Bogota, Budapeszt, Warszawa – wspólna sprawa
Czy ktoś w tzw. cywilizowanym świecie XXI wieku uwierzy, że istniał
prezydent kraju, która zaczyna dzień od modlitwy, publicznie przyznaje się do
odmawiania Różańca? Czy ktoś uwierzy, że w tym kraju żyje kobieta, która –
spalona piorunem – dzięki wierze i modlitwie odzyskała w pełni zdrowie? Czy
wreszcie ktoś uwierzy, że jest na świecie kobieta wielkiego biznesu, w której
restauracjach codziennie o godz. 12.00 odmawiany jest przez radiowęzły "Anioł
Pański"?
Ten kraj to 45-milionowa Kolumbia, z wielkonakładowej prasy znana przede
wszystkim jako ponury pejzaż narkobiznesu, terroryzmu i wszelkich możliwych
plag. çlvaro Uribe, prezydent tego kraju w latach 2002-2010 – przełóżmy to na
politykę "miłości" prowadzoną przez liderów PO! – uwolnił swoją kontrkandydatkę
w wyborach Ingrid Betancourt, wysyłając przeciw terrorystom komandosów bez
broni, zbrojnych tylko w różańce i siłę wiary. I odbili ją bez jednego
wystrzału! Wszystko to zawarł w swoim filmie "Kolumbia – świadectwo dla świata"
Dominik Tarczyński, od dawna wciągnięty w dzieło ewangelizacji. Autor spędził w
Kolumbii wiele miesięcy i zobaczył zupełnie inny kraj niż ten znany z jakichś
"New York Timesów", "Spieglów" czy innych "Gazet Wyborczych". Kraj odmieniający
oblicze zła – siłą katolicyzmu, siłą wiary i wielkiej wspólnej pracy narodu i
jego elit. Filmu Tarczyńskiego z pewnością nie wyświetli ani telewizja zwana
publiczną, ani tym bardziej "zaprzyjaźnione" z elitami władzy i Andrzejem Wajdą
stacje komercyjne. To przecież czyste oszołomstwo, kolumbijskie "mohery",
ciemnogród itp.
Polskie elity pamięć historyczną mają krótką albo nie mają jej wcale. Bo
Kolumbia i odmiana jej losu to nie pierwszy przypadek odwrócenia biegu wydarzeń
dzięki modlitwie. Austriacka krucjata różańcowa spowodowała, że Sowieci opuścili
austriacką strefę okupacyjną w roku 1955, na Filipinach – dwumilionowa
rozmodlona manifestacja odwróciła widmo krwawej masakry. Wspaniały węgierski
premier Viktor Orbán wraz z Episkopatem katolickim zmobilizował swoich
kompatriotów do modlitwy różańcowej. I kłamstwo Gyurcsányego padło – Węgry
świecą dziś zramolałej w lewactwie Europie światłem rzeczywistej wolności i
suwerenności.
A w Polsce, Ojczyźnie błogosławionego Jana Pawła II, w niecałe 7 lat od jego
śmierci, w rok po beatyfikacji? W Polsce Tuska triumfy święci nadal to, co
nieopatrznie wyznał Gyurcsány: "Kłamaliśmy wczoraj, kłamaliśmy dziś".
I więcej jeszcze – trwa nieprzebierająca w środkach walka z Kościołem i
religią katolicką. Od miesięcy trwają protesty, płyną do KRRiT setki tysięcy
listów (dziś już blisko 2 miliony!) przeciwko dyskryminowaniu katolickiej
Telewizji Trwam przez odmowę koncesji na multipleksie cyfrowym. Dziesiątki
tysięcy ludzi wychodzą w tej sprawie na ulice polskich i nie tylko polskich
miast – bo i w Nowym Jorku, w Los Angeles, na Florydzie, w Hamburgu. KRRiT – nie
widzi, nie słyszy, nie czyta. Media "głównego nurtu" – jaki tam nurt, ściek
raczej – też nie słyszą, nie widzą. Sto feministek wyjdzie na ulice – jest
relacja od TVP1, TVP Info po TVN i Polsat. Dwadzieścia tysięcy ludzi wychodzi i
przyjeżdża na manifestację w Krakowie w sprawie Telewizji Trwam – cisza.
Ostatnio rząd postanowił wzbogacić państwową kiesę, sięgając do Funduszu
Kościelnego. Ten Fundusz, przypomnę, powstał jako nieznaczna rekompensata za
mienie zagrabione Kościołowi przez komunistów i funkcjonuje nie tylko po to,
ubezpieczać duchowieństwo, ale także finansuje hospicja i domy opieki prowadzone
przez Kościół. No, ale "ludowi" w telewizjach podsuwa się sprytną bajeczkę, jak
to rozpasani księża i biskupi żyją sobie lekko na jego, ludu, koszt. Kolejny
pomysł "ukrócenia Kościoła" – Donald Tusk deklarował wszak, że nie "będzie
klękał przed księżmi" – to rugowanie lekcji religii ze szkół i przerzucanie
kosztów katechezy na ledwo już zipiące pod ciężarem powinności samorządy.
Ostatni kwiatek – to rzecz z pozoru drobna. Oto prezydent Częstochowy Krzysztof
Matyjaszczyk (SLD) zablokował uczestnikom Motocyklowego Rajdu Katyńskiego
możliwość Mszy Świętej w Częstochowie. Po prostu na placu, gdzie parkowali
motocykliści, i w dniach, kiedy mieli tam przyjechać przed katyńską wyprawą –
zorganizuje… bazar. A ów Rajd to sprawa zupełnie niezwykła. Kilkadziesiąt osób
pod przewodnictwem komandora Wiktora Węgrzyna co roku udaje się do Katynia
szlakiem – można rzec – polskiej Golgoty Wschodu. Niosąc i krzepiąc tam
polskość, wioząc polskie książki i pisma. I nie ograniczają swojej pomocy
wyłącznie do tamtejszych rodaków, odwiedzają i wspierają np. także rosyjskie
sierocińce. Prezydentowi Częstochowy najwyraźniej się taka idea przyjaźni nie
podoba.
Jak najczarniejszy absurd brzmi w tych okolicznościach "honorowy patronat"
Bronisława Komorowskiego nad IX Zjazdem Gnieźnieńskim, którego hasłem była rola
religii w życiu społecznym. Prezydent, owszem, wystąpił i coś tam mówił, z
właściwą sobie frazeologią, o "rezerwuarze" religii.
Tak wygląda z grubsza walka z religią w kraju Jana Pawła II. Największego z
rodu Słowian, człowieka, który miał wielkie nadzieje, że jego Ojczyzna stanie
się wielką ewangelizatorką Starego Kontynentu.
André Malraux napisał niegdyś, że XXI wiek albo będzie religijny, albo nie
będzie go wcale. Jak będzie – zależy także od nas, Polaków. Dlatego hasłem
chwili jest to, co w tytule: "Bogota, Budapeszt, Warszawa – wspólna sprawa".
Bogota, co prawda, leży poza Europą, ale bliżej nam do niej niż do Biłgoraja.
Dr Elżbieta Morawiec
