Czym lata kanclerz Merkel

Na radykalną odnowę floty rządowej Niemcy wyłożyły 650 mln
euro

Podpułkownik Holger Neumann, specjalista do spraw lotnictwa z
niemieckiego ministerstwa obrony, dowodzi, że z ekonomicznego punktu widzenia
nie opłaca się modernizacja wysłużonych samolotów, bo znacznie oszczędniej jest
po prostu kupić nowe maszyny. Tyle teoria. W Niemczech dopiero coraz częstsze
przypadki awarii rządowych maszyn wymusiły na rządzących podjęcie odpowiednich
decyzji o zakupie nowych samolotów.

Zarówno kanclerz Angela Merkel, jak i jej ministrowie jeszcze do kwietnia
tego roku latali wysłużonymi i przestarzałymi dwudziestoletnimi samolotami.
Dopiero trzy tygodnie temu, 31 marca, piloci z Luftwaffe odebrali w Hamburgu
nowego airbusa A319 dla pani kanclerz i najważniejszych osób w państwie.
Dodatkowo flota rządowa będzie do 2012 roku uzupełniona o kolejnego airbusa tej
samej klasy, dwa duże airbusy A340-300 oraz cztery nowe średniodystansowe
maszyny typu Bombardier Globar 5000.
Do tej pory najwyżsi urzędnicy państwowi
latali niekiedy ćwierćwiekowymi samolotami pamiętającymi jeszcze czasy NRD. Tak
było w przypadku dwóch słynnych rządowych airbusów A310 o nazwie „Konrad
Adenauer” i „Theodor Heuss”, które wyprodukowane zostały w 1987 roku, a na
początku lat 90. przejęto je jako pozostałość po rządowej flocie Niemieckiej
Republiki Demokratycznej.
Pozostała część niemieckiej floty rządowej to
cztery (także wysłużone, ponad 20-letnie) challengery. Podobnie jak w Polsce w
Berlinie już od kilku lat mówiło się o konieczności wymiany tzw. VIP-owskich
samolotów, ale zawsze na przeszkodzie stawał brak pieniędzy. Dopiero coraz
częstsze przypadki awarii (mniej lub bardziej poważnych) maszyn należących do
floty rządowej wymusiły na decydentach podjęcie decyzji o zakupie nowych
samolotów.
W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” rzecznik prasowy ministerstwa
obrony ppłk Holger Neumann potwierdził, że rząd Angeli Merkel nabył już nowego
airbusa A319, a do końca tego roku odkupi jeszcze od Lufthansy używanego airbusa
A340, który również dostanie specjalne wyposażenie. Następne dwa airbusy A319 i
A340 zostaną zakupione w przyszłym roku. Neumann podkreślił, że kupno nowych
samolotów spowodowane jest koniecznością i jednocześnie zwykłą ekonomiczną
kalkulacją, bo jego zdaniem, ciągłe remontowanie i doposażanie starych maszyn do
nowoczesnych standardów jest nieopłacalne. Rzecznik niemieckiego MON stwierdził,
że choć dokładne kontrole techniczne i odpowiednie wyposażenie gwarantują
bezpieczeństwo lotu starszymi maszynami, to jednak – jak powtórzył – jest to
nieekonomiczne.
Już w czasach, kiedy szefem niemieckiej dyplomacji był
Joschka Fischer, dochodziło do poważnych awarii maszyn rządowych. Kilkakrotnie
samolot Challenger z Fischerem na pokładzie musiał awaryjnie lądować lub
zawracać na niemieckie lotnisko ze względu na awarie silnika lub podwozia.
Zdarzały się przypadki pęknięcia szyby w samolocie. Pewnego razu w powietrzu
innemu ministrowi spraw zagranicznych, Frankowi-Walterowi Steinmeierowi, w
samolocie samoczynnie otworzyły się drzwi. Coraz częściej zdarzało się, że
ministrowie, a nawet prezydent Niemiec, nie mogli dotrzeć na jakieś uroczystości
lub wrócić do domu, ponieważ samolot po prostu się zepsuł. Przydarzyło się to
także obecnemu prezydentowi Horstowi Koehlerowi, który w 2008 roku z oficjalnej
wizyty w Chinach wracał samolotem liniowym, gdyż rządowa maszyna została
uziemiona. Innym razem skorzystał z samolotu wypożyczonego mu przez prezydenta
Włoch. Także kanclerz Angela Merkel miała częste kłopoty z samolotami i z tego
powodu spóźniała się na spotkania (jak np. na unijny szczyt w ubiegłym roku).
Część planowanych z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem spotkań wręcz odwoływała. O
tak „drobnych” wadach rządowych samolotów jak niedomykające się drzwi kabin,
przetarte wykładziny, zniszczone obicia czy bardzo duży szum podczas lotu nikt
już nawet nie wspomina.

Decyzja zapadła
Po awariach i potwierdzeniu przez
ekspertów, że latanie wysłużonymi airbusami A310 i challengerami staje się po
prostu niebezpieczne, zapadła decyzja o zakupie nowych samolotów. Postanowiono
nabyć dwa airbusy A319, dwa airbusy A340 i cztery maszyny typu Bombardier Globar
5000. – Dopiero nowe samoloty, których zasięg przekracza 7400 km, pozwolą
niemieckiej delegacji rządowej bez międzylądowania dolecieć do Waszyngtonu. Do
tej pory trzeba było po drodze tankować, gdyż stare airbusy A310 mają zasięg
dużo mniejszy – powiedział „Naszemu Dziennikowi” podpułkownik Neumann. Jak
informuje rzecznik federalnego MON, cała inwestycja zamknie się w kwocie około
650 mln euro. Dwa mniejsze airbusy i średniodystansowe maszyny typu Bombardier
Globar 5000 będą kosztowały 430 mln euro, natomiast dwa duże A340 będą zakupione
od Lufthansy i wyposażane w tej firmie za około 200 mln euro. Neumann jeszcze
raz podkreślił, że to opłacalna inwestycja.
Pierwszy samolot dla rządowej
floty, nowy airbus A319, przekazany 31 marca Bundeswehrze, został dodatkowo
wyposażony przez firmę Lufthansa Technik AG w Hamburgu. Ten luksusowy samolot
powstał na bazie A320 i jest podzielony na dwie części: VIP-owską dla 12 osób i
ogólną dla 32 osób towarzyszących. W części VIP-owskiej znajduje się trzyosobowa
rozkładana sofa oraz dwa wygodne fotele. Samolot posiada specjalny system
audiowizualny. Na pokładzie znajdują się biuro, kuchnia, łazienka z prysznicami
i sypialnia. Dodatkowe zbiorniki paliwa umożliwiają bezpośredni lot na przykład
z Berlina do Waszyngtonu. Ponadto niemiecki samolot rządowy został wyposażony w
system przeciwrakietowy.
Sekretarz stanu w ministerstwie obrony Ruediger
Wolff przyznał, że stare samoloty rządowe po pierwsze – przestały być
bezpieczne, a po drugie – przestały być wystarczające także z technicznego
punktu widzenia – ze względu na zbyt mały zasięg i zbyt słabe wyposażenie
techniczne.

Waldemar Maszewski,
Hamburg

drukuj