Dary serca dla powodzian

Sytuacja zalanej przez powódź prawobrzeżnej części Sandomierza
stabilizuje się, lecz mieszkańcy nadal zmagają się ze skutkami powodzi. Woda
powoli opada, ale domy pozostają zalane na wysokość od jednego do dwóch metrów.
Nie wszyscy zdecydowali się opuścić swoje domostwa; pilnują majątku, bo boją się
szabrowników. Za pomocą łodzi i dwóch amfibii stale dostarczana jest im woda,
żywność oraz artykuły higieniczne. W miejscach, gdzie zagrożenie już minęło,
mieszkańcy próbują usuwać szlam ze swoich posesji, brakuje im jednak narzędzi,
łopat, szczotek, obuwia gumowego, środków dezynfekcyjnych, ręczników. Potrzebne
są leki, szczepionki, środki opatrunkowe.

Poszkodowani mieszkańcy Sandomierza narzekają, że muszą o wszystko prosić i
odsyłani są nierzadko od urzędu do urzędu, a na to czasu nie mają, ponieważ
wielu z nich musi pilnować ocalałego dobytku. Ponad 200 osób przebywa jeszcze w
okolicznych szkołach, internatach i noclegowniach. Ludzie są załamani
kataklizmem, ale nie tracą nadziei. Wierzą, że i tym razem uda się im stanąć na
nogi, tak jak było to po powodziach w latach 1997 i 2001.
Z pomocą dla
powodzian od pierwszych chwil spieszy Caritas Diecezji Sandomierskiej. Ksiądz
Bogusław Pitucha, jej dyrektor, mówi: – Pierwszy etap to udzielanie pomocy
doraźnej: posiłki, noclegi, przydzielanie środków czystości, wody. Potem
chcielibyśmy pomóc w oczyszczaniu mieszkań, sprzątaniu. To nie jest jednak
łatwe: 1,5 m wody w Wielowsi, zalana Trześń, Sokolniki, nie możemy tam dojechać.
Niektóre domy uległy znacznemu zniszczeniu, dlatego potrzebny jest odpowiedni
sprzęt, narzędzia, łopaty, ale także mopy, wiadra. Jeśli zaistnieją ku temu
warunki, 120 wolontariuszy z Gdańska i Białegostoku od poniedziałku do środy
skierowanych zostanie do pomocy ludziom starszym, chorym i
niepełnosprawnym.
To wzruszające, że ludzie dzielą się tym, co mają, a nie
tym, co im zbywa. Powodzian odwiedzają sandomierscy księża biskupi – ks. bp
Krzysztof Nitkiewicz i ks. bp Edward Frankowski przyjeżdżają codziennie do
mieszkańców, przywożą dary, wspierają poszkodowanych. Na apel ordynariusza
sandomierskiego do miejscowej Caritas cały czas napływa pomoc dla powodzian.
Dary przywożą firmy i osoby indywidualne z całej Polski. Pomagają siostrzane
Caritas z innych diecezji.

Pracują bezinteresownie
Część ewakuowanych powodzian,
którzy czasowo przebywali w szkołach podstawowych nr 1 i 4 w Sandomierzu,
trafiła do internatu Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Ziemi
Sandomierskiej w Sandomierzu-Mokoszynie. Pomaga im wielu ludzi o dobrych
sercach. Wśród nich pan Marcin Wiciński, policjant z Warszawy. Był na urlopie,
gdy dowiedział się, że woda zalała domy jego bliskich. Od razu wśród rodziny i
znajomych zorganizował zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy dla powodzian: kołder,
ubrań, obuwia, i własnym samochodem zawiózł je do Sandomierza-Mokoszyna. Do
pomocy włączył też swojego kolegę, który ma duży, 4-tonowy samochód i
bezinteresownie współpracuje przy dostarczaniu darów. Pan Marcin często jednak
nie czeka na transport, tylko za własne pieniądze kupuje powodzianom potrzebne
rzeczy, np. buty.
– Widziałem kobietę, która w ręku trzymała czarny worek z
naklejoną karteczką z imieniem i nazwiskiem. Miała w nim tylko trochę ubrań,
jakieś rzeczy osobiste. To był cały jej majątek – mówi wyraźnie poruszony. To
nie jedyny dramat tych ludzi. Część z nich bowiem, uciekając przed wodą, nie
zdążyła nawet zabrać ze sobą dowodu osobistego, a ten jest dzisiaj przepustką do
zalanych domów.
Do internatu w Sandomierzu-Mokoszynie trafiło do tej pory ok.
150 osób, którym woda zabrała dobytek. Jak zaznacza jego kierowniczka, pani
Grażyna Podczasi, ciągle dowożeni są nowi ludzie, którzy potrzebują często nie
tylko dachu nad głową, ale również pomocy psychologów. Dla poszkodowanych
organizuje w tej chwili pomoc urząd miasta, potrzebne są: pościel, kołdry,
poduszki, dzbanki, termosy, a przede wszystkim czajniki bezprzewodowe.

Nie zostaną sami
Nikt nie chciał uwierzyć, że zbliża się
taka woda. Ludzie ociągali się z ewakuacją, bo bali się opuścić domy z obawy
przed grabieżą. A potem patrzyli, jak w ciągu paru minut przepada dorobek całego
ich życia.
– Szacuje się, że zalanych zostało 820 budynków, ponad 40 km
kanalizacji, 400 przydomowych pompowni – mówi wiceburmistrz Sandomierza Marek
Bronkowski. Tak poważne straty rodzą obawę, czy miasto poradzi sobie z kosztami.
Gdy woda zejdzie, grupa 50 osób będzie pomagać właścicielom domów w usuwaniu
zalegających rzeczy w budynku i na terenie posesji.
Jak informuje Tadeusz
Franczak, przewodniczący rady miasta, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w
Sandomierzu od trzech dni udziela finansowej pomocy w kwocie do 6 tysięcy
wszystkim rodzinom poszkodowanym przez powódź. Na większą pomoc będzie można
liczyć, gdy po obniżeniu poziomu wody służby będą mogły ocenić wielkość strat.
Zalane są dwie szkoły, ale jak już wiadomo, władze Białegostoku podjęły uchwałę
o odnowieniu na własny koszt Szkoły Podstawowej nr 3, a Kielce deklarują remont
Gimnazjum nr 2. Sandomierscy radni chcą powołać specjalną komisję doraźną do
spraw powodziowych w celu skutecznego koordynowania środkami pomocowymi dla
poszkodowanych, niesienia pomocy przedsiębiorcom, których firmy ucierpiały
podczas powodzi. W specjalnym mobilnym biurze PZU POMOC poszkodowani mogą
zgłaszać straty, dokonać całkowitego bądź częściowego rozliczenia i otrzymać
pomoc w zabezpieczeniu mienia.

Alicja Trześniowska
Współpraca Piotr
Czartoryski-Sziler

drukuj