Bracia Romoccy
"Duch rycerski kryje się w duszy Polaka. Ożywia dzieje narodu bohaterstwem
i szlachetnym pięknem. Duch Świętego Jerzego, rycerza Chrystusowego bez zmazy,
woła mnie do walki o sprawiedliwość i dobro na świecie. Mam być narzędziem Boga.
Mam stać na straży honoru Polski" – te słowa z komentarza do Prawa i
Przyrzeczenia Harcerskiego Szarych Szeregów, autorstwa harcmistrza
Rzeczypospolitej księdza Jana Mauersbergera, napisane w sierpniu 1942 roku,
patronowały sławnym braciom – bohaterom Powstania Warszawskiego. Byli to Andrzej
Romocki "Morro", dowódca Kompanii "Rudy" Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej
"Zośka", i Janek Romocki "Bonawentura", dowódca Drużyny Plutonu "Sad" Kompanii
"Rudy".
Miałam to wyjątkowe szczęście, że jeszcze zdążyłam dotrzeć do chrzestnej matki
Andrzeja, 85-letniej pani Ireny Niklewicz, rodzonej siostry matki braci
Romockich – Jadwigi, której druh Aleksander Kamiński zadedykował pierwsze
powojenne wydanie "Kamieni na szaniec": "Matce dwóch wspaniałych synów, których
pamięci w pierwszym rzędzie pragnę poświęcić dalszy ciąg "Kamieni", jeśli będę
umiał je napisać", i uzyskać jej zaufanie. Druh Kamyk jak zwykle dotrzymał słowa
i bracia Romoccy są czołowymi bohaterami jego wspaniałej książki "Zośka i
Parasol. Opowieść o niektórych ludziach i niektórych akcjach dwóch batalionów
harcerskich". Tu muszę wyznać, że jest to jedyna książka, którą ukradłam z
biblioteki w moich latach studenckich, upewniwszy się, że są dwa egzemplarze.
Przez tydzień musiałam się wyrzec obiadów w stołówce studenckiej, żeby zapłacić
karę. Los wynagrodził mnie sowicie – Wydawnictwo Iskry ofiarowało mi bezcenną
szansę opracowania wzorowego wydania książki Kamyka, które ukazało się w 2009
roku.
Pani Irena Niklewicz ofiarowała mi wszystkie pamiątki, jakie ocalały. Podobny
dar na moją wystawę "Kamyk na szańcu – opowieść o Druhu Aleksandrze Kamińskim i
jego bohaterach" otrzymaliśmy od druha Bogdana Deczkowskiego "Laudańskiego" z
Batalionu "Zośka", który ofiarnie opiekował się matkami poległych towarzyszy
broni. Wśród tych zbiorów była "Litania do Matki Boskiej Powstańczej" – niestety
bez podania autora. Może nasi Czytelnicy coś wiedzą o losach tego przejmującego
wiersza? Zaczyna się on słowy:
Kyrie elejson, Chryste elejson
Matko Najświętsza – módl się za nami.
Polskiej Ziemi Królowo,
Krynico bohaterstwa,
Twierdzo wiary naszej,
Matek wzorze najdoskonalszy…
"Jesteście z rodu rycerzy"
Matka Andrzeja i Janka stworzyła razem z ojcem – Pawłem Romockim wspaniały dom,
jak określiła to jej siostra Irena – "Dom, który żył Polską". Dom pełen tradycji
powstańczych, o których pisał Paweł Romocki do swych dorastających synów w
przeddzień rocznicy Powstania Styczniowego: "Wasz Ojciec i Wasz Dziad, i Wasi
Pradziadowie zostawili na Waszych ramionach znamiona służby Rzeczypospolitej".
Dziad braci Romockich walczył w Powstaniu Styczniowym w 1. Pułku Ułanów Brygady
Generała Edmunda Taczanowskiego, toczącego boje w Kaliskiem. Ojciec – Paweł
Romocki był żołnierzem Brygady Strzelców Polskich, która podczas I wojny
światowej, w roku 1916 walczyła z Niemcami na ziemi Adama Mickiewicza –
Nowogródczyźnie. Podczas wojny polsko-bolszewickiej w roku 1920 za bohaterstwo i
"osobistą, niezwykłą odwagę" otrzymał najwyższe odznaczenie Virtuti Militari. W
wolnej Polsce Paweł Romocki jako minister kolei i komunikacji, a także dyrektor
Unii Polskiego Przemysłu Górniczo-Hutniczego figurował w "Albumie sterników nawy
Państwa Polskiego".
Szczęśliwie zachowały się listy ojca do synów. Andrzej urodził się 16 kwietnia
1923 roku, Janek w nocy z 16 na 17 kwietnia roku 1925. Obydwaj chłopcy byli
uczniami warszawskiej Szkoły Ziemi Mazowieckiej i harcerzami 21. Warszawskiej
Drużyny im. Generała Ignacego Prądzyńskiego, bohatera Powstania Listopadowego,
autora słów: "Zajmowała całkiem duszę moją Ojczyzna! Przywiązanie do
nieszczęśliwej wpojone było przez ojca". Listy ojca do chłopców są rzeczowe,
męskie, ale pełne serdecznej miłości, podpisane często: "Twój ojciec, Tatek,
przyjaciel i powiernik Twych kłopotów". 13-letniemu Andrzejowi i 11-letniemu
Jankowi wyjaśnia, czym jego zdaniem jest pojęcie honoru, "Do czego obowiązuje?
Co jest przeciwieństwem honoru? Tym jest kłamstwo, tchórzostwo, obłuda. Twoje
życie będzie tyle warte wobec Boga i Ciebie samego, jakim zasadom będziesz
wierny". Gdy w 1936 roku Andrzej przeżywa uroczystość bierzmowania, otrzymuje od
ojca takie przesłanie: "Masz, synu, wielkie zadatki, ale niech Cię Bóg chroni od
cienia zarozumialstwa czy pychy (…) Życzę Ci i muszę dążyć do tego, byś
dojrzał jako człowiek honoru, prawości i opanowania. A przy tym kocham Cię,
Synu, bezmiernie".
Ojciec rozważa w swych listach przyszłość synów, jaki zawód będą chcieli wybrać.
Pisze do Andrzeja w listopadzie 1938 roku: "Twoja pracowitość, uzdolnienia,
umiejętność samodzielnego uczenia się – to wszystko wskazywać się zdaje, że
cechy dodatnie należałoby poświęcić badaniom naukowym. (…) Musi to być gałąź
wiedzy, którą lubisz. (…) Synu mój kochany! (…) Cokolwiek zdecydujesz,
jakąkolwiek ma być Twa droga życia, trzeba byś w nie wchodził z całą trzeźwością
myśli, prawością niepokalaną. Strzeż się, synu, nałogów. One zjadają jak
robactwo wolę, energię, rozmach życiowy. I kochaj ojca, który przecież w
matematyce kiedyś pomagał".
U progu roku 1939 Paweł Romocki pisze list, który brzmi jak testament:
"Jesteście z rodu rycerzy, zrosłych wszystkimi fibrami serca z Rzeczypospolitą i
tego ducha szlachetnego macie obowiązek kultywować przede wszystkim w sobie".
Gdy wybuchła wojna, Paweł Romocki wyruszył z Andrzejem na wschód, usiłując
dostać się do szeregów Wojska Polskiego. Janek Romocki napisał potem wiersz
"Powrót do Warszawy 39 roku", w którym są wersy:
Jechałem i patrzałem na szczątki
reduty
Od których szedł po kraju powiew niepodległy (…).
Paweł Romocki zginął 28 czerwca 1940 roku, zabity przez niemiecki samochód.
Andrzej, wstępując do konspiracji, wybrał pseudonim ojca – "Morro".
"Wywalczyć Polskę"
"Był wysokim, postawnym chłopcem, o jasnych blond włosach, niebieskich oczach i
podłużnej regularnej twarzy" – tak opisał Andrzeja Kamyk w "Zośce i Parasolu". W
Grupach Szturmowych Szarych Szeregów, których komendantem jest Tadeusz Zawadzki
– legendarny "Zośka", Andrzej Romocki "Morro" pełni funkcję dowódcy drużyny w
Hufcu "Południe – Sad" (skrót od Sabotaż i Dywersja), którego dowódcą jest Janek
Bytnar – słynny "Rudy". Dowództwo Szarych Szeregów przygotowuje piękny program
działania: DZIŚ – JUTRO – POJUTRZE. Dziś – walka podziemna. Jutro – walka jawna,
powstanie. Pojutrze – wolna Polska, rzetelne studia i budowanie Ojczyzny "godnej
szacunku", jak to określi druh Aleksander Kamiński. 20 sierpnia 1943 roku
Andrzej Romocki "Morro" dowodzi wielką akcją ataku na niemiecką strażnicę
graniczną w Sieczychach. Zginął wtedy jeden jedyny żołnierz-harcerz. Był to
Tadeusz Zawadzki "Zośka". Na jego cześć 1 września 1943 roku powstaje Batalion
"Zośka". 5 grudnia 1943 roku Andrzej otrzymuje dowództwo 2. Kompanii "Rudy".
Podkomendni Andrzeja, których miałam zaszczyt znać, tacy jak Stanisław Sieradzki
"Świst", Witold Sikorski "Boruta", Bogdan Deczkowski "Laudański", Witold
Bartnicki "Kadłubek", charakteryzowali Andrzeja jako znakomitego stratega,
świetnego organizatora i człowieka wielkiej rycerskości, ale jednocześnie
niesłychanie wymagającego, co doprowadziło tuż przed Powstaniem do konfliktu z
chłopcami z jego kompanii. Andrzej zrobił rachunek sumienia, oskarżając siebie o
"brak zaufania do ludzi, dystans, podejście jak do rekruta", i tuż przed
Powstaniem napisał do towarzyszy broni piękny rozkaz: "Błąd niewątpliwy postaram
się w przyszłości naprawić i dbać o harmonię między dowództwem i ludźmi. (…)
uważam, że nikt mi nie weźmie za złe, że włożywszy tyle wysiłku, może mało
produktywnego, ale – wierzcie mi – w najlepszej wierze, w okresie przełomu chcę
być blisko Was wszystkich (…) I móc wypełnić to, o czym śniliśmy – wywalczyć
sobie Polskę".
Druh Bogdan Deczkowski często opowiadał mi, jaka ogromna różnica była między
braćmi. Janek, niezwykle przystępny, pełen niefrasobliwego humoru, razem z
Krzysztofem Kamilem Baczyńskim – kolegą z kompanii – tworzyli niezrównany duet w
dowcipach.
Obydwaj bracia Romoccy ukończyli tajną maturę z wynikiem bardzo dobrym. Tajną
podchorążówkę "Agricola" Andrzej ukończył z lokatą trzecią, Janek – z
siedemnastą. Mówił mi druh Deczkowski, że młodszy z braci Romockich miał tyle
czaru, pogody i wdzięku, że był obok Janka Rodowicza "Anody" najbardziej lubianą
postacią Batalionu "Zośka". Na urodziny wiosną 1942 roku Janek Romocki napisał
wiersz zatytułowany "Siedemnaście lat" – beztroski i pełen brawury:
Sam da radę z Trzecią Rzeszą
Przez Saharę przejdzie pieszo
Wszystko może taki chwat
Gdy ma siedemnaście lat!
Pseudonim Janka Romockiego – "Bonawentura" – znaczy "dobra przyszłość" i chłopcy
wielokrotnie zastanawiali się nad tą przyszłością. W piśmie swoim "SAD" pisali:
"To, co obecnie przeżywamy, nad czym pracujemy, jest rzeczą poważną. Może to
brzmi zbyt patetycznie, ale przecież zdajemy sobie sprawę, że jest to rzecz
poważna powagą śmierci. Co robić, aby związać się silnie z kolegami, aby uczynić
przyszłe, powojenne życie silnym i pełnym szczęścia?".
Latem 1943 roku Janek Romocki napisał wiersz "Wizje" zaczynający się strofą:
Ej, jeszcze kiedyś gruchną strzały
poleci miastem tupot nóg
błyśnie z ciemności orzeł biały
i zadrży wróg (…)
Tej nocy wiele się dokona
i wielu sprawom przyjdzie kres
tej nocy wreszcie wstanie "Ona"
z bólu i łez…
Kompania "Rudy" Batalionu "Zośka" pod dowództwem Andrzeja Romockiego "Morro"
rozpoczęła Powstanie 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 16.00 na Woli. Batalion
wchodził w skład zgrupowania podpułkownika Jana Mazurkiewicza "Radosława". 5
sierpnia Batalion "Zośka" zdobywa Gęsiówkę – karny obóz, gdzie Niemcy więzili
Żydów. Za dowodzenie walkami "Rudego" na Woli Andrzej Romocki "Morro" otrzymuje
Order Virtuti Militari. Pamiętam uroczystość wmurowania tablic po polsku i
hebrajsku przy ul. Anielewicza 34, tam gdzie była Gęsiówka. Jeden z 348
uwolnionych w czasie Powstania Żydów przyjechał wówczas z Tel Awiwu i
powiedział: – Niemcy odebrali nam godność, honor i nadzieję. Chłopcy z "Zośki"
przywrócili nam godność, honor i nadzieję. Jeżeli jestem z czegoś dumny, to z
tego, że mogę powiedzieć – byłem polskim żołnierzem.
Do kompanii Andrzeja dołączył jeden z uwolnionych Żydów – Jakub Wiśnia.
Powiedział on Andrzejowi, że nie będzie strzelał, bo nie umie, ale będzie
chłopcom gotował, prał i będzie się nimi opiekował. I tak było. Przeszedł cały
szlak bojowy z kompanią Andrzeja, a na Czerniakowie obiecał Andrzejowi, że nie
da się Niemcom wziąć do niewoli. I przeżył jako Robinson warszawski. A kiedy
żegnał się z Andrzejem, powiedział: – Wiśnia będzie miał po wojnie najlepszą
knajpę w Warszawie i wszyscy zośkowcy będą jego gośćmi.
Po wojnie przynosił w dwojaczkach gorącą zupę chłopcom z "Zośki" prowadzącym
ekshumacje…
12 sierpnia 1944 roku chłopcy pod dowództwem Andrzeja Romockiego "Morro"
nacierali na magazyny niemieckie przy Stawkach. Janek został ciężko ranny, ale
nieoceniony dr Zygmunt Kujawski "Brom" w szpitalu powstańczym na Długiej
uratował mu życie. Na krótko. 18 sierpnia 1944 roku Niemcy zbombardowali
szpital. Janek Romocki "Bonawentura" zginął. Rozkazem z 21 sierpnia 1944 roku
zostaje odznaczony pośmiertnie Krzyżem Virtuti Militari "za wyjątkową odwagę
osobistą wykazaną w walkach i za bohaterskie, pełne poświęcenia prowadzenie
natarcia na nieprzyjaciela".
Zachował się list Andrzeja do matki pisany 28 sierpnia ze Starówki. Pogodny:
"Kochana moja Mamuśku! (…) Czujemy się bardzo dobrze, jemy nieźle (…) Nie
wiem, kiedy się wszyscy zobaczymy, bo plany nasze i przypuszczenia lekko
nawaliły, ale niech się Mamuśka nie niepokoi. Będzie dobrze. Wszyscy jesteśmy
zdrowi. Jasiek też pisał, ale adresował na dawny adres. Chłopcy się świetnie
spisują.
Całuję Mamuśkę b. mocno z całego serca – Andrzej".
Jasiek już od dziesięciu dni leżał pod drewnianym krzyżykiem.
W pamiętniku "Jeszcze jedno życie" Alicji Dorabialskiej, pierwszej w Polsce
kobiety, która osiągnęła godność profesora Politechniki, czytamy wspomnienie
powstańcze: "W piwnicznych, węglem zasypanych norach, tłoczyli się ludzie.
Chorzy, ranni, głodni, brudni. I czekali na śmierć. W ostatnim, możliwie
bezpiecznym kącie domu, budowali z gruzów kapliczkę. I modlili się (…) Jedna
taka modlitwa powstańcza była promieniem światła w mrokach naszej piwnicy. Nie
wiem, kto jest jej autorem. Gdziekolwiek jest – po tej czy tamtej stronie życia
– niech będzie błogosławiony. Bo w momencie załamania, pozwolił wierzyć w
wartości trwałe, nie dające się zwyciężyć".
Ta modlitwa weszła do kanonu polskiego pod tytułem "Modlitwa Bonawentury". Jej
autorem był siedemnastoletni Janek Romocki, który w morzu szalejącej nienawiści
i okrucieństwa modlił się do Chrystusa o łaskę wybaczania:
Od wojny, nędzy i od głodu
Sponiewieranej krwi narodu,
Od łez wylanych obłąkanie
Uchroń nas, Panie! (…)
Od bomb, granatów i pożogi
Od gorszej jeszcze w sercu trwogi,
Od trwogi strasznej, jak konanie
Uchroń nas, Panie!
Od rezygnacji w dobie klęski
Lecz i od pychy w dzień zwycięski,
Od krzywd, lecz i od zemsty za nie
Uchroń nas, Panie!
Uchroń od zła i nienawiści
Niechaj się odwet nasz nie ziści,
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc, Chryste!
Tę "Modlitwę" wysłała Jadwiga Romocka internowanemu w latach stalinowskich
Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu jako "Boży Dar – przebaczenie" w imieniu matek
poległych. Na pogrzebie księdza Jerzego Popiełuszki warszawscy licealiści nieśli
wysoko transparent ze słowami: "Od krzywd, lecz i od zemsty za nie – Uchroń nas,
Panie!". Czy wiedzieli, kto jest tych słów autorem?
Strzał w serce
Starówka konała. Przyszedł rozkaz przebijania się do Śródmieścia. Jedynym
oddziałem, któremu się to uda – przejść ulicami Warszawy, a nie kanałami – był
oddział dowodzony przez Andrzeja "Morro". Andrzej ranny na ulicy Bielańskiej
prowadzi chłopców przez kościół św. Antoniego, który przedstawia obraz
niemieckiego barbarzyństwa. Wspaniałe ornaty i chorągwie leżą zdeptane na
płytach posadzki. Nocą Andrzej przeprowadzi swoich chłopców i dziewczęta przez
Ogród Saski. Opowiadał mi o tej chwili Jan Więckowski "Drogosław", którego
spotkałam w 1990 roku podczas mojej podróży szlakiem Kościuszki w Stanach
Zjednoczonych. To właśnie "Drogosław", który znakomicie znał niemiecki, kiedy
natknęli się na niemiecką barykadę i Szwab krzyknął: – Tędy nie przejdziecie!,
odpowiedział Niemcowi brawurowo: – Wiemy, którędy iść! A kiedy natknęli się na
gniazdo niemieckiego cekaemu, którego obsługa ostrzegła ich, że nieopodal siedzą
polscy bandyci, "Drogosław" krzyknął: – No to im pokażemy!
Już są blisko ulicy Królewskiej, kiedy dostają ostrzał z dwóch stron. Z tyłu
strzelają Niemcy, z przodu placówki polskie, sądząc, że zbliża się natarcie.
Andrzej woła potężnym głosem, na jaki tylko pozwala mu zraniony nos: – Nie
strzelać! Starówka! Baon "Zośka"! Niech żyje Polska!
Są wśród swoich. Zdejmują hełmy. Brudni, skrwawieni, szarzy od bezsenności,
głodu i pragnienia. Andrzej daje rozkaz: – Do modlitwy! Podnoszą głowy i
powtarzają słowa do dziś tak bliskie harcerskim sercom:
O, Panie Boże, Ojcze nasz,
W opiece swej nas miej,
Harcerskich serc Ty drgnienia znasz,
Nam pomóc zawsze chciej,
Wszak Ciebie i Ojczyznę
Miłując chcemy żyć…
Andrzej "Morro" zostaje mianowany przez dowódcę Armii Krajowej gen. Tadeusza
Komorowskiego "Bora" podporucznikiem czasu wojny za wykazane walory dowódcze i
odznaczony po raz drugi Krzyżem Walecznych za wyprowadzenie kompanii ze
Starówki. Od 5 września będzie walczył na ostatniej placówce "Zośki" –
Czerniakowie. Zebrałam relacje wszystkich żyjących świadków śmierci Andrzeja:
Zofii Stefanowskiej-Treugutt, sanitariuszki, Tadeusza Sumińskiego "Leszczyca",
Krystyny Musiatowicz – ostatniej łączniczki Andrzeja, a także, wówczas
podchorążego, a dzisiaj pułkownika, dr. Janusza Kowalskiego, który dowodził
jedyną łodzią, jakiej udało się przedrzeć o świcie 15 września z Pragi na
powstańczy brzeg. Andrzej wybiegł, by nawiązać z nimi kontakt, gdy lądowali.
Niemiecki snajper ugodził go prosto w serce. Ten sam snajper ciężko ranił
podchorążego Kowalskiego.
Druh Janusz Kowalski, harcerz 1. Wołyńskiej Drużyny im. Zawiszy Czarnego z
Łucka, był entuzjastycznie powitany przez zośkowców na opłatku Batalionu "Zośka"
w roku 1985. Świetnie go pamiętali jako "tego pierwszego berlingowca", który do
nich dotarł. Doktor "Brom" nie mógł uwierzyć, że jego pacjent, który miał
przestrzelone obie nogi, żyje. Druh Kowalski jest znakomitym lekarzem, od lat
specjalizującym się w patologii ciąży. Uratował życie wielu matkom i dzieciom.
O śmierci Andrzeja Romockiego "Morro" mówią:
Anna Borkiewicz-Celińska, łączniczka Andrzeja ze Starówki, autorka monografii
Batalionu "Zośka": "Trafiony w serce padł, prowadząc swoich żołnierzy do
natarcia, które – jak miał prawo przypuszczać – mogło okazać się decydujące.
