Co partia dla ciebie zrobi?

Z Januszem Piechocińskim, posłem PSL, rozmawia Marcin
Austyn

Jak ocenia Pan spór pomiędzy Januszem Palikotem a Grzegorzem Schetyną
o to, kto jest winny słabej frekwencji w prawyborach w Platformie
Obywatelskiej?

– Dziwne jest to, że Janusz Palikot podejmując temat
niskiej frekwencji, potwierdza to, co na zewnątrz Platformy mówią obserwatorzy i
krytycy. W efekcie cały ten imponujący spektakl PR-owski pt. „prawybory”, ta
wielka beczka miodu została skażona wirusem. Jeżeli było tak dobrze, jeżeli dały
się uwieść media, konkurencja polityczna, i przez miesiąc temat prawyborów
gościł w debacie publicznej, to dlaczego nie żyli tą sprawą ludzie PO? Czy
dlatego, że są to „martwe dusze”? Czy dlatego, że nie wierzyli w ten spektakl? A
może dlatego, że przyszli do partii władzy, a jest im obojętne, kto będzie ich
kandydatem na prezydenta, a naprawdę interesuje ich jedno: czy PO jako partia
władzy da im chleb? Jestem zaskoczony, że Palikot w jakimś celu jakby pieczętuje
to, co było zarzutem publicystów, socjologów i konkurencji politycznej: dobrze,
udało się wam zaczarować prawyborami, ale strzeliliście sobie „samobója”
frekwencją. Skoro wy, partia obywatelska wzywająca do wydłużania czasu wyborów,
dwudniowego głosowania, głosowania przez internet, nie potrafiliście namówić
członków partii inteligentnej, partii modernizacji, partii wysokich technologii
do tego, żeby oddać głos w tak ekscytującej na zewnątrz sprawie… no to albo
tych ludzi nie ma, albo jest to specyficzny rodzaj ludzi.

Czym kierował się Janusz Palikot?
– Być może chciał się
przypomnieć, że jest w rozgrywce, bo nie został dotąd wymieniony w kontekście
tematu zagospodarowywania spadku po marszałku Bronisławie Komorowskim. A może
Palikot już wie, że najbliższy kongres partii to będzie kolejne przesuwanie
Schetyny „oczko niżej”, a może świadomie prowokuje starcie po to, by mieć wolne
ręce… Jeśli tak, to pozostaje pytanie, w jakim celu.

Może to jednak wyreżyserowany spór?
– Konfliktem
wewnętrznym przykrywać sukces PR-owski prawyborów, równocześnie wypominając
wpadkę na mecie? Przecież prawybory szły pięknie, po czym okazało się, że
wyłoniony kandydat tak naprawdę nie ma mandatu własnej partii. Taki manewr tylko
przedłuża dyskusję i zwraca uwagę na wstydliwy moment całego scenariusza, czyli
na niską frekwencję. Tymczasem w Platformie są widoczne dwie tendencje: do
pokazywania swojej skuteczności, pragmatyzmu i zjednoczenia wokół Donalda Tuska
oraz zawłaszczania debaty publicznej i sprawiania wrażenia, że w PO można
pogodzić interesy od Olejniczaka po prawie Giertycha. Na razie Platformie
brakuje tylko własnych ludowców, bo ma swoich liberałów, antyklerykałów,
klerykałów, narodowców, chadeków, konserwatystów, socjalliberałów i centrystów.
Brakuje tylko ludowców i można by było uznać, że jest to obywatelsko-partyjny
ruch na rzecz wspierania Donalda Tuska.

A jeśli Platforma znajdzie tę brakującą grupę?

Niektórzy z chęcią na etapie kolejnych wyborów parlamentarnych pozbyliby się
reprezentacji PSL w Sejmie, bo to jedyna formacja, która nie uczestniczy w tym
jazgocie, używa języka politycznego, w którym nie ma nienawiści, wzywa do
opamiętania, pokory i rzetelnej pracy przy rozwiązywaniu problemów, choćby
gospodarczych. Niektórzy jednak chcą na skróty stworzyć układ dwu-, co najwyżej
trzypartyjny. Wówczas PO będzie miała możliwość manewru koalicyjnego, a PiS i
SLD – nie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj