Bóg jest miłością
Homilia ks. abp. Ignacego Tokarczuka wygłoszona 2 lutego 2008 r. w bazylice archikatedralnej pw. Najświętszej Maryi Panny i św. Jana Chrzciciela w Przemyślu
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Wszystkich Was zgromadzonych w tej katedrze, wszystkich zgromadzonych przy radioodbiornikach czy telewizorach w całej Polsce i na świecie, witam bardzo serdecznie prostym wyrażeniem: Drodzy Bracia i Siostry!
Nieważne są tytuły, wykształcenie, nieważna jest sytuacja polityczna, sytuacja społeczna. Ważne jest to, że jesteśmy dziećmi Bożymi. A jeśli jesteśmy dziećmi Bożymi, to powinniśmy być dla siebie nie tylko w teorii, ale i w praktyce braćmi i siostrami.
Jako do braci i sióstr zwracam się dzisiaj do Was, najmilsi, tymi słowami zachęty do podziękowania Bogu za tych dziewięćdziesiąt lat, nie tylko mojego życia i pracy, ale za te dziesiątki lat istnienia naszej diecezji, która przeżywała trudne czasy zmiany granic i utraty ziem, rozmaite przesiedlenia, prześladowania. Przeżyliśmy to wszystko, żyjemy i trwamy. I za to dobro, za te łaski Boże pragniemy wszyscy serdecznie Panu Bogu podziękować. Niech to będzie dzień szczerej modlitwy dziękczynnej za całą naszą diecezję, za Polskę, za Kościół w Polsce, za cały Kościół katolicki, za Ojca Świętego.
W grudniu 1965 roku otrzymałem z rąk Prymasa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego nominację na biskupa przemyskiego. Byłem tym zaszokowany, nie przypuszczałem, że ją otrzymam, gdyż byłem już od dawna uważany przez ówczesną władzę za wroga ludu, za przeciwnika politycznego. Przeżyłem utratę ojczystej diecezji lwowskiej, utratę tylu ludzi – aresztowanych przez system komunistyczny, tylu prześladowanych. Ile się krwi przelało: kapłanów i ludzi świeckich, zaangażowanych w obronę wolności, prawdy, godności życia i szacunku dla człowieka!
Zgodnie z tradycją każdy biskup, kiedy otrzymuje nominację na stanowisko ordynariusza czy sufragana, przyjmuje jakieś hasło dla swojej posługi. Można to po świecku nazwać herbem, można nazwać pieczęcią. Takim moim hasłem, które przyjąłem były słowa: „Bóg jest miłością”, po łacinie: „Deus caritas est”. A nad tym napisem była tablica Dziesięciu Przykazań Bożych, a w tle tych przykazań widać było symbol Ducha Świętego w postaci gołębicy. I to jest właśnie moja pieczęć, moje hasło, które charakteryzuje nie tylko moje życie, ale moje plany – to, co zamierzam zrobić, jeśli chodzi o moje osobiste życie i odpowiedzialną funkcję duszpasterską ordynariusza diecezji przemyskiej.
Te słowa: „Bóg jest miłością”, są podstawową prawdą naszej wiary, w tym się wszystko zawiera. Kiedy nimi żyjemy, kiedy je rozważamy, kiedy w naszym sercu przynajmniej w jakiejś formie szczerej i pełnej jest treść tych słów, to uświadamiamy sobie, że ten Bóg, który jest Miłością, który jest Odwieczny, który jest Najwyższą Miłością i Najwyższą Potęgą, dokonał dwóch wielkich dzieł: dokonał stworzenia wszechświata i dokonał dzieła odkupienia.
Pierwszą łaską i darem Boga-Miłości jest cały wszechświat, a tą cząstką we wszechświecie jest nasza Ojczyzna, Europa, nasz kontynent i kula ziemska. A przecież wszechświat sięga o wiele dalej. Nawet astronomowie, którzy zajmują się tymi sprawami, nie mogą dotrzeć do krańców wszechświata. Tak wielkie jest dzieło Boga Stwórcy, Boga–Miłości. On tego dla siebie nie potrzebował, On chciał się podzielić właśnie swoim bogactwem, swoją prawdą, swoim życiem, ażeby wszystko, co zostało stworzone, cieszyło się radością życia, radością chwały Bożej, radością piękna i prawdy. I, najmilsi, żyjemy dzisiaj w czasach, kiedy rozmaite błędne filozofie, począwszy od rewolucji francuskiej, zaczęły podważać tę prawdę, że Bóg stworzył świat. Głoszą rozmaite teorie, znajdują rozmaitych bożków, rozmaite pseudonaukowe twierdzenia, że to wszystko powstało bez Boga, że to wszystko powstało samo z siebie, że to wszystko nie świadczy o niczym głębszym. I obecnie wielu jest ludzi, nie tylko ludzi prostych, ale również uczonych zbałamuconych Darwinem czy innymi teoriami głoszonymi w czasach komunizmu w Rosji i w Polsce.
Bóg jest miłością, On jest źródłem życia. Już w Starym Testamencie stwierdzono tę prawdę. Jeśli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzi się robotnik, a równocześnie, żeby to budowanie trwało, miało błogosławieństwo Boże, musi być budowane na skale, na prawdzie, oparte właśnie na fundamentach niezniszczalnych, na fundamentach mocnych mocą Bożej prawdy, Bożej miłości.
Najmilsi, dzisiaj cały system, nie tylko komunistyczny, ale również skrajnie liberalny, poprzez wszystkie teorie okraszone tzw. socjalizmem, chcą zbawić świat rewolucją. Chcą zniszczyć wszystko i uważają, że do zbawienia ludzkości i szczęścia prowadzi rewolucja. My wiemy, do czego doprowadziła rewolucja we Francji, do czego doprowadziła w Rosji, do czego doprowadziła w Azji, wszędzie tam, gdzie to hasło politycy przyjęli za swoje. I u nas tak samo część polityków chciałaby budować Polskę, budować przyszłość, niszcząc wszystko, co jest, na drodze rewolucji uszczęśliwiać człowieka. Tymczasem każda rewolucja to zniszczenie, każda rewolucja to cierpienie, każda rewolucja to cofanie historii na zgubę ludzkości – całych narodów. Dzisiaj dąży się masowo do mordowania dzieci nienarodzonych, do eutanazji, a więc panuje jakieś straszliwe zaślepienie i egoizm rozmaitych bogatych posiadaczy. A tymczasem wszystko to tylko prowadzi do światowej katastrofy.
Dzisiaj już Europa nie jest samowystarczalna demograficznie. W Rosji już dawno patriarcha powiedział: Rosja liczy 17 milionów kilometrów kwadratowych, a ma tylko 120 milionów mieszkańców. Plagą są rozbite rodziny, pijaństwo, narkotyki. Patriarcha powiedział wyraźnie, jeśli się nie uratujemy, to w roku 2040 będzie nas tylko 40 milionów, a nie 120 milionów, bo co roku prawie o milion zmniejsza się liczba mieszkańców Rosji. Kto zaludni te tereny, nie tylko europejskie, ale również Dalekiego Wschodu, sięgającego po Chiny i Japonię? I ta droga czeka wszystkich innych, również Europejczyków, którzy utracili rozsądek.
Dlatego, najmilsi, moim zadaniem jako duszpasterza było i jest uczyć o Panu Bogu. Bóg jest miłością. Bóg stworzył wszechświat. Ubogacił ten wszechświat. My się dzisiaj szczycimy elektrycznością, radiem, telewizją, internetem. Człowiek się pyszni, jakiego to wielkiego dzieła dokonał. A zapomniał, że to wszystko w przyrodzie było. Człowiek nie stworzył świata, tylko wykorzystuje go z polecenia Bożego. Bóg powiedział – gospodarzcie tą ziemią, czyńcie ją sobie poddaną. Wykorzystujcie te siły i moce, tę mądrość przyrody i świata, którą Bóg powołał, ażeby się to życie rozwijało, żeby ta ziemia była miejscem godnym człowieka. I o tym się zapomina. I to jest właśnie tragedia świata. Człowiek pogrążył się w konsumpcji. Odrzucił Boga prawdziwego, a ma bożka fałszywego – pieniądz. Uważa, że im więcej ma pieniędzy na koncie w banku, tym będzie szczęśliwszy. A zapomina, że jest tylko niewolnikiem chciwości, że to wszystko, co jest oparte na krzywdzie ludzkiej, nie służy niczemu dobremu. Jest zaślepiony, brakuje mu rozsądku, mądrości, jest – użyjmy ostrego słowa – głupi, bo nie patrzy na życie realnie. A Bóg nie tylko nas stworzył, ale kiedy człowiek pogrążył się w grzechu, posłał swego Syna Jednorodzonego, ażeby przyjął naturę ludzką i dokonał drugiego swego dzieła. Ten Syn Człowieczy wziął na siebie grzechy, zbrodnie całej ludzkości, żeby nas odkupić, chce ratować największego nawet grzesznika. Ale Bóg nie może stosować przymusu, bo Królestwo Boże jest królestwem wolności, a nie niewoli. Dlatego Bóg czeka, aby człowiek otworzył oczy, zrozumiał, pogłębił i naprawił swoje życie. Bóg jest nie tylko miłością, która się dzieli wszystkim, czym jest i co posiada, ale jest miłością miłosierną, przebaczającą każdemu, kto naprawdę zbłądził i ma dobrą wolę, aby zawrócić ze złej drogi i swoje życie poprawić.
Najmilsi, to było moje zadanie jako biskupa: uczyć o Panu Bogu. Nie chciałem z nikim walczyć, tylko głosiłem prawdę. Ale ta prawda nie wszystkim się podobała i za tę prawdę musiałem wiele cierpieć i za tę prawdę mnie prześladowali. Ale – jak powiedział Chrystus – szukajcie prawdy, a tylko prawda was wyswobodzi.
„Deus caritas est”. Chciałem tą prawdą żyć osobiście, na miarę swojej ograniczoności, bo jestem tylko człowiekiem. Ale i człowiek może Pana Boga pokochać i swoją postawą okazać Panu Bogu wdzięczność i pełnić Jego wolę.
Tutaj dochodzimy do drugiej części mojej pieczęci – Dziesięć Przykazań Bożych, a na ich tle symbol gołębicy – Ducha Świętego.
Czym są przykazania Boże? Dekalog jest tak stary, jak stara jest ludzkość: Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną, nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno, nie będziesz krzywdził, nie będziesz kradł, nie będziesz zabijał, nie będziesz kłamał…
Czym jest Dekalog dla człowieka? W czasach motoryzacji, w jakich żyjemy, nasuwa się porównanie do przepisów drogowych. Dzisiaj w Polsce ginie rocznie na naszych szosach kilkadziesiąt tysięcy osób, a dwa razy tyle cierpi z powodu odniesionych ran. Dlaczego? Bo ludzie kierowani popędami, bezmyślnością, naiwnością, nietrzeźwością, nie szanują właśnie przepisów drogowych. Przykazania Boże to są przepisy drogowe całego naszego życia, niezależnie od rasy człowieka, jego pozycji społecznej, wykształcenia. Jeśli człowiek zachowuje Dziesięć Przykazań Bożych, jest pełnym człowiekiem. Tymczasem fałszywe maksymy głoszone przez liberalizm czy komunizm mówią, że przepisy drogowe – Dekalog to jest deptanie wolności człowieka.
Tymczasem właśnie Dekalog zapewnia człowiekowi wolność, że nie jest on np. alkoholikiem, że jest uczciwy w małżeństwie, że jest uczciwy w pracy, że jest dobrym obywatelem, że nie sprzedaje swojej Ojczyzny… To są owoce zachowywania Dziesięciu Przykazań Bożych. A w sytuacji, gdy ktoś depcze przykazania, staje się niewolnikiem. Nikogo, najmilsi, nie chcę obrażać, nazwisk nie podaję, ale zapytajcie alkoholika, czy on jest wolny. On za tą wolnością tęskni, bo jest zniewolony przez alkohol czy rozmaite narkotyki. Zapytajcie milionera, który żyje krzywdą ludzką jako urzędnik państwowy, czy go to syci. On się boi o swój majątek, bo jego pożera chciwość, bo uważa, że im więcej będzie miał, tym będzie szczęśliwszy. Tymczasem im więcej posiada, tym więcej ma krzywdy na swoim sumieniu, tym większym jest niewolnikiem. Można być niewolnikiem posady, niewolnikiem polityki, niewolnikiem pieniędzy… A tylko Dekalog, zachowywanie tych przepisów drogowych całego życia, daje prawdziwą wolność.
Najmilsi, dzisiaj trwa walka w świecie nie tylko o prawdę, nie tylko o życie – bo egoiści chcieliby wymordować starszych ludzi czy pozbyć się dzieci nienarodzonych. To wszystko prowadzi do straszliwej katastrofy. Jak wielka jest dzisiaj potrzeba wołania każdego człowieka, zrzeszania się, organizowania się, niepoddawania się agitacji i fałszywej polityce!
Przypomnę, że w naszej diecezji nie wolno było budować kościołów, bo komunista Gomułka powiedział, że te, które już istnieją, i tak są niepotrzebne, bo wkrótce zarosną ścieżki do wszystkich kościołów. Ale zaczęliśmy w diecezji budować proste szopki – szopki betlejemskie. Wykorzystywane były też jakieś stare szopy, stodoły, szkoły… I ludziom się tam dawało Boga, i ludzie obudzili się! Uważali te miejsca za swoje i wywalczyli je swoją postawą, karami, więzieniami…
Dzisiaj nasza diecezja i inne, które poszły za naszym przykładem, mają świątynie, mają Boga i mogą żyć tą pełnią życia w wolności, w prawdzie, w miłości i sprawiedliwości.
Najmilsi, to jest właśnie moje zadanie biskupie wypływające z tego hasła: „Bóg jest miłością”, a potem z tego Dekalogu, który umieszczony jest w moim herbie: Dziesięć Przykazań Bożych z Duchem Świętym na czele. I w tym kierunku właśnie pracowałem i działałem, ile sił starczało. Zaangażowano całą armię propagandystów ateistycznych z KC, urzędników, szkoły, instytucje, wojsko w ateizację, żeby z polskiego serca wyrwać prawdę, życie i by uczynić człowieka niewolnikiem. Do tej pory jednak to się nie udało. Wyrządzono wiele szkód, ale społeczeństwo w olbrzymiej większości jest zdrowe, tylko musi się organizować i nie ulegać jakiemuś ślepemu popędowi czy rozmaitej fałszywej propagandzie. Mamy już coraz więcej czasopism, mamy radio, mamy telewizję. Organizujmy się, a będziemy silni, przezwyciężymy to wszystko i doczekamy się jak najprędzej lepszej Polski, lepszej Europy, lepszego świata.
I dlatego, najmilsi, te dwa zadania starałem się do dzisiaj wypełniać: głosić Boga miłości, który nas kocha. Jak powiedział Jan Apostoł, że tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego posłał, aby ten świat ratował, aby on nie zginął, aby miał życie wieczne. Gdyby istniało tylko to jedno zdanie z Ewangelii, to byłoby to dla nas światło i źródło nadziei na przyszłość.
I dlatego, najmilsi, dzisiaj za to Panu Bogu dziękujemy – wszyscy, za każdy nasz kościół, za każdą kapliczkę, szopkę. Macie możliwość oparcia się fałszywej propagandzie, kłamstwu, oszustwom. Dzisiaj nie tylko zniewolona jest propagandą gospodarka, ale również zniewolona jest nauka – wielu uczonych zniewolonych jest kłamstwem i służy tej ideologii. Jednoczmy się, a naprawdę zrealizują się nasze plany.
Na przyszły rok spodziewamy się, że Ojciec Święty Jan Paweł II – wielki ojciec i nauczyciel narodów, doczeka się beatyfikacji. Znowu stanie się on bodźcem do obudzenia społeczeństwa. Na dobrej drodze jest proces beatyfikacyjny ks. Jerzego Popiełuszki, już dopracowywane są ostatnie dokumenty. Jeśli Pan Bóg pozwoli, to może w tym roku dojdzie do jego beatyfikacji. Polska zyska dwóch nowych patronów z krwi i kości, z cierpienia i miłości, z tej ziemi ojczystej, którzy przyczynią się do tego, żebyśmy się obudzili, nabrali odwagi, zrzucili z siebie te łachmany niewolnictwa, to wszystko, co gnębi naszą duszę, żebyśmy stali się prawdziwymi ludźmi, dziećmi Bożymi, Synami Bożymi, których Ojcem jest Jezus Chrystus Syn Boży i Duch Święty. Amen.
