Boimy się, co zrobi Vattenfall

Ciągle nie wiadomo, czy w okolicach bogatych złóż węgla brunatnego na terenie gmin Gubin – Zasieki – Brody powstanie obok kopalni odkrywkowej również elektrownia, czego chcieliby mieszkańcy. Obecnie istnieje obawa, że wybudowana zostanie tylko kopalnia, a węgiel będzie wywożony do pobliskiej elektrowni należącej do szwedzkiego koncernu Vattenfall, ale niestety leżącej już po stronie niemieckiej. Ludziom zostanie wtedy tylko zdegradowane środowisko naturalne.

Podczas wczorajszej debaty w Sejmie wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska informowała, że potencjalnym inwestorem na terenie tych złóż jest spółka Przedsiębiorstwo Wydobywczo-Energetyczne Gubin, która nie złożyła jeszcze wniosku o koncesję na wydobycie węgla z tego złoża. – Potencjalny inwestor nie wystąpił jeszcze do ministra środowiska z wnioskiem o wydanie koncesji na wydobycie węgla w tym regionie – mówił wiceminister. Dodała, że wydawanie koncesji opiniuje także Ministerstwo Gospodarki, mając na względzie bezpieczeństwo energetyczne kraju. Wiceminister zapewniała, że inwestor planuje wybudowanie tam całego kompleksu energetycznego, w tym elektrowni oraz kopalni w pobliżu planowanej odkrywki.
W te zapewnienia jednak nie bardzo chce wierzyć poseł Marek Ast (PiS), który pytał w Sejmie o plany rządu w sprawie budowy odkrywkowej kopalni węgla na terenie gmin Gubin – Brody. Zdaniem posła, Enea, która jest udziałowcem spółki PWE Gubin, może zostać po prywatyzacji przejęta przez szwedzki Vattenfall, a ten, kontrolując złoża, może wycofać się z budowy elektrowni, a wydobywany węgiel wysyłać do elektrowni po stronie niemieckiej, której jest właścicielem. – Polskie zasoby węgla brunatnego dedykowane są polskim elektrowniom, co wynika ze strategii rządowej – zapewniała Strzelec-Łobodzińska.
Poseł Marek Ast przypomniał, że mieszkańcy gminy Brody w referendum wypowiedzieli się przeciw inwestycji, zaznaczając jednocześnie, że nie są przeciwni samej budowie, o czym mógłby świadczyć wynik referendum, tylko chcą mieć zapewnienie, że powstanie tu nie tylko kopalnia, ale także elektrownia. Wyjaśnił, że kopalnia oznacza, iż środowisko naturalne ulegnie pewnej degradacji, w związku z czym okoliczna ludność chciałaby mieć jakieś korzyści z istniejącej elektrowni, która zrekompensuje jej życie w środowisku zdegradowanym. – Nie możemy być w sytuacji kraju Trzeciego Świata, gdzie wydobywa się surowce, a energię kupuje za granicą, tylko chodzi o to, aby powstał zakład i miejsca pracy – mówi nam poseł. W tej chwili wiadomo, że ma powstać kopalnia, a nie wiadomo, co z elektrownią.
Według wiceminister Strzelec-Łobodzińskiej, w związku z rosnącym zapotrzebowaniem na energię elektryczną konieczna jest budowa nowych elektrowni pracujących również w oparciu o węgiel brunatny. Jest on jednym z podstawowych surowców energetycznych w Polsce, a produkuje się z niego blisko 35 proc. energii elektrycznej.


Paweł Tunia
drukuj