dopalaczy w internecie, z
nielegalnych źródeł – przekonuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Bolesław
Piecha, poseł PiS, były wiceminister zdrowia, obecnie przewodniczący sejmowej
Komisji Zdrowia. Argumentację tę podtrzymuje dr Włodzimierz Glinka, dyrektor
Prywatnego Ośrodka Detoksykacyjno-Terapeutycznego "Janochy". – Dopalacze są
narkotykami. To substancje, które mają działanie uzależniające, aczkolwiek
sprzedawane były jako produkty "kolekcjonerskie". Mimo zakazu ustawowego one
krążą nadal, tylko w tzw. szarej strefie. Ostatnio przyjmowałem pacjenta, który
miał poważne zaburzenia psychiczne – od pół roku był na dopalaczach, załatwiał
to sobie w Warszawie – mówi dr Glinka. Jego zdaniem, "szara strefa" działa. –
Człowiek ten brał dopalacz, który działał podobnie do kokainy – dodaje. Według
niego, liczba zatruć dopalaczami się nie zmniejsza. – Problem jest, mimo że
mniej się o tym mówi, dopalacze są dostępne tak jak narkotyki – twierdzi dr
Glinka. Szpitale mają obowiązek zgłoszenia przypadkówzatrucia dopalaczami w
formie raportu zbiorczego do konsultanta krajowego w dziedzinie toksykologii
klinicznej. Zdaniem lekarzy, malejące dane, którymi podpiera się strona rządowa,
nie są wiarygodne – osoby, które używają dopalaczy, ukrywają to przed lekarzem.
– Najczęstszy wybieg jest taki, że przecież ktoś musiał mi coś dosypać. A jak
pani wie, to są teraz nielegalne substancje, no to ktoś niechętnie będzie się
przyznawał – usłyszeliśmy w Pomorskim Centrum Toksykologii w Gdańsku.

Zamiast dopalaczy tabletki na kaszel
Jak zauważają lekarze, młodzi ludzie, obawiając się czarnego rynku i
konsekwencji związanych z zakupem nielegalnych substancji, przestali kupować
dopalacze oficjalnie. Poza tym – niestety – znaleźli coś innego. Odkryli, że
wiele leków dostępnych w aptekach (np. przeciwkaszlowe czy antyalergiczne),
zawierających substancje przetwarzające się w organizmie w związki morfinowe,
zawiera też m.in. pseudoefebrynę, z której można produkować np. amfetaminę. Leki
te są znacznie silniejsze od dopalaczy, a wydawane są bez recepty. –
Uzależnieniem trzeba się zająć od podstaw, czyli od tego, czym jest. A nie, czy
to będzie dopalacz. Uzależnienie to przymus zmiany stanu świadomości. Czym? To
zależy od pacjenta – kwituje dr Glinka. GIS do tej kwestii się nie odniósł. – To
nie jest nasza kwestia. Leki bez recepty to są leki z reguły bardzo łagodnie
działające. Jak ktoś chce się przytruć, to się wszystkim przytruje – kwituje
Bondar. Dokładnych danych o wzroście zatruć lekami nie ma. W Polsce nie ma
systemu, który by to monitorował.

 

Anna Ambroziak

drukuj