Błasik wyprzedził raport Millera
Przed raportem Jerzego Millera był raport gen. Andrzeja Błasika,
sporządzony po katastrofie wojskowej CASY. Generał postawił w nim diagnozę
zapaści w polskich Siłach Powietrznych, łudząco podobną do tej z raportu w
sprawie katastrofy Tu-154M. W 2008 r. nikt nie chciał jednak o tym słuchać.
Błasik, niezależnie od komisji badającej katastrofę w Mirosławcu, powołał własny
zespół w Dowództwie Sił Powietrznych, który miał skontrolować 13. eskadrę
lotnictwa transportowego w Krakowie, macierzystą jednostkę CASY. Zespół
analizował dokumentację rozkazodawczą, szkoleniową i osobistą personelu
latającego. Sprawdził ścieżki nabywania uprawnień przez personel lotniczy i
Służbę Inżynieryjno-Lotniczą do realizacji zadań na wszystkich typach statków
powietrznych eksploatowanych w jednostce. Pod lupę wzięto zgodność procedur z
obowiązującymi przepisami w zakresie stawiania zadań, przygotowania załóg do ich
realizacji, obiegu informacji w systemie dowodzenia. Skontrolowano wszystkie
lotniska jednostek lotniczych Sił Zbrojnych oraz służb ruchu lotniczego pod
kątem wymaganych kwalifikacji, prowadzonej dokumentacji oraz wyposażenia
technicznego baz lotniczych.
Wnioski z analizy Błasik zawarł w prezentacji, którą miał przedstawić na jednym
z posiedzeń sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Tak się jednak nie stało. Jak
ustalił "Nasz Dziennik", zablokował ją Sztab Generalny Wojska Polskiego. – Może
prokuratura dojdzie, gdzie to było blokowane, na którym szczeblu, czy faktycznie
na szczeblu Sztabu Generalnego, czy może na szczeblu Ministerstwa Obrony
Narodowej – mówi Ewa Błasik, żona dowódcy Sił Powietrznych, który zginął na
Siewiernym.
"Nasz Dziennik" dotarł do dokumentu, z którym mieli się zapoznać posłowie.
"Szanowni Państwo, z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przyczyn
zaistnienia katastrofy, bezpośrednich i również tych pośrednich, należy
doszukiwać się w pogarszającej się na przestrzeni kilku ostatnich lat ogólnej
kondycji lotnictwa. Na kondycję tę miały wpływ zaniedbania w systemach:
organizacyjno-kompetencyjnych, skutkujące pozbyciem się doświadczonej kadry,
szkolenia, a w zasadzie braku takiego systemu, który odpowiadałby potrzebie
eksploatowanej techniki lotniczej, przeciążenia ludzi i sprzętu absolutnie
nieodpowiednią do możliwości ilością zadań. Zbyt optymistycznie planowany był
proces osiągania zdolności operacyjnej dla nowo formowanych dowództw i
jednostek" – napisał dowódca Sił Powietrznych.
Błasik argumentował, że 13. eskadra lotnictwa transportowego była nadmiernie
obciążona zadaniami operacyjnymi. W 2007 r. zaplanowano dla niej nalot w ilości
4,5 tys. godzin, z tego na samolotach CASA C-295M – 2 tys. 514. Eskadra
przekroczyła jednak nalot ogólny, wykonując aż 5 tys. 913 godz., co stanowiło
131 procent planu, w tym na samolotach CASA C-295M – 3 tys. 931 godz., czyli 156
procent planu.
Największe obciