Ciągle nie znamy ogromu strat

Rusza II edycja ogólnopolskiego konkursu "Nasi bliscy, nasze dzieje, nasza
pamięć – straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką" organizowanego
przez Fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie. Skierowany jest on do uczniów szkół
gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, a celem inicjatywy jest uzyskanie jak
najwięcej informacji o stratach, jakie ponieśli Polacy podczas II wojny
światowej pod okupacją niemiecką. Według części historyków, taka forma
promowania historii najnowszej naszej Ojczyzny, choć co do intencji i celu jest
słuszna, stanowi niestety formę zastępczą realizacji właściwie sformułowanego
programu nauczania historii w szkołach.

Organizatorzy konkursu chcą przede wszystkim przyczynić się do poznania przez
młodych ludzi historii II wojny światowej poprzez zapoznanie się z losami rodzin
i wydarzeniami związanymi z miejscami ich zamieszkania. Dane uzyskane dzięki
konkursowi mają zasilić bazę programu "Straty osobowe i ofiary represji pod
okupacją niemiecką", który z kolei ma powiększyć listę imienną polskich
obywateli zamordowanych bądź represjonowanych w latach 1939-1945. Jak zauważa w
rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr hab. Grzegorz Kucharczyk, jeżeli inicjatywa
ma na celu przysporzenie wiedzy na temat strat, jakie nasz Naród poniósł w
czasie II wojny światowej, zwłaszcza w skali lokalnej, to jest ona cenna. –
Zazwyczaj opracowania syntetyczne nie poruszają tematu strat na poziomie
lokalnym. W kontekście przewartościowań, które dokonują się obecnie w związku z
genezą II wojny i tego, kto był główną jej ofiarą, inicjatywy edukacyjne na
poziomie samorządów, tu przykład Warszawy i ogromnej zasługi śp. prezydenta
Lecha Kaczyńskiego, są godne naśladowania – uważa historyk. Takie
przedsięwzięcia są tym bardziej cenne, że mają przybliżać młodzieży historię
najnowszą, a ostatnio reformy edukacyjne prowadzą do ograniczania liczby godzin
historii w szkole. – Przynosi to opłakane skutki, zwłaszcza jeśli chodzi o
historię najnowszą. W szkołach nie stwarza się dzisiaj warunków do poznawania
historii – dodaje Kucharczyk. Zaznacza, że tego typu inicjatywy są zawsze jakąś
formą zastępczą wobec edukacji historycznej w szkołach.
W I edycji konkursu w zeszłym roku udział wzięło około 2 tys. uczniów, a efektem
było zebranie informacji o ponad 7 tys. ofiar. Przy okazji II edycji konkursu
należy poruszyć w ogóle kwestię strat i ich szacowania na terenie
Rzeczypospolitej.
Piotr Szubarczyk z gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej podkreśla, że
ponad 70 lat po wojnie ogół Polaków nie wie, jaka była rzeczywista skala strat
ludnościowych naszego państwa. – IPN ustalił, że liczba obywateli RP
zamordowanych tylko przez Niemców to około 5 mln 450 tys. ludzi. Ilu obywateli
zginęło z rąk sowieckich? Tego nie dowiemy się już chyba nigdy, bo sowiecka
statystyka wpisała ich śmierć do strat Związku Sowieckiego. Wszak "Polszy" od
jesieni roku 1939 już nie było! Nie wiemy dokładnie, ilu obywateli zamordowali
nam Ukraińcy czy litewscy kolaboranci Hitlera – zaznacza Szubarczyk. Dodaje, że
według przedwojennego Biura Planowania Krajowego, w roku 1951 państwo polskie
miało osiągnąć liczbę 40 mln obywateli. – To oznacza, że gdyby nie wojna, w tym
roku liczba obywateli RP przekroczyłaby 60 milionów. Tyle, co Francuzów,
Brytyjczyków czy Włochów. Oto prawdziwa skala strat ludnościowych naszego
państwa – dodaje historyk. Jego zdaniem, każdy konkurs na ten temat jest
pożyteczny, pod warunkiem że opiera się na wiarygodnych danych.
 

Paulina Jarosińska

drukuj