Do zobaczenia na Marszu!
13 grudnia br., a więc w najbliższy wtorek, ma się odbyć w Warszawie Marsz
Niepodległości i Solidarności. Początkowo miała to być tylko manifestacja w 30.
rocznicę stanu wojennego, ale po szokującym wystąpieniu w Berlinie ministra
Radosława Sikorskiego, który tak przedstawił wizję Polski w zreformowanej Unii
Niemiecko-Francuskiej, że można się bać utraty resztek suwerenności Polski,
środowiska patriotyczne i niepodległościowe, ale także PiS, postanowiły
zorganizować manifestację pod tymi wciąż aktualnymi hasłami. Dobrze pamiętamy,
że stan wojenny miał zniszczyć "Solidarność", tę związkową, ale głównie rodzącą
się solidarność obywateli. 13 grudnia to był kolejny atak na wolność Polaków, na
tę wartość, dla której zawsze byliśmy gotowi ponosić największe ofiary. Do tej
pory nie osądzono sprawców stanu wojennego. Media III RP nadal realizują
instrukcje prasowe Andrzeja Drawicza z 1989 r., aby "zachować zasadę równego
dystansu w stosunku do ówczesnych dwóch stron konfliktu". W efekcie główny
sprawca gen. Wojciech Jaruzelski mógł po latach dostąpić zaszczytu bycia doradcą
prezydenta Bronisława Komorowskiego, a byli komuniści są dziś największymi
zwolennikami podporządkowania się dyktatowi nowej, scentralizowanej Unii
Europejskiej.
W felietonie za tydzień, już oczami uczestnika, będę miał okazję opowiedzieć,
jak przebiegał Marsz Niepodległości i Solidarności w Warszawie. A tymczasem nie
mogę nie wspomnieć o medialnych przekazach z Marszu 11 listopada. Relacje,
zarówno w mediach prywatnych, jak i publicznych, okazały się gigantyczną
manipulacją. Wyglądało to na zaplanowaną, a nawet na koordynowaną akcję medialną
w celu skompromitowania organizatorów Marszu Niepodległości, a tym samym idei
niepodległości, gromadzącej tak licznych uczestników. Nachalne, wielogodzinne
relacjonowanie ulicznych walk chuliganów z policją i kompletne przemilczenie
faktu, że kilkudziesięciotysięczny patriotyczny Marsz odbywał się w spokoju,
musi niepokoić. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w swoim krytycznym
oświadczeniu zwróciło uwagę na ewidentny brak profesjonalizmu dziennikarzy,
którzy swoją pracą "wzmacniają negatywne stereotypy i pogłębiają podziały
społeczne". Prawo i Sprawiedliwość wystąpiło do KRRiT o ocenę pracy mediów w
dniu 11 listopada i zażądało zwołania specjalnego posiedzenia Komisji Kultury i
Środków Przekazu. Do tej pory nie wyciągnięto żadnych konsekwencji wobec
odpowiedzialnych za okłamywanie obywateli za pomocą mediów. A zresztą kto miałby
te konsekwencje wyciągać. Dlatego tak ważny będzie Marsz Niepodległości i
Solidarności 13 grudnia.
Informacja i publicystyka w mediach elektronicznych cofa nas w czasy PRL, a
niekiedy – jak to miało miejsce 11 listopada br. – w mroczny okres stanu
wojennego. Znowu najbardziej oczekiwaną od dziennikarzy postawą jest
posłuszeństwo przełożonym, wspierane przez chroniczne dziennikarskie choroby:
serwilizm i koniunkturalizm. Czym bowiem można tłumaczyć, że na trzy tygodnie
przed wyborami parlamentarnymi 20 proc. materiałów informacyjnych i
publicystycznych mówiło o Tusku i jego koalicjancie dobrze i aż 30 proc., w tym
samym czasie, źle i tendencyjnie prezentowało opozycję, zarówno PiS, jak i SLD.
O dziwo, dane te podała Fundacja Batorego.
Dla mediów, które nie bez racji można coraz częściej nazywać jedynie
"polskojęzycznymi", nie istnieje też nazwisko Jarosław Marek Rymkiewicz. A poeta
także wybiera się na Marsz Niepodległości i Solidarności. Nie sądzę więc, że
usłyszymy, co ma dziś do powiedzenia o Polsce człowiek, któremu sąd nakazał
przeprosiny Adama Michnika. A powiedział ostatnio dla portalu wPolityce, że
"Polska jest zagrożona, jej istnienie jest w niebezpieczeństwie (…) a jak nie
będziemy mieć Polski, to będziemy wygnańcami we własnym kraju".
Do zobaczenia na Marszu!
Wojciech Reszczyński
