Chcemy ulicy generała Błasika

Raport MAK nie powinien w ogóle ujrzeć światła dziennego w wersji, w
jakiej zaprezentowana go Tatiana Anodina

Z płk. rez. pil. Janem Smolarkiem, prezesem Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa
Wojskowego Rzeczypospolitej Polskiej w Białej Podlaskiej, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler

Był Pan dowódcą 61. Lotniczego Pułku Szkolno-Bojowego, w którym szkolił się
Andrzej Błasik. Jak go Pan zapamiętał z tamtego okresu?

– To prawda. Andrzej był u nas w Białej Podlaskiej jako podchorąży do 1985 roku.
Był jednym z naszych najzdolniejszych uczniów, szybko zdobył u nas nalot do
pilota trzeciej klasy. Wiem, że później szybko i bez najmniejszego problemu
przeszedł kolejne stopnie w lotnictwie, zdobywając drugą, pierwszą i ostatnią –
najwyższą – mistrzowską klasę.

Tutaj też poznał swoją przyszłą żonę.
– Tak. Państwo Błasikowie pobrali się w Białej Podlaskiej w 1986 roku. Z naszego
miasta Andrzej poszedł do Mirosławca, gdzie dalej szkolił się i latał na
szybkich samolotach bojowych. Studiując kolejno na Akademii Obrony Narodowej,
przyjeżdżał do Białej Podlaskiej, gdzie zgodnie z regulaminem musiał wylatać u
nas odpowiednią liczbę godzin, by utrzymać normę lotną. Latał tu na rosyjskich
samolotach Mig-17, które noszą w Polsce nazwę Lim-5, oraz samolotach TS-11
Iskra.

Jakim pilotem był gen. Andrzej Błasik?
– Bardzo dobrym. Tak zapamiętali go wszyscy koledzy, z którymi rozmawiałem –
zarówno jego instruktorzy, jak i dowódcy eskadr czy kluczy. Wszyscy oni
podkreślają, że nie miał żadnych problemów z lataniem i łatwo przyswajał wiedzę.
O tym, że był dobry, świadczy również fakt, że bardzo szybko awansował na
poszczególne szczeble w Siłach Powietrznych. Po Mirosławcu i Świdwinie był
przecież dowódcą bazy w Krzesinach. Następnie wyjechał na bardzo prestiżowe
studia do Stanów Zjednoczonych, a po powrocie do kraju w 2005 r. śp. minister
Jerzy Szmajdziński nominował go do pierwszej gwiazdki generalskiej oraz
powierzył mu stanowisko dowódcy 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu.
Później decyzją ministra Obrony Narodowej Radosława Sikorskiego został
komendantem i rektorem Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie, a
w 2007 r. został dowódcą Sił Powietrznych. Całe środowisko lotnicze z Białej
Podlaskiej było dumne, kiedy w 2009 r. gen. Błasik odbierał w Waszyngtonie
najwyższe odznaczenie, jakie może otrzymać dowódca innego kraju, nadane przez
prezydenta Stanów Zjednoczonych – Legię Zasługi. Zawsze był bardzo sumienny,
uczciwy, z powagą i odpowiedzialnością podchodził do wszelkich zadań. Był także
bardzo koleżeński, uczynny.

Jako dowódca Sił Powietrznych wspierał Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa
Wojskowego RP w Białej Podlaskiej?

– Bardzo. Utrzymywał z nami ścisły kontakt. I to nie tylko poprzez małżonkę,
która zostawiła tutaj rodzinę. Nigdy nie odmawiał nam, gdy zwracaliśmy się do
niego z jakąś prośbą. Gdy na terenie miasta organizowaliśmy różnego rodzaju
święta lotnictwa, prosiliśmy go o wsparcie naszych inicjatyw. Zawsze przydzielał
nam wtedy orkiestrę Sił Powietrznych i kompanię honorową. Pamiętam, że gdy do
Polski przyleciały samoloty F-16, każdy pragnął zobaczyć je w powietrzu. By
sprawić radość mieszkańcom naszego miasta, Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa
Wojskowego RP napisało prośbę do gen. Błasika, by wyraził zgodę na przelot tych
maszyn nad Białą Podlaską. Nie wahał się długo. W 2008 r. na niebie nad naszym
miastem mogliśmy obserwować przelot tych samolotów. Mimo że nie robiły żadnych
figur, wrażenie i tak było ogromne.

Można powiedzieć, że gen. Błasik w sposób szczególny związany był
emocjonalnie z Państwa stronami?

– Z pewnością. Tu zdobywał pierwsze szlify jako pilot, tu poznał żonę, tu
również miał zamiar osiedlić się na stałe. Przywiązanie do Białej Podlaskiej
widoczne było u gen. Błasika podczas każdego święta lotnictwa organizowanego w
Dowództwie Sił Powietrznych w Warszawie, ponieważ zawsze zapraszał na nie
przedstawicieli seniorów lotnictwa wojskowego z Białej Podlaskiej. Gdy
przyjeżdżaliśmy do stolicy, byliśmy przez niego zawsze mile przyjmowani.
Współpracował z naszym Stowarzyszeniem na szerokim froncie, pomagał m.in. przy
organizowaniu różnych wystaw lotniczych na terenie Białej Podlaskiej. W
październiku 2010 r. w naszym mieście pojawił się samolot TS-11 Iskra, który
postawiliśmy jako pomnik. Bez pomocy gen. Błasika nie pozyskalibyśmy tego
samolotu, procedurę jego załatwiania wszczął bowiem pod koniec 2009 roku.

Jak Pan odebrał raport MAK?
– W mojej ocenie, jest to bardzo zły raport, który nie powinien ujrzeć światła
dziennego w takim wydaniu, w jakim przedstawiła go pani przewodnicząca MAK gen.
Tatiana Anodina. Wydaje mi się, że aby cokolwiek móc dziś powiedzieć o tej
katastrofie, należy jednak poczekać na polski raport komisji badania wypadków
lotniczych. Wszelkie przedwczesne dywagacje są, według mnie, niewskazane.

Uważa Pan za normalne, że nikt z Ministerstwa Obrony Narodowej ani Dowództwa
Sił Powietrznych publicznie nie zabrał głosu w obronie gen. Andrzeja Błasika?

– Prawdopodobnie czekają na oficjalny protokół naszej komisji badania wypadków.
Pewnie nikt przed jego przedstawieniem nie chce się wypowiadać. Ja też, gdybym
był na wysokim stanowisku, do momentu ukazania się głównego protokołu starałbym
się również nie zabierać głosu.

Nie zareagowałby Pan na informację o pijanym generale, która poszła w świat?
– Oczywiście, tutaj należało zareagować. Wiadomość o pijanym generale, który
zmusił pilotów do lądowania mimo złych warunków atmosferycznych, doprowadzając
tym samym do katastrofy, uważam za absurdalną. Andrzej był tam tylko pasażerem,
jeżeli był w kokpicie, to po to, by wesprzeć załogę. Jako Stowarzyszenie
Seniorów Lotnictwa Wojskowego Rzeczypospolitej Polskiej w Białej Podlaskiej
uważamy, że gen. Andrzej Błasik został bardzo skrzywdzony. Staraliśmy się, by w
naszym "Słowie Podlasia" ukazały się artykuły, które pokazywałyby prawdę o
naszym wspaniałym generale, mówiły o tym, jaki faktycznie był. Dla tej gazety
wypowiedziała się również pani Ewa Błasik. Mogę dodać, że nawet podczas różnych
spotkań czy pikników lotniczych, które urządzałem razem z władzami miasta, gen.
Błasik nigdy nie nadużywał alkoholu.

Docierały do Pana informacje, jakoby generał wywierał jakieś naciski na
podwładnych?

– Nie, nigdy o takich rzeczach nie słyszałem. Nie dopuszczam w ogóle takich
zarzutów pod jego adresem, bo są nieuprawnione. Andrzej zawsze bardzo poważnie
podchodził do spraw bezpieczeństwa lotów. Fakt, iż od 1986 r. jego kariera w
Siłach Powietrznych była bardzo szybka, świadczy o tym, że jego przełożeni go
doceniali.

Publicznie podnoszono jednak, że był zbyt młody i zbyt niedoświadczony jak na
dowódcę Sił Powietrznych.

– Nie młodość świadczy o tym, czy ktoś jest dobrym, czy złym dowódcą, lecz
wiedza i fachowość. Andrzej je posiadał. Sam, gdy miałem 40 lat, zostałem
dowódcą pułku, więc również byłem wówczas młody.

Myślą Państwo o jakiejś formie upamiętnienia gen. Andrzeja Błasika w Białej
Podlaskiej?

– Bezpośrednio po katastrofie upamiętniliśmy w naszej minisali tradycji zmarłego
tragicznie dowódcę Sił Powietrznych. Powiesiliśmy jego duży portret i
przedstawiliśmy w skrócie jego biografię i dokonania. Obecnie, wspólnie z
władzami miasta, myślimy o tablicy upamiętniającej gen. Błasika. Pojawiła się
nawet koncepcja nazwania jego imieniem którejś z ulic naszego miasta, ale na
razie wszystko jest w fazie koncepcji i rozmów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj