Dobrze mieć dużą rodzinę
Duża rodzina to pragnienie niejednej młodej kobiety, które jednak po jej wejściu w dorosłe życie bywa w wielu przypadkach weryfikowane i pozostaje tylko w sferze marzeń. W czasach, gdy zwycięża konsumpcjonizm, niewielu decyduje się na „życie w pełni” – jak określają je rodzice, którzy mają dużo dzieci. Ale są rodziny wielodzietne. Tylko poprzez politykę państwa i mediów, które wolą promować egoistyczny, dwu- lub trzyosobowy model rodziny albo po prostu tzw. single, nic się o nich nie mówi. A przecież warto – bo duża rodzina to więcej radości, śmiechu, czasem i smutków, ale te razem łatwiej przetrwać. To także szczęście – wbrew krążącym mitom. I może warto mówić głośno też o tym, że dzięki rodzinom wielodzietnym, takim jak małżeństwo Małgorzaty i Sławomira Bednarków z dziesięciorgiem wspaniałych dzieci Polska może przetrwać.
Jest przedświąteczny czas. Wszyscy zabiegani, podekscytowani tym, że już za kilka dni święta, że narodzi się Jezus. Pani Małgorzata w tych dniach kilka razy idzie na wigilię i jasełka, w których uczestniczą jej dzieci – do przedszkola czy szkoły. Tak też się spotykamy. Ładna, wysoka, zadbana blondynka z pięciomiesięcznym chłopczykiem na ręku. Nie wygląda na mamę dziesięciorga dzieci. – Wszyscy, gdy powiem im, ile mam dzieci, są bardzo zdziwieni – mówi. – Czasem padają pytania, czy jesteśmy rodziną zastępczą – dodaje. Czy zaplanowali, że będą mieć dużą rodzinę? – Nie, to tak samo przyszło – stwierdza. Ona pochodzi z „dużej” rodziny – ma dwie siostry, jej mąż Sławomir jest jedynakiem. – Jesteśmy z mężem bardzo otwarci na życie – podkreśla pani Małgorzata. I mówi, że w takiej rodzinie jest tak samo jak w normalnej, tylko jest więcej dzieci, śmiechu, radości, ale też więcej smutku, choroby czy wreszcie obciążenia ekonomicznego. – A to daje nam mocno w kość – mówi. – Ale to nie dlatego że jesteśmy niezaradni, tylko przez zły podział środków państwa i brak polityki rodzinnej – tłumaczy. Bo według niej i wielu rodzin o podobnym statusie, „istniejemy, choć państwo nic nam nie daje w zamian, bo polityki rodzinnej nie ma żadnej, a my mamy się dobrze”. Choć przecież mamy w takich rodzinach pracują 24 godziny na dobę, to jednak nie przysługuje im ani prawo do zasiłku, ani potem do emerytury – i to jej zdaniem należałoby w najbliższych latach zmienić. – O rodzinach wielodzietnych trzeba poznać prawdę i zacząć o nich wreszcie mówić.
Wykreowany głównie przez media wizerunek rodziny wielodzietnej nijak się ma do rzeczywistości – z dziesięciorga dzieci państwa Bednarków troje uczy się w szkole muzycznej – Maksymilian gra na skrzypcach, Julia na fortepianie, a Dawid na gitarze. Najstarsza, 16-letnia Paulina uczy się w liceum, w klasie z wykładowym francuskim. Żadne z dzieci nie ma problemów z nauką. – Dzieci, dlatego że jest duża konkurencja w domu, mają duże parcie na naukę, na bycie lepszym od brata, siostry – mówi ich mama. – To naturalna szkoła życia – dodaje. Widać, że jest dumna ze swojej gromadki dzieci. Sama, mimo tylu obowiązków w domu, studiuje zaocznie na IV roku w Instytucie Studiów nad Rodziną w Łomiankach. Mąż prowadzi własną działalność gospodarczą – firmę, która zajmuje się organizacją koncertów, spektakli teatralnych. Oprócz tego wspólnie z innymi rodzinami założyli w Łodzi Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych, w którym aktywnie działają. Organizacja skupia rodziny wielodzietne (od czworga dzieci w górę). Są to rodziny z Łodzi, Rawy Mazowieckiej i pobliskich miejscowości. – Poprzez Stowarzyszenie możemy korzystać z pomocy innych firm i osób – podkreśla mąż pani Małgorzaty, Sławomir, który jest prezesem Stowarzyszenia. Można też pomóc materialnie rodzinom. Rozdajemy ubrania, buty, żywność z banku żywności – dodaje pani Małgosia. W związku z tą działalnością mają dużo planów. – Oprócz pozyskiwania odzieży, żywności mamy projekt budowy domów jednorodzinnych dla kilku rodzin wielodzietnych – opowiada pan Sławomir. Zgodnie z projektem, obok osiedla domów powstanie ośrodek wypoczynkowo-rehabilitacyjny wraz z kompleksem sportowo-kulturalnym. – W ośrodku znajdowałyby się np. gabinet odnowy biologicznej, sala bilardowa, kawiarnia, gabinet stomatologiczny, sala gimnastyczna, sala komputerowa, scena teatralno-filmowa, kaplica, itp. – tłumaczy. – Obok ośrodka powstanie gospodarstwo ekologiczne z agroturystyką – tam oprócz żywności będzie hodowla zwierząt na potrzeby własne i na sprzedaż, minizoo – mówi. Mają już wstępną lokalizację. To wieś Ossowice obok Rawy Mazowieckiej. – Czekamy na wyjaśnienie spraw związanych z zagospodarowaniem terenu po byłej szkole – znajdują się tam budynki stare i nowe w stanie surowym o łącznej powierzchni około 1000 m2 oraz 2 ha ziemi – mówi. Są już także firmy, które zadeklarowały swoją pomoc – wciąż jednak potrzebujemy chętnych do zaangażowania się w projekt „Nasz Dom” – dodaje. Stowarzyszenie chętnie rozpocznie współpracę z wszelkiego rodzaju producentami i dystrybutorami wszystkiego, co jest potrzebne do realizacji projektu.
Pani Małgorzata podkreśla, że choć strona ekonomiczna kuleje, to gdy się ma jakieś wartości w głowie, świat mniej kusi. Nie mogą wyjechać na urlop całą rodziną, bo to duży wydatek, ale mogą być razem na działce, którą mają w okolicach Łodzi – tam odpoczywają. Poprzez Stowarzyszenie dzieci mają możliwość wyjścia do teatru, kina, regularnie chodzić na basen. – Rzadko zdarzają się wyjścia całą rodziną, bo każdy ma wiele zajęć – tylko w soboty i niedziele – mówi pani Małgorzata. Rodzina Bednarków mieszka w niewiele ponad 40-metrowym mieszkaniu. W dwóch ładnych, przytulnych pokojach. Chcieliby jednak dostać większe mieszkanie, czteropokojowe, by mogli się w nim normalnie pomieścić. – I w podobnej jak obecnie okolicy, bym mogła być spokojna o bezpieczeństwo dzieci – mówi pani Małgorzata. Podczas rozmowy na kolanach mamy siedzi pięciomiesięczny Ksawery. Pani Małgosia przytula chłopca, podaje mu pierś do karmienia. W pewnej chwili podnosi go do góry i pyta: – Czy to dziecko jest gotowe, bym teraz poszła do pracy? Chłopiec jest w wieku, gdy kobietom mającym małe dziecko kończy się właśnie urlop macierzyński. Jednak – i tu pani Małgorzata słusznie zwraca uwagę – urlop macierzyński dotyczy 10 proc. kobiet, bo 90 proc. nie ma do niego uprawnień, albo muszą wracać do pracy – jakie rozwiązanie dla pozostałych? Podkreśla, że wreszcie powinno się dostrzec możliwości inwestycji w kapitał ludzki, który w przyszłości przyniesie korzyści – a rodziny wielodzietne to świetny kapitał ludzki, trzeba dać im tylko możliwość rozwoju – stwierdza. A widzi to dzięki swojej rodzinie.
Jakie mają marzenia? Ona – by dzieci były zdrowe, by im się w życiu dobrze ułożyło. Razem – nowe mieszkanie. Czy coś więcej? Chyba już nic. Bo tak naprawdę szczęście nie polega na wymiarze materialnym, ale na byciu razem i byciu dla siebie. – Fajnie jest mieć dużą rodzinę – mówi na koniec pani Małgorzata. I jednym tchem wymienia imiona dzieci – Paulina, Patrycja, Pamela, Maksymilian, Julia, Dawid, Sara, Kinga, Oskar i Ksawery.
W jej rodzinie na razie przygotowania do świąt. W Wigilię, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka, zasiądą do ogromnego stołu, który na co dzień jest złożony i służy dzieciom jako blat do odrabiania lekcji. Będą wspólne kolędy, dzielenie się opłatkiem, potem Pasterka.
Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych „Nasz Dom”
Łódź, ul. Narutowicza 93 b/3
84 1240 3060 1111 0010 1234 1509
tel./fax 042 678 47 09, [email protected]