Zginął więc śmiercią najszczęśliwszą dla żołnierza".
Krystyna Musiatowicz: "Był dla mnie uosobieniem rycerskości, dzielności, energii
i kultury osobistej. Umiał nas natchnąć wiarą w celowość zrywu powstańczego,
wiarą i optymizmem, że choć może wielu z nas zginie, z naszej krwi powstanie
Wolna Polska".
Pamiętnik matki – Jadwigi Romockiej: "Nigdy jeszcze nie zrozumiałam tak dobrze
słów kolegów: "Cudowną śmierć miał Andrzej", "Jakże piękną śmiercią zginął
Andrzej". Tak niedawno dopiero zrozumiałam Twój samotny "spacer" do Mostu
Poniatowskiego i Twoją, Synu, odpowiedzialność. Poszedłeś sam na rozpoznanie
terenu i Bóg przyjął Twoją ofiarę – za wszystkich – strzał w serce… Za rozkaz
wypełniony – "Nawiązanie łączności z tamtą stroną za wszelką cenę".
"Jezus, Maryja!". Twój okrzyk ostatni zamyka Twe życie, a Jezus i Maria
błogosławią Twej męce, Woli – Starówki – Czerniakowa. Zsyłając taką śmierć, o
jakiej pewno marzyłeś w te najtrudniejsze dni. I zabrała Cię Matka Boska
Bolesna. Ona była przy Tobie!".
"Promieniując wiarą"
Matka zapisała kilkadziesiąt stron, bolesnych jak jej los. Zanim zmarła w 1975
r., swój pamiętnik ofiarowała towarzyszowi broni chłopców z Batalionu "Zośka"
Bogdanowi Deczkowskiemu "Laudańskiemu", a on przekazał ten wstrząsający dokument
na moją wystawę, upoważniając mnie do zacytowania w mej książce "To "Zośki"
wiara!" – z cyklu "Wierna rzeka harcerstwa", w części poświęconej braciom
Romockim. Heroizm i głęboka wiara emanują z tych matczyną dłonią zapisanych
stroniczek.
"Chłopcy naszego domu rozbitego! Wiem jeszcze o Was wszystko i wszystko z Wami
przeżywam. Cieszę się Jaśku, Twemi egzaminami i pamiętam wszystkie nasze cudowne
wieczory. (…) Cieszyłeś się swoją architekturą i rozwijałeś dalszy plan pracy.
Mówiłeś – Obiecana willa dla mamusi będzie, a róż będzie mama miała tyle, co
dawniej. Ach, mamo. Nasz dom, nasze dzieciństwo… Czy wiele jest takich domów
szczęśliwych?
I mówiliśmy o miłości wzajemnej – o szczęściu, które jest motorem życia
ludzkiego. I budowaliśmy świat! A teraz Jasieńku, Ty stamtąd swą "Modlitwą"
budujesz tu świat. (…) Boże miłosierny – przez Ich Mękę obdarzeni Twą Łaską
wytrwali…
Wytrwali – promieniując swą Wiarą do końca. Przez ich śmierć – tak bardzo żyć
chcieli, aby wyśnioną Polskę budować, jej służyli, przez ich świadomą ofiarę w
obronie umiłowanej Prawdy, do której całe życie swe dążyli – przyjm, o Boże, Ich
Ofiarę – pamiętaj o Nich w Królestwie Twoim i daj Królestwo Boże na ziemi!".
Z "Litanii do Matki Boskiej
Powstańczej":
Siło obrońców
Zbawienie konających w Tobie
Patronko Warszawy
Przez niewinnie przelaną krew Syna
Ciebie prosimy, wstaw się za nami
Wspomóż nas! Wysłuchaj nas!
Broń nas! Ratuj nas!
Andrzej i Janek patronują bardzo wielu drużynom i szczepom harcerskim w całej
Polsce. Wybierają sobie ich na patronów harcerze ze Związku Harcerstwa Polskiego
i Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Bardzo proszę wszystkie jednostki
harcerskie pod patronatami braci Romockich, które dotąd nie były ze mną w
kontakcie, o listy na adres redakcji "Naszego Dziennika", bym mogła Was umieścić
w ostatnim, V tomie "Wiernej rzeki harcerstwa", w rozdziale "Plon".
Studentka Wydziału Historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Ewa
Celińska-Spodar wybrała Andrzeja na bohatera swej pracy magisterskiej, odwołując
się do wartości, jakie przekazali obu synom rodzice w domu, który był "oazą
miłości".
Barbara Wachowicz
