Coraz mniej chrześcijan w Ziemi Świętej

Z ks. abp. Fouadem Twalem, łacińskim patriarchą Jerozolimy, rozmawia
Małgorzata Bochenek

Wasza Błogosławioność, z jakimi obecnie najważniejszymi problemami każdego
dnia muszą zmierzyć się chrześcijanie w Ziemi Świętej?

– Są dwa główne problemy. Pierwszy to kwestia pokoju, a drugi z tym związany to
emigracja chrześcijan z tamtych terenów. Od sześćdziesięciu lat w Ziemi Świętej
jest nieustanny konflikt, panuje przemoc. Wszystkie środki dotychczas
wykorzystane nie przyniosły oczekiwanego skutku. Wniosek z tego, że były one
nieodpowiednie lub też nie takie, jakich należało użyć. Kwestia pokoju w Ziemi
Świętej pozostaje wciąż palącym problemem. Długi czas konfliktu spowodował, że
całe generacje – młodzi Arabowie, Palestyńczycy, Żydzi – urodziły się w
atmosferze pełnej napięć i wrogości. Rodzi się zasadnicze pytanie: jakie
pokolenie wyrośnie? Czy ta generacja będzie zdolna do pokoju? Jaka będzie
przyszłość?

Gdzie panuje najcięższa sytuacja?
– Na Zachodnim Brzegu zawsze są turyści, pielgrzymi, dlatego też tamtejsi
mieszkańcy mają środki do życia. Tragiczna sytuacja jest w Strefie Gazy, która
pozostaje oblężona, jest otoczona ze wszystkich stron wojskiem izraelskim.
Owszem, wiadomo, że w Gazie władza jest w rękach radykalnego Hamasu, ale Strefa
Gazy to półtora miliona mieszkańców, wśród nich jest wiele dzieci, kobiet, które
niewiele mają wspólnego z radykalizmem, wojną, konfliktem, a cierpią z tego
powodu.

Co pozostaje, jeśli zawodzi dyplomacja?
– Ostatnie spotkanie przywódców bliskowschodnich i obecność na nim
przedstawicieli Palestyny, Izraela, ale też króla Jordanii, prezydenta
egipskiego, to wydarzenie, które napełnia nadzieją i ufnością, że pokój jest
możliwy. Oczywiście konieczna jest modlitwa, by Ziemia Święta nie była już
ziemią wojny, ale Ziemią Świętą, by Jerozolima była miastem pokoju.

Jak sobie radzi Kościół jerozolimski?
– Sytuacja jest dramatyczna, i to także ze względu na emigracje chrześcijan.
Chcę zaznaczyć, że sytuacja jest dramatyczna nie tylko wśród chrześcijan, ale
także wśród Arabów, muzułmanów. Jednak faktycznie to chrześcijanie są coraz
mniejszą mniejszością. Dzisiaj w Jerozolimie jest tylko 10 tys. chrześcijan, a
245 tys. muzułmanów i 450 tys. żydów. Życie jest bardzo skomplikowane. Mur z
punktem kontrolnym powoduje, że rodziny są odseparowane, rozdzielone, nie mogą
się odwiedzać. Jedyna rzecz, o jaką proszą, to normalność.
Wielki żal, gorycz wzbudza fakt, że pielgrzymi, turyści czy to z Polski, czy z
Japonii, z różnych zakątków świata, z łatwością mogą nawiedzić miejsca święte,
natomiast tamtejsi chrześcijanie tego zrobić nie mogą, to jest dla nich
niemożliwe. Kościół jerozolimski słusznie jest nazywany Kościołem-Matką, ale
jest też Kościołem Kalwarii, Kościołem cierpienia, z drugiej strony pozostaje
także Kościołem nadziei. Ufam, że kiedyś Kościół jerozolimski będzie też
Kościołem zmartwychwstania.

Czy zatem Ziemia Święta jest bezpieczna dla pielgrzymów?
– Wszyscy sobie życzą w Ziemi Świętej, bez względu na to, czy są to muzułmanie,
czy żydzi, by przybywało jak najwięcej pielgrzymów. Pielgrzymi są zawsze
bezpieczni, nie są bezpieczni miejscowi chrześcijanie. Sanktuaria są enklawami,
pielgrzymi poruszają się po utartych szlakach. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa
dla pielgrzymów i wszyscy na nich czekają bez względu na to, jakiej są religii.

A jakie nadzieje wiąże Wasza Błogosławioność ze zbliżającym się Synodem
Kościołów Wschodnich w Watykanie?

– Idea synodu dla całego Bliskiego Wschodu zrodziła się z inicjatywy Papieża
Benedykta XVI po jego pielgrzymce do Ziemi Świętej. Ojciec Święty dostrzegł z
jednej strony podział Kościołów na Bliskim Wschodzie, a z drugiej konflikt,
który ma wpływ na taką sytuację. Z tego względu jest to synod wszystkich
Kościołów, wszystkich wspólnot i też wielu innych krajów, bo konflikt dotyczy
również Libanu czy Iraku. Celem synodu jest zainteresowanie świata sytuacją
chrześcijan w Ziemi Świętej i podjęcie współpracy. I na to mamy nadzieję.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj