Co godzinę na cztery strony świata.

239 schodów w niespełna trzy minuty – tyle potrzebują najszybsi krakowscy hejnaliści, aby dotrzeć na wieżę mariacką, skąd grają najbardziej znaną w Krakowie melodię. Wczoraj, w dniu święta Hejnału Mariackiego, turyści mogli poznać członków Samodzielnego Oddziału Trębaczy Wieżowych oraz hejnalistów, którzy po wielu latach pracy zakończyli już swoją służbę.

Krakowski Samodzielny Oddział Trębaczy Wieżowych to jedyny w Polsce oddział Państwowej Straży Pożarnej zajmujący się tego typu działalnością. Wczoraj, w dniu święta Hejnału Mariackiego, hejnaliści obchodzili swój dzień. Wartę na wieży mariackiej objął Michał, przedstawiciel trzeciego pokolenia hejnalistów z rodziny Kołtonów. W samo południe odegrał hejnał na starej, pochodzącej z XIX wieku trąbce. Hejnał grany jest co godzinę cztery razy – na cztery strony świata. Pierwszy raz dla króla – na południe w kierunku Wawelu, drugi raz dla burmistrza – w kierunku magistratu, na zachód. Trzecie trąbienie, na północ, dedykowane jest dla gości, a ostatnie, na Mały Rynek, niegdyś dla kupców, dziś dla komendanta straży.

– Hejnalista musi mieć serce i płuca jak dzwon. Na jego pracę składa się wysiłek, jaki musi włożyć w wyjście na wieżę mariacką oraz stres wiążący się z odpowiedzialnością. Nie zawsze dźwięk brzmi tak samo. Inaczej brzmiał w chwilach śmierci Jana Pawła II, inaczej podczas jego wizyt za życia – podkreśla prof. Jacek Dubiel, kierownik II Kliniki Kardiochirurgii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, która hejnalistów objęła specjalną opieką medyczną. Jego zdaniem, wbiegnięcie na wieżę w ciągu niespełna 3 minut wymaga dobrego zdrowia i jest równoznaczne średniemu testowi wysiłkowemu na identyfikację choroby niedokrwiennej serca. Póki co wszyscy hejnaliści cieszą się dobrym zdrowiem. Jednak opieka kardiologiczna hejnalistom jest potrzebna. Świadczy o tym chociażby przykład ogniomistrza Antoniego Dołęgi, który 105 lat temu zmarł na serce podczas służby. – W jego osobie pragniemy oddać hołd wszystkim hejnalistom, stróżom tradycji miasta, a zwłaszcza obecnym tu emerytom i aktualnie grającym strażakom Państwowej Straży Pożarnej – mówił Andrzej Łabuz, małopolski komendant wojewódzki PSP. Postać ogniomistrza Dołęgi upamiętnia poświęcona wczoraj tablica. Sama tradycja hejnału mariackiego liczy już siedem wieków. W XIX wieku hejnał grano tylko o godzinie 12.00, a Kraków był pierwszym polskim miastem podającym dokładny czas. Melodia z wieży towarzyszy Polakom także w najważniejszych chwilach – ogłaszała m.in. zwycięstwo pod Monte Cassino, hejnaliści obwieszczali przybycie do Ojczyzny Jana Pawła II, a także oddawali mu hołd po jego śmierci.

Marcin Austyn, Kraków

drukuj