Daleki Wschód buduje taniej
Z kapitanem żeglugi wielkiej Zbigniewem Sulatyckim ze Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. E. Kwiatkowskiego, rozmawia Paweł Tunia
Kraje starej UE potrafią skutecznie chronić swoje interesy. Rządowi Donalda Tuska jakby na tym nie zależało?
– Ostatnio rząd niemiecki wsparł stocznie tym, że zaczął pomagać armatorom i zachęca ich, aby zamawiali statki w stoczniach niemieckich. To samo dotyczy Dalekiego Wschodu. Trudno sobie wyobrazić, aby Chińczycy budowali dla siebie statki w Korei czy Japonii, nie mówiąc już o Europie.
A państwowe przedsiębiorstwo PŻM kupuje statki nie w Polsce, tylko w Chinach, tłumacząc, że tam jest taniej.
– Statki proste, czyli masowce, a takie ma PŻM, są produkowane w stoczniach Dalekiego Wschodu, głównie w Chinach, około 30 procent taniej niż w Europie. Wynika to z pewnego mechanizmu, na który wpadli pierwsi chyba Koreańczycy, dochodząc do wniosku, że stocznie same z siebie nie dają zysku, a dobrze jest, jeśli wychodzą na lekkim minusie. Ale cały przemysł okrętowy, a więc wszystko to, co jest wykorzystywane do produkcji statków, daje olbrzymie pieniądze. Stocznia jest tylko montownią części. I dlatego zastosowali tzw. zysk ciągniony. Polega to na tym, że np. ktoś robi silnik i musi ten silnik przekazać do stoczni po własnych kosztach, nie wolno narzucać żadnych kosztów dodatkowych. Tak muszą postępować wszyscy producenci części po kolei. A cały wypracowany zysk z produkcji statku jest równomiernie dzielony na wszystkie zakłady biorące udział w produkcji. I to spowodowało, że Daleki Wschód buduje statki około 30 procent taniej. Do tego trzeba dodać, szczególnie jeśli chodzi o Chiny, tanią siłę roboczą, ale to się zmienia.
Nie można wprowadzić podobnych mechanizmów w Polsce?
– Niestety, w Polsce wiele rozwiązań związanych z produkcją statków, i nie tylko, przyjęło niekorzystny z punktu widzenia polskiej gospodarki obrót. Huta Częstochowa produkująca blachę została sprzedana, wiele innych zakładów zostało polikwidowanych. Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielskiego nie mają komu sprzedawać silników i nie wiadomo, co z nimi będzie. Przemysł stoczniowy, jeden z mocniejszych filarów polskiej gospodarki, jest właściwie zniszczony. Poza tym mechanizm zysku ciągnionego dotyczy tylko statków o prostej konstrukcji, masowców, natomiast statków bardziej specjalistycznych, jak gazowce, tankowce czy inne specjalnego przeznaczenia, to nie dotyczy. Dlatego tamte kraje produkują po tak konkurencyjnych cenach głównie statki o prostej konstrukcji.
Dziękuję za rozmowę.
