Decyzje zapadają błyskawicznie

Z Kazimierzem Marcinkiewiczem, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Warszawy, rozmawia Małgorzata Goss

Panie Prezydencie, dzień warszawiaka rozpoczyna się niezmiennie od stania w porannym korku. Warszawa jest zatkana. Jak Pan chce odblokować miasto?
– Po pierwsze – obwodnica. To sprawa dla Warszawy absolutnie podstawowa. Obwodnica musi biec poza Warszawą i naszym zadaniem jest – wspólnie z rządem – taką decyzję wypracować, podjąć i zrealizować.

Poza Warszawą? Chcę się upewnić, gdyż dotąd nikt nie chciał tego wziąć poważnie pod uwagę…
– Zdecydowanie tak. Przedstawiłem ministrowi transportu przebieg trasy A2, tak by omijała ona aglomerację warszawską, od Strykowa do Siedlec. Sięgnęliśmy do projektów, które istniały już wcześniej, tylko były pomijane, i nieco je poprawiliśmy.

Z tego wynika, że np. mieszkańcy Ursynowa mogą spać spokojnie? Ruch tranzytowy tędy nie pobiegnie?
– Zostanie wyprowadzony poza aglomerację. To jest zupełnie podstawowy, powiedziałbym – zerowy warunek, jeśli chodzi o rozwiązanie problemu komunikacji warszawskiej.
Cała stołeczna komunikacja, czyli drogi, metro, trzy ringi, trasy wylotowe z miasta, szybka kolej miejska ściśle współpracująca z pozostałymi kolejami – wszystko to będzie rozwijane równolegle. Na przyszły rok przygotowaliśmy ponad miliard złotych na drogi, a przypomnę, że cały tegoroczny budżet miasta to 8 miliardów złotych. To będą prace na wielką skalę! Oczywiście trzeba to tak przygotować od strony logistycznej, aby wskutek budów i remontów Warszawa się nie zatkała. Trzecia sprawa to komunikacja publiczna. Musi być tania (nie przewiduję wzrostu cen biletów), musi być jeden bilet dla całej aglomeracji warszawskiej, i musi być większy komfort jazdy – dlatego planujemy zakup nowych tramwajów i autobusów. Widzę także konieczność budowy węzłów komunikacyjnych na krańcach Warszawy, gdzie ludzie mogliby zostawić samochody, przesiąść się do pojazdów komunikacji miejskiej i na tym samym bilecie dojechać do każdego punktu w mieście – tanio, szybko i wygodnie. Wreszcie czwarty element – to nowa organizacja ruchu w Warszawie. Dzisiaj jest on źle zorganizowany, kierowcy wpadają często w czerwoną falę, bez względu na prędkość, z jaką jadą. Musimy spowodować większą płynność ruchu, lepszą synchronizację świateł. Czasem wymaga to innego ułożenia znaków, strzałki skrętu w lewo, drobnych inwestycji drogowych, które zwiększą przepustowość trasy, np. gdy zjazdy do skrętu są zbyt krótkie i oczekujące samochody blokują główny pas ruchu. Chciałbym sięgnąć do najlepszych doświadczeń berlińskich czy londyńskich, by wzorem innych stolic europejskich wprowadzić w Warszawie nowoczesne metody organizacji ruchu. No i oczywiście – mosty. Przetarg na most Północny został już ogłoszony. W przyszłym tygodniu zostanie ogłoszony przetarg na most Krasińskiego. Decyzje zapadają błyskawicznie. Wiele jest do zrobienia, ale przede wszystkim trzeba patrzeć całościowo.

To zadam konkretne pytanie: Piaseczno pod Warszawą bardzo się rozbudowuje. Warszawa też rozrasta się w tamtym kierunku. Masa ludzi dojeżdża do stolicy do pracy. Tymczasem komunikacja publiczna między Warszawą a Piasecznem jest fatalna – trolejbus zlikwidowany, autobusów za mało, ani tramwaju, ani nadziei na metro, droga zakorkowana… Ludzie nie mogą się ani wydostać, ani wrócić. Takich wąskich gardeł jest więcej na styku Warszawy i sąsiednich gmin.
– Czynię starania, aby Warszawa utworzyła wraz z gminami ościennymi jeden organizm – metropolię warszawską. Bez powołania unii metropolitalnej byłoby nam trudno podejmować wspólne działania z sąsiednimi samorządami. Jeśli stworzymy taką płaszczyznę współpracy – dużo łatwiej będzie rozwiązywać problemy występujące na styku, np. dogadywać się w sprawie finansowania wspólnych inwestycji, organizacji komunikacji itp.

A sprawa parkowania w mieście? Po powrocie z wakacji warszawiacy zastali opalikowane kolejne ulice – te, na których kiedyś stały parkomaty. Czy estetyka – gazony z kwiatami, szerokie trotuary – jest ważniejsza od samych mieszkańców, pragnących szybko załatwić sprawy w urzędach?
– Oczywiście miejsc parkingowych musi przybywać, także w centrum Warszawy, ale ze względu na bezpieczeństwo lub przepustowość dróg niektóre miejsca parkowania trzeba było ograniczyć. Zamiast nich powstaną inne. Dobrym rozwiązaniem byłoby przyjęcie założenia, że wszystkie budynki, które będą powstawały, muszą mieć parkingi podziemne. Jeśli wprowadzimy taką zasadę, miejsc do parkowania będzie przybywać.

Ścieżki rowerowe… Wielu uczniów chciałoby dojeżdżać do szkół na rowerach, ale w porannym ruchu bywa to niebezpieczne. Tymczasem na Zachodzie ten rodzaj przemieszczania się jest bardzo popularny, nie tylko wśród nastolatków.
– Myślę o trzech sprawach. Pierwsza jest oczywista – wszystkie budowane i remontowane drogi będą zawierały ścieżki rowerowe. W ten sposób co roku w Warszawie będzie przybywało około 100 km tras. Druga kwestia to sprawa pozamykania obwodów istniejących już ścieżek rowerowych, aby nie biegły donikąd. Przez całą jesień prowadziliśmy prace, aby miały sensowny przebieg. Trzeci element to zmiana organizacji ruchu w Warszawie, co jest bardzo trudne, ponieważ miejscy urzędnicy nie chcą takich rozwiązań jak w Trójmieście i innych miastach Polski – gdzie ruch rowerowy jest puszczony specjalnie wytyczonymi pasami na drogach miejskich. Wydaje się jednak, że tego rodzaju rozwiązania musimy w Warszawie zastosować.

Pańskim konikiem jest sport. Biega Pan w maratonie, jeździ na nartach, gra w kosza, no i obiecuje Pan uczynić Warszawę stolicą sportu. Należałoby chyba zacząć od stadionu narodowego, bo jak dotąd słowo „stadion” warszawiakom wcale nie ze sportem się kojarzy…
– Stadion musi być wybudowany przez rząd z udziałem miasta – miliard złotych z budżetu państwa, kolejne 240 milionów z budżetu Warszawy. Warszawa zrobi wszystko, aby ten kompleks powstał w ciągu 4-5 lat, na miejscu Stadionu X-lecia, czyli popularnego Jarmarku Europa. Już prowadzimy rozmowy z kupcami; przygotowujemy dla nich bardzo interesujące oferty przeprowadzki w inne miejsca. Będziemy w tej sprawie współpracowali z rządem. Trochę niepokoi mnie to, że pozostali kandydaci do fotela prezydenta stolicy uważają, iż wkład finansowy miasta w tę inwestycję jest niepotrzebny. Otóż nie można zapominać, że kompleks stadionu narodowego będzie się mieścił w Warszawie i w ogromnej mierze posłuży miastu i jego promocji. Dlatego wydatkowanie takich środków jest zasadne.

Basen, rozbudowa stadionu Legii, uruchomienie Górki Szczęśliwickiej… Pięknie, ale chciałam zapytać, co miasto ma zamiar zrobić, aby uprawianie sportu było bardziej dostępne. Komercjalizacja usług w tym zakresie spowodowała, że rodziców często nie stać na sponsorowanie zajęć sportowych dzieci.
– Podjęliśmy już pewne środki zaradcze. Szkolenia dzieci i młodzieży w zakresie niektórych dyscyplin sportowych będą miały kształt piramidy, tzn. na samym dole, w najmłodszej grupie wiekowej, będą powszechne, a potem stopniowo, poprzez eliminacje, będą się zawężać, aby na szczycie wyłowić prawdziwe talenty. Na tych zasadach organizujemy obecnie, wspólnie z Legią, akademię piłkarską. Projekt współfinansują miasto, Klub Piłkarski Legia Warszawa i minister sportu. W podobny sposób chcemy ułożyć szkolenie w innych dyscyplinach – w siatkówce, koszykówce męskiej i żeńskiej, w pływaniu. Planujemy też wykorzystanie szkół. Chcemy je otworzyć…

Miło, że Pan to dostrzega. Dziś młodzież przegania się po lekcjach z boisk szkolnych, bo nie ma jej kto przypilnować, zorganizować zajęć sportowych. Zamiast tego dochodzi na boiskach do chuligańskich wybryków.
– Muszą nastąpić takie zmiany w kierowaniu środków na tzw. zajęcia pozalekcyjne, aby nauczyciele, instruktorzy, sportowcy mogli otrzymywać gratyfikację finansową za prowadzenie zajęć na boiskach, aby to życie w dzielnicach, w szkołach toczyło się także po lekcjach. Całą infrastrukturę szkolną chcemy uruchomić dla ludzi – np. baseny, które są dzisiaj raczej puste. Chcemy wprowadzić tzw. bilet rodzinny, żeby miasto sponsorowało rodzinne wyprawy na basen. Żeby mama i tata mogli popływać razem z dziećmi i by było ich na to stać.

Warszawie przydałaby się duża sala do organizacji imprez masowych. Dziś wielkie koncerty, widowiska odbywają się często pod chmurką.
– Powstanie hala widowiskowo-sportowa na 5-6 tys. widzów, realizowana przez miasto wspólnie z Politechniką Warszawską, w której będzie można organizować także imprezy kulturalne. Planujemy też centrum konferencyjno-wystawiennicze na 6-8 tys. osób w okolicach Okęcia. Jeszcze większe imprezy – na 15 tys. widzów – będą mogły się odbywać w hali widowiskowo-sportowej na Stadionie X-lecia. Stadion Legii z nowymi trybunami i nowym zadaszeniem będzie mógł pomieścić 32 tys. widzów, a w wypadku organizacji koncertu – jeszcze więcej.

Zniknie Jarmark Europa… Co Pan oferuje kupcom w zamian?
– Chcemy go przenieść w połowie przyszłego roku. Proponowałem dotąd trzy inne miejsca, a może nawet zaproponuję czwarte. W powstałym nowym obiekcie sportowym powinno trochę handlu pozostać i kupcy ze Stadionu powinni mieć szansę na przedłożenie swojej oferty. Sam bazar będzie przeniesiony w inne miejsce na Pradze, równie rozległe jak dotychczasowe. Jest propozycja, by poszukiwać też miejsca na „warszawskie China-town”, gdzie przeniesiono by kupców zagranicznych, zwłaszcza z Azji. Pojawiła się jeszcze czwarta propozycja – zaproszenie dla kupców ze Stadionu przekazały Bazar Różyckiego i Targowisko przy Hali Banacha. Jest tam sporo wolnej przestrzeni, aby mogli się przenieść.

Czy targowiska pozostaną w pejzażu miasta? Był Pan z kurtuazyjną wizytą przedwyborczą na targowisku przy Powsińskiej, ale już na innym bazarku – przy Puławskiej na rogu Wałbrzyskiej – co kilka dni strażnicy miejscy przeganiają handlujących, którzy rozkładają towar na ulicy, gdyż część bazaru zajął nowo wybudowany blok. A na tym akurat skrzyżowaniu handlowano niemal od zawsze. To jest zaczarowane miejsce, do którego uliczni handlarze zawsze będą wracać; jeśli nie ci, to następni…
– Wszystkie bazary w Warszawie są ważne. Trzeba im stworzyć warunki formalno-prawne, aby się mogły rozwijać. Ale porządek musi być zachowany. Dobry zarząd, najlepiej nie w rękach miasta. Niskie koszty, aby utrzymać niskie ceny. Do każdego targowiska trzeba podchodzić indywidualnie i przedstawić wieloletnią propozycję rozwoju. Przedstawiłem swoje propozycje i w efekcie np. kupcy z placu Defilad będą budowali swój dom towarowy. Cieszę się z tego i ich wspieram. Wejdą na wyższy poziom w hierarchii handlu. Z kolei na Sadybie umowa z deweloperem przewiduje, że kupcy zajmą parter budowanego budynku.

Zapowiada Pan odwrócenie Warszawy twarzą w kierunku Wisły, wykorzystanie terenów nadrzecznych. Na czym ten projekt będzie polegał? To tereny przepiękne, ale częściowo zalewowe.
– W niektórych fragmentach nabrzeża chciałbym zorganizować parki widokowo-krajobrazowe, ze ścieżkami rowerowymi, spacerowymi, przestrzenią do aktywnego wypoczynku. Miejscami można zejść z inwestycjami do Wisły – takim pierwszym terenem powinien być pas pomiędzy mostem Poniatowskiego a mostem Śląsko-Dąbrowskim, gdzie wkrótce rozpocznie się budowa Centrum Nauki „Kopernik”, wraz z organizacją otoczenia, parkami dla celów edukacyjno-sportowych. Chciałbym w to miejsce zaprosić inwestorów prywatnych. Są wstępne propozycje budowy oceanarium, parku rozrywki, będą oczywiście kawiarenki, pizzerie, puby, lodziarnie. Dalej, od Zamku Królewskiego po Cytadelę, musimy zagospodarować teren w sposób elegancki. Zastanawiamy się, jak zejść w kierunku Wisły z zabudową. Na pewno ważnym fragmentem projektu będzie most – kładka między Starówką a warszawskim zoo, która sprawi, że te dwa lubiane przez warszawiaków miejsca zbliżą się tak, by w ciągu 10 minut można było odbyć spacer z jednego na drugie.

Poszerzenie centrum i funkcjonalne połączenie poszczególnych jego części powinny zintegrować Warszawę. Na razie jest to miasto, które cierpi na dezintegrację. Brakuje takiego miejsca, gdzie „każdego można spotkać”.
– To prawda, Warszawa jest zdezintegrowana, nie ma swojego centrum, nie mają też centrów dzielnice, i to musimy nadrobić.

Miło jest opowiadać, że zbudujemy to czy tamto, ale czy wystarczy pieniędzy? Czy te obietnice choć w przybliżeniu się bilansują?
– Na szczęście pieniędzy w Warszawie nie brakuje. Sytuacja finansowa jest dobra, możemy sporo środków własnych przeznaczyć na inwestycje, budżet rośnie – prawie o 900 milionów zwiększy się w przyszłym roku. Do tego dochodzą środki z budżetu państwa – chcemy, by państwo wspierało rozwój stolicy nie tylko przez takie inwestycje jak trzeci ring, stadion narodowy, ale i metro. Wreszcie – są środki z Unii Europejskiej. I Warszawa musi z nich skorzystać.

Nie każda inwestycja ma sens. Urocze miejsca na skarpie wiślanej na Mokotowie zajęto pod ogromne apartamentowce, które ani nie wyglądają tu ładnie, ani nie stoją bezpiecznie z uwagi na możliwość osuwania się gruntu. Bywa, że wartościowe działki inwestorzy wykorzystują w sposób bezsensowny. Może miasto nie powinno tak chętnie wyzbywać się najlepszych lokalizacji?
– Takich błędów nie będziemy popełniać. Inwestycji będzie dużo, zarówno publicznych, jak i prywatnych, wiele terenów miejskich, Skarbu Państwa, kolejowych trafi pod zabudowę, ale zadbamy, aby odbywało się to na podstawie planu zagospodarowania przestrzennego, którego dotąd nie było. W październiku uchwaliliśmy studium zagospodarowania przestrzennego, teraz więc będzie dużo łatwiej. Biuro Architekta Miasta ma za zadanie jak najszybciej przygotować projekt planu.

W kampanii wyborczej koncyliacyjnie traktuje Pan swoich rywali do fotela prezydenckiego, zwłaszcza panią Hannę Gronkiewicz-Waltz, kandydatkę Platformy. Tylko czy te ukłony, chęć współpracy nie staną się zaproszeniem pod adresem „układu warszawskiego”, który robił własne interesy kosztem Warszawy?
– Prezydent będzie musiał współpracować z Radą Warszawy, a Rada będzie się składała z radnych różnych opcji politycznych. Dla dobra Warszawy jestem w stanie współpracować ze wszystkimi. Zależy mi na tym, by wszelkie projekty, przedsięwzięcia były jak najszybciej uchwalone. Natomiast przejrzystość procedur, wprowadzenie do internetu wszelkich przetargów, konkursów, informacji – to wszystko spowoduje, że nie tylko „układ warszawski”, ale i żaden inny „układ” nie będzie miał do Warszawy dostępu. Nie ukrywam, że liczę też na dobrą współpracę z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym.

Ma Pan swoje ulubione miejsce w Warszawie?
– Jeśli chodzi o wypoczynek, to Łazienki są wprost kapitalne, nie ma drugiego takiego parku na świecie! Często tam zachodzę. Co ciekawe, zauważyłem, że w tym miejscu szczególnie łatwo spotkać życzliwość ludzi. Ale lubię także inne miejsca, na przykład Chmielną, Złotą i inne uliczki Centrum.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj