Cyfryzacja pod stołem

Z poseł Elżbietą Kruk, byłą szefową Krajowej Rady
Radiofonii i Telewizji, rozmawia Karolina Goździewska

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wszczęła postępowanie o cofnięcie
koncesji wrocławskiej spółce ATM Rozrywka. To pośrednie przyznanie się do błędu
w procesie koncesyjnym na nadawanie cyfrowe drogą naziemną?

– Niewątpliwie. Mam satysfakcję, bo w pewnym sensie Krajowa Rada potwierdziła
zarzuty stawiane m.in. przeze mnie podczas posiedzeń sejmowych co do
postępowania koncesyjnego. Jakie będzie zakończenie postępowania, trudno
powiedzieć – czy koncesja będzie cofnięta, czy też nie.

ATM Rozrywka powinna uzyskać w ogóle koncesję? Decyzja Krajowej Rady
nie była pochopna?

– Uważam, że na wyrost w tym sensie, że koncesji nie powinny dostać podmioty,
które nigdy nie były nadawcami. Nie można w pełni ocenić wniosków, przewidzieć
sposobu realizacji koncesji w perspektywie rynku z udziałem tych podmiotów,
które wcześniej nie nadawały. I to się potwierdza. Jeśli koncesje na nadawanie
cyfrowe dostają podmioty, które koncesję satelitarną otrzymały miesiąc wcześniej
i nigdy nie nadawały, to jest to jakaś gra na omijanie prawa, żeby realizować
niejasne cele. Tak naprawdę cały ten proces był mało transparenty. Pytań mamy
wiele, a odpowiedzi mało.

A może milczenie wynika z personalnych powiązań? Studio A należące
kiedyś do Jana Dworaka, obecnego szefa KRRiT, wchodzi dziś w skład ATM Grupa, do
której należy też ATM Rozrywka.

– Owszem, to rodzi dodatkowe podejrzenia, czy w kwestii wcześniej już
podnoszonej nie ma konfliktu interesów. Pan przewodniczący Jan Dworak tłumaczył
się, że już kilka lat temu sprzedał ATM swoją spółkę producencką, pośrednio, ale
jednak… Przypominam, że są tam też związki personalne. Szef ATM Maciej
Grzywaczewski był szefem Programu 1 TVP, wtedy kiedy Jan Dworak był szefem
Telewizji Polskiej.

Na otwarciu studia ATM we Wrocławiu w październiku 2011 r. gościł
zarówno Jan Dworak, jak i minister kultury Bogdan Zdrojewski.

– To prawda, to jeszcze może pogłębiać podejrzenia w tym zakresie. Myślę, że
powiązania personalne i pośrednie sprzedanie własnej spółki ATM można uznać za
konflikt interesów. Zadziwiające jest, że przewodniczący KRRiT zdecydował się w
takiej sytuacji tej spółce przyznać koncesję.

Czy to niekontrolowana rezygnacja ATM?

– To będzie można ocenić, jak się cała sprawa zakończy. Zostało wszczęte
postępowanie i nie jest przesądzony jego finał. Przypominam, że spółka
publicznie wyrażała wątpliwości, czy będzie realizowała ten projekt. Już w
styczniu br. było wiadomo, że ATM koncesji nie realizuje. Mimo to 17 stycznia
Krajowa Rada utrzymała w mocy decyzję o udzieleniu koncesji ATM, i tej już
kompletnie nie rozumiem. Nie wiem, jakie podstawy znalazła Rada do powtórzenia
decyzji udzielenia koncesji nadawcy, który jej nie realizował. Kilka miesięcy
wcześniej przewodniczący Krajowej Rady był ustawowo zobowiązany do wszczęcia
postępowania o cofnięcie koncesji, które podjął dopiero w ubiegłym tygodniu.

Od kiedy ATM powinna realizować koncesję?

– W koncesji określa się termin, kiedy dana spółka ma rozpocząć nadawanie i
koncesjonariusz jest zobowiązany do nadawania w określonym terminie. Trzykrotnie
pytałam o to na posiedzeniach komisji sejmowych, zanim dowiedzieliśmy się, że
ATM powinna rozpocząć nadawanie satelitarnie w maju ubiegłego roku. W tym
postępowaniu jest wiele bulwersujących spraw. Krajowa Rada lekceważy prawo i
niektóre podmioty traktuje bardzo uznaniowo, w tym ATM.

Ewentualnie tracąc koncesję na nadawanie drogą satelitarną, ATM
straci również koncesję na nadawanie cyfrowe?

– W mojej opinii tak – to jest jedna koncesja. Jeśli prawo do nadawania
naziemnego uzyskali koncesjonariusze drogą rozszerzenia koncesji satelitarnej,
to mamy jedną koncesję – satelitarną i naziemną. Warunkiem uzyskania prawa
nadawania naziemnego była koncesja satelitarna.

Ciekawy jest podział miejsc na multipleksach. Ponad 17 proc. w
kapitale ATM posiada Zygmunt Solorz-Żak, a ATM podjęła ścisłą współpracę z Grupą
Polsat, która ma w sumie pięć miejsc na multipleksach 1 i 2.

– Tutaj mamy jeszcze jeden poważny problem – zobowiązanie Krajowej Rady do
pilnowania pluralizmu na rynku telewizji naziemnej. Wbrew temu koncesję
otrzymuje podmiot medialny związany z korporacją posiadającą już cztery miejsca
na multipleksach naziemnych. Na dodatek przewodniczący Krajowej Rady podpisuje
decyzję, w której poświadcza nieprawdę, że spółka ATM nie ma powiązań
kapitałowych z nadawcami naziemnymi. Przypominam, że art. 6 ust. 1 ustawy o
radiofonii i telewizji stanowi, że Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w
radiu i telewizji, samodzielności dostawców usług medialnych i interesów
odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i
telewizji.

Krajowa Rada jest ponad prawem?

– KRRiT przez długi czas lekceważyła protesty społeczne. Wiele środowisk
apelowało do Krajowej Rady o transparentność procesu cyfryzacji. Helsińska
Fundacja Praw Człowieka uznała, że proces udzielania koncesji na nadawanie
cyfrowe jest nieprzejrzysty. Przewodniczący i członkowie Krajowej Rady nie
odpowiadali na protesty. Trzeba było blisko dwóch miesięcy silnego oporu
społecznego, by KRRiT przyznała się do błędu, wszczynając postępowanie wobec
ATM.

Czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest zobowiązana odpowiadać
na protesty?

– To organ, który zgodnie z Konstytucją RP i ustawą o radiofonii i telewizji
powinien służyć społeczeństwu. Tymczasem słyszeliśmy dziwne wypowiedzi członków
Krajowej Rady, że protesty to nieuprawniony nacisk obywateli. W demokratycznym
państwie społeczeństwo może na różne sposoby upominać się o swoje prawa, a
organy państwa winny pracować na rzecz społeczeństwa. Tutaj mamy ewidentną wolę
społeczną potwierdzoną protestami i podpisami, wolę posiadania takiego programu,
jakim jest Telewizja Trwam. To powinien być istotny argument dla Krajowej Rady.
Przypominam, że Telewizja Trwam to jedyny społeczny i katolicki podmiot, który
aplikował o te częstotliwości, i to powinno być wyróżnienie dla KRRiT na plus
dla tego podmiotu.

KRRiT proponuje Telewizji Trwam, by zadowoliła się nadawaniem drogą
kablową lub satelitarną. Tyle że na 25 proc. obszaru kraju nie można odbierać
programów poprzez talerz satelitarny, a kablówki kosztują ok. 50-100 zł
miesięcznie, na co wielu nie stać…

– To jest manipulowanie opinią publiczną. Nie mówi się, że prawo do nadawania
naziemnego fundamentalnie zmienia możliwość dotarcia nadawcy do widza. W
przypadku nadawania naziemnego dostęp do sygnału telewizyjnego mają wszyscy
obywatele w państwie.

Jakie inne możliwości daje sygnał cyfrowy?

– To przede wszystkim sygnał dostępny dla wszystkich na terenie Polski
bezpośrednio ze zwykłej anteny, ale jednocześnie w odróżnieniu od sygnału
analogowego mamy dzięki cyfryzacji sygnału radiowego zdecydowanie lepszą jakość.
Jest to też sygnał, który umożliwia interaktywność. Są eksperci, którzy
twierdzą, że telewizja cyfrowa naziemna jest i będzie drugą – obok internetu –
bardzo ważną bramą do świata cyfrowego. Mamy więc do czynienia z problemem
znacznie szerszym – nie tylko nadawania, ale też zlikwidowania wykluczenia
cyfrowego, które dziś dotyka nasze społeczeństwo. Mówię o tych, którzy nie mają
dostępu do internetu, satelity czy kabla.

Na jakim jesteśmy etapie? Europa finiszuje z cyfryzacją, a w Polsce
cyfrowa telewizja naziemna dostępna jest dziś na 15 proc. powierzchni kraju.

– Jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie. Komisja Europejska już nas upominała,
że jesteśmy zapóźnieni w procesie cyfryzacji. Brakuje też debaty publicznej w
tym zakresie. Dyskusję rozpoczęto dopiero w związku z odmową Telewizji Trwam
prawa do nadawania naziemnego. Dlatego podkreślam ogromną wagę tej debaty
informującej społeczeństwo, że w ogóle taki proces w Polsce jest prowadzony.
Rząd polski ma zdecydowanie grzech zaniechania, bo nie informuje społeczeństwa o
tym procesie i sposobie jego realizacji. Nie mówiąc o tym, że w większości
państw Europy pewne grupy społeczne uzyskały od państwa pomoc, by mogły się
przystosować do cyfryzacji. Nasze państwo takiej pomocy nie przewiduje. Myślę,
że to może się skończyć katastrofą społeczną. Jeśli dojdzie do wyłączenia
sygnału analogowego, znaczna część społeczeństwa może zostać pozbawiona w ogóle
dostępu do telewizji.

Dlaczego tak opornie idzie wdrażanie nowej technologii?

– KRRiT z dumą mówi, że opiera się naciskom społecznym. Jeszcze raz się z tym
nie zgodzę – to nie naciski, a domaganie się przez społeczeństwo własnych praw.
A z drugiej strony Rada godzi się na innego rodzaju naciski. Najwyraźniej ten
proces w Polsce jest blokowany, prawdopodobnie przez nadawców komercyjnych, bo
cyfryzacja będzie szkodzić ich interesom. Po drugie, jeśli organy państwa chcą
ten proces przeprowadzić w sposób nietransparentny, niejawny, to blokują debatę
publiczną na ten temat.

O jakie interesy chodzi? Ile wart jest rynek telewizji w Polsce?

– Ten rynek wart jest kilkanaście miliardów złotych.

Tyle pieniędzy trafia dziś do kieszeni komercyjnych mediów?

– Nie tylko. Także do mediów publicznych. Chodzi oczywiście o rynek reklamy.

Koncesja na multipleks też kosztuje stacje. Ponad 10 mln w skali 10
lat.

– Nadawanie zawsze kosztuje. Proszę pamiętać, że możliwość nadawania
naziemnego buduje pozycję nadawców na rynku telewizyjnym, zwiększając możliwość
emitowania reklam i zarabiania na tej działalności.

Ciekawa jest informacja, że Cyfrowy Polsat tworzy własny, prywatny
multipleks…

– Częstotliwości radiowe wykorzystywane do nadawania naziemnego, które są
rzadkim dobrem naturalnym każdego kraju, muszą być negocjowane międzynarodowo,
by się nie zakłócały nawzajem. W 2006 r. na konferencji w Genewie Polska
uzgodniła plany częstotliwości dla naziemnych sieci cyfrowej telewizji i
cyfrowego radia, zorganizowane w tzw. multipleksy.
Jeden z tych multipleksów Urząd Komunikacji Elektronicznej postanowił
przeznaczyć na tzw. telewizję mobilną. Dwa lata temu ten multipleks został
sprzedany jednej ze spółek za 15 mln zł na usługi telewizji mobilnej. Podmiot,
który miał uruchomić telewizję mobilną, nie odniósł sukcesu i jesienią ub.r.
Polsat odkupił ten multipleks za prawie 30 mln złotych. To pokazuje, jak można w
sposób nieprawidłowy realizować proces cyfryzacji telewizji naziemnej, jeśli
jest nietransparentny i niejawny. W przypadku Telewizji Trwam chodzi o jedno
miejsce na multipleksie, a tu cały multipleks – siedem czy osiem takich miejsc,
idzie sobie, ot tak, w prywatne ręce bez żadnego konkursu i organy państwa nie
reagują.

A co z podziałem pozostałych dwóch multipleksów

– Tego nie wiemy. Problem w tym, że nie ma w Polsce strategii cyfryzacji. Nie
wiemy, do jakiego celu dążymy, jaki będzie ostateczny kształt rynku. Dziś w
ustawie cyfryzacyjnej opisany jest jedynie proces przejściowy, czyli moment
jednoczesnego nadawania analogowego i cyfrowego. W związku z tym pojawiają się
różne pomysły UKE i KRRiT. Słyszymy, że może będzie to płatna usługa
telewizyjna. W innych państwach rządy opisały ten proces łącznie z jego celem
bądź w strategiach, bądź w ustawach cyfryzacyjnych.

Minister administracji i cyfryzacji Michał Boni też nic w tym
zakresie nie robi?

– Pytaliśmy ministra Michała Boniego, ale to jest jego nowa kompetencja i nie
miał szczegółowej wiedzy na temat procesu cyfryzacji. W przyszłym tygodniu
będziemy rozmawiać o tym z ministrem Bonim na komisjach sejmowych.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj