Cisza nie zawsze przestrzegana

O północy, z piątku na sobotę, rozpoczęła się cisza wyborcza, która potrwa do niedzieli, do godz. 22.00, a więc do zamknięcia lokali wyborczych. Ale mało kto ma złudzenia, że ciszy uda się dochować. Padają nawet postulaty, że rozsądniej byłoby ją zlikwidować.

W trakcie ciszy nie można pod jakimikolwiek formami prowadzić agitacji wyborczej. Nie wolno np. rozdawać plakatów, ulotek wzywających do głosowania na konkretne listy, kandydatów i wskazujących na osoby, na które nie powinno się głosować, a także organizować zgromadzeń wyborczych. Zgodnie z ordynacją, nie można także upubliczniać wyników sondaży dotyczących przewidywanych zachowań wyborczych i wyników wyborów. Zgodnie z prawem, za podawanie wyników sondaży przedwyborczych w czasie ciszy wyborczej grozi grzywna od 500 tys. do 1 mln złotych. Kara grozi również za prowadzenie agitacji w czasie ciszy wyborczej.

– Cisza wyborcza jest pewną tradycją demokratyczną. Jest to dzień, kiedy obywatele państwa mogą racjonalnie i w spokoju przemyśleć, a także zastanowić się nad programami wyborczymi, by następnie podjąć decyzję o wyborze – podkreśla Leszek Skiba, ekspert polityczny z Instytutu Sobieskiego. Według niego, źródłem ciszy wyborczej jest pogląd, że demokratyczne wybory powinny się opierać na racjonalnym wyborze. Dodaje jednocześnie, że we współczesnym świecie cisza jest łamana, a agitacja wyborcza pojawia się w różnych miejscach, ponieważ „nie wiadomo na przykład, kto komu wysyła smsy; często także w informacjach gazetowych przemyca się treści wyborcze już w trakcie trwania ciszy wyborczej i z tego powodu cisza staje się fikcją, a partie starają się przy pomocy sprzyjających im mediów przekonać obywateli do swoich racji”.

Politycy różnie wypowiadają się na temat konieczności istnienia ciszy wyborczej, nie brakuje opinii, że powinna być ona zniesiona, ponieważ i tak państwo nie ma możliwości, aby wymóc w pełni jej przestrzeganie. Przykładem jest internet, gdzie również nie mogą w tym czasie ukazywać się materiały agitacyjne i dotyczy to wszystkich portali prasowych i społecznościowych. Jak podkreśla Leszek Skiba, internet nie jest możliwy do skontrolowania, a według Wojciecha Reszczyńskiego, dziennikarza i byłego wicedyrektora IAR, internet wymusi prawdopodobnie zmianę przepisów o ciszy wyborczej, ograniczając ją do dnia wyborów, „bo kto dokładnie skontroluje, kto i kiedy, i jaki materiał nadał”.

W wielu krajach UE prowadzenie kampanii wyborczej jest z prawnego punktu widzenia oddzielnym zagadnieniem niż publikacje sondaży wyborczych. Jak informuje Skiba, podobnie jak w Polsce zakaz obu form jednocześnie obowiązuje na Węgrzech (dzień wyborów), Słowacji (dzień przed i dzień wyborów), a zakaz publikacji sondaży obowiązuje już 15 dni przed wyborami we Włoszech, 5 dni przed wyborami w Hiszpanii, we Francji i Rumunii zakaz obowiązuje dzień przed i w dniu wyborów, w Niemczech i Irlandii w dniu wyborów, a w Holandii nie ma zakazu. Kampania wyborcza w tych krajach jest zakazana w dniu wyborów.

Paweł Tunia

drukuj