Czy można manipulować kursami?
Gospodarki rozwijające się muszą rozważyć podjęcie kroków, które zahamują
m.in. niekontrolowany przepływ funduszy, wahania wartości pieniądza oraz
zapobiegną powstawaniu tzw. baniek spekulacyjnych – brzmi stanowisko szefa Banku
Światowego Roberta Zoellicka przed spotkaniem władz tej instytucji z
przedstawicielami Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), które rozpoczęło
się w ten weekend w Waszyngtonie. W tej kwestii nie ma jednak zgody, gdyż
zdaniem MFW takie kroki nie są koniecznie pożądane.
To właśnie różnice pomiędzy dwiema największymi instytucjami kontrolującymi
światowe finanse dotyczące ekonomii w krajach biedniejszych będą przedmiotem
jesiennej sesji MFW, w której udział biorą także przedstawiciele banków
centralnych z całego świata. Władze tych organów będą chciały ocenić, czy w
walce z kryzysem finansowym wobec krajów biedniejszych należy stosować takie
same mechanizmy, jakie przyjęto wobec rozwiniętych gospodarek na całym świecie.
Wśród wielu przywódców krajów zachodnich istnieje obawa, że osłabianie ich
walut, co postuluje Bank Światowy, może doprowadzić do dosłownego wykolejenia
się tamtejszych wyjątkowo niestabilnych gospodarek. Z kolei większość spośród
krajów rozwijających się alarmuje, że obecnie "ultraniskie stopy procentowe" w
bogatych państwach zwiększają masowy napływ funduszy na ich rynki, co powoduje
wzrost ich waluty oraz zawyżanie cen akcji, a także innych aktywów. Szef Banku
Światowego Robert Zoellick stwierdził, że wobec takiej sytuacji wspomniane kraje
powinny podjąć różnorodne działania, aby lepiej kontrolować ten krótkoterminowy,
aczkolwiek nagły napływ kapitału.
Nieco inaczej na sprawę tę zapatruje się Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Przedstawiciel tej organizacji Naoyuki Shinohara twierdzi, że to naturalny
proces, iż pieniądze napływają do gospodarek o dużym potencjale rozwoju, a
politycy nie powinni podejmować działań, które w jakiś sposób powściągną ten
zastrzyk funduszy po to, aby bronić jakichś konkretnych celów walutowych.
Shinohara nie wykluczył okazjonalnych ruchów interwencyjnych, które zagwarantują
równowagę danych rynków. – Jednakże jest to całkowicie niepożądane, aby
interweniować stale tylko po to, aby utrzymać daną walutę na jakimś konkretnym
poziomie – mówił.
To nieporozumienie może być kolej nym znakiem "wojny walutowej", przed którą
ostrzegał szef MFW Dominique Strauss-Kahn. Objawia się ona w jego opinii przede
wszystkim tym, że wysoce rozwinięte, uprzemysłowione kraje chcą utrzymać kursy
swojej waluty na stosunkowo niskim poziomie, aby pomóc borykającym się z
kłopotami eksporterom, a z drugiej strony najbardziej dynamicznie rozwijające
się gospodarki, takie jak Brazylia czy Korea Południowa, zamierzają podjąć lub
już podjęły walkę ze zbyt szybkim napływem kapitału na ich terytoria.
Strauss-Kahn twierdzi, że używanie przez niektóre kraje kursu wymiany walut jako
broni, aby zapewnić zyski swoim eksporterom, może doprowadzić do poważnego
zachwiania na światowych rynkach i zdecydowanie utrudnić wychodzenie globalnej
gospodarki z kryzysu. Przejawem tej wojny może być ostatni spór pomiędzy Stanami
Zjednoczonymi a Chinami odnośnie do kursu chińskiej waluty. Biały Dom uważa, że
w ostatnim czasie Pekin celowo zaniżał wartość juana, aby móc sprzedawać swoje
produkty za granicą po wyższej cenie. W odpowiedzi na taką postawę USA uchwaliły
ustawę, która nakłada dodatkowe cła na artykuły pochodzące z Państwa Środka.
Łukasz Sianożęcki
