Dla nich nie ma pieniędzy
Niskie wynagrodzenia w szpitalach powodują, że jest coraz mniej
chętnych do wykonywania zawodu pielęgniarki, co grozi obniżeniem poziomu opieki
nad chorymi. Siostry chciałyby zarabiać przynajmniej tyle, ile wynosi średnie
krajowe wynagrodzenie, czyli ok. 3,5 tys. złotych. Ale nie ma na to szans, bo
szpitale, jeśli nawet mają jakieś pieniądze na podwyżki, dają je w pierwszej
kolejności lekarzom.
Najgorsza sytuacja jest w województwach wschodnich. Na Podkarpaciu średnia
pensja pielęgniarki w szpitalu powiatowym to ok. 1,5 tys. zł netto. Nieco
lepiej, choć i tak niewiele w porównaniu z zarobkami lekarzy, kształtują się
zarobki pielęgniarskie w szpitalach wojewódzkich, gdzie średnia pensja
przekracza dwa tysiące złotych. Z kolei w regionie lubelskim pielęgniarka
zarabia przeciętnie tylko 2,2 tys. zł i to z różnymi dodatkami (świątecznymi,
nocnymi). Podobnie jest w innych regionach kraju. Jak powiedziała nam Bożena
Banachowicz, była przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek
i Położnych, sytuacja tej grupy zawodowej staje się coraz tragiczniejsza, a
losem pielęgniarek w zasadzie nikt się nie interesuje. – Ostatnio odwiedziłam
przychodnie specjalistyczne we Włocławku, gdzie koleżanki prosiły mnie o pomoc,
bo sytuacja jest zła. Pielęgniarka w lecznictwie podstawowym i specjalistycznym
otrzymuje tam na rękę niewiele ponad 1,2 tys. złotych. Co ciekawe, są to
pielęgniarki z ponad 30-letnim stażem. – mówi Bożena Banachowicz.
Nie lepiej
kształtują się pensje pielęgniarek w lecznictwie zamkniętym. Podczas gdy średnia
pensja krajowa to 3,5 tys. złotych, pielęgniarka z woj. kujawsko-pomorskiego
zarabia przeciętnie ok. 2,5 tys. złotych brutto. – Pielęgniarki czują się
oszukiwane. Od lat 90. dążymy do tego, aby średnia płaca pielęgniarki oscylowała
przynajmniej w granicach średniego krajowego wynagrodzenia, tymczasem wciąż do
tego daleko – zauważa Banachowicz.
Pielęgniarki irytuje zwłaszcza to, że w
sytuacji, kiedy brakuje na podwyżki dla nich, do nieprzyzwoitych granic
wywindowane zostały pensje lekarzy. – Są tereny, gdzie lekarze zarabiają po 20 i
więcej tysięcy złotych miesięcznie, a za 24-godzinny – często przespany – dyżur
otrzymują tyle, co pielęgniarka za cały miesiąc ciężkiej pracy. Pielęgniarki,
widząc te dysproporcje w zarobkach, często wchodzą w spory zbiorowe z
pracodawcami – dodaje Banachowicz. Ale trudno, by było inaczej, bo dyrektorzy
często stoją pod ścianą: jeśli nie podniosą wynagrodzeń lekarzom, ci mogą
zrezygnować z pracy, a szpitalowi groziłoby wtedy zamknięcie, i dlatego dla
pielęgniarek nie ma już funduszy.
Bożena Banachowicz podkreśla, że obecny
rząd nie interesuje się płacami sióstr, odbijając piłeczkę w kierunku dyrektorów
placówek medycznych. Rząd tłumaczy, że nie dysponuje pieniędzmi na leczenie, że
dyrektorzy mają kontrakty i w ich ramach powinni też znaleźć środki na
podwyżki.
Zaniedbywanie pielęgniarek może przynieść katastrofalne skutki w
niedalekiej już przyszłości, gdyż do szkół pielęgniarskich zgłasza się coraz
mniej kandydatek. – W moim regionie w wyższej szkole zawodowej na początku roku
akademickiego było zaledwie 12 osób chętnych do zdobycia zawodu pielęgniarki.
Taka tendencja utrzymuje się na każdej uczelni – podkreśla Bożena
Banachowicz.
Również izby pielęgniarskie biją na alarm, że Polska jest
jedynym krajem UE, gdzie liczba pielęgniarek drastycznie maleje. Potwierdza to
Maria Olszak-Winiarska, przewodnicząca lubelskiego oddziału OZZPiP. W woj.
lubelskim średnia wieku pielęgniarek i położnych to 45-47 lat. – Zmniejsza się
obsada pielęgniarek w naszych szpitalach, co zagraża bezpieczeństwu pacjentów,
którzy coraz częściej mają pretensje o brak prawidłowej opieki. Można przyjąć,
że na 120 absolwentów wydziałów pielęgniarskich do pracy w zawodzie przystępuje
zaledwie 20. Natomiast średnio co roku na emeryturę przechodzi ok. dwustu
pielęgniarek. To z kolei prowadzi do tego, że zaczyna brakować rąk do pracy –
uważa Maria Olszak-Winiarska.
I przypomina, że 9 grudnia ubiegłego roku
zarząd OZZPiP złożył projekt zmian do ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej
finansowanych ze środków publicznych, który przewiduje określenie minimalnej
liczby pielęgniarek, położnych i innych osób wykonujących zawody medyczne na
poszczególnych oddziałach szpitalnych. – To z jednej strony zabezpieczyłoby
niezbędną obsadę pielęgniarską i poprawiłoby bezpieczeństwo pacjentów, a drugiej
– gwarantowałoby kadrze pielęgniarskiej konkretne pieniądze za wykonane
świadczenia i godziwe wynagrodzenie. Zobaczymy, jak do tego odniesie się
minister zdrowia Ewa Kopacz – podkreśla Maria Olszak-Winiarska.
– Minister
Kopacz wielokrotnie gościła na zarządach krajowych OZZPiP, ale jej śpiewka
zawsze jest taka sama. Cały czas słyszymy tylko, jak dużo zrobiła i jak wielkie
są pieniądze na leczenie. Natomiast ani słowa nie ma na temat wzrostu kosztów
leczenia, co sprawia, że realnie pieniędzy wcale nie przybyło, a przeciwnie:
jest ich mniej – dodaje z rozgoryczeniem Olszak-Winiarska.
Mariusz Kamieniecki
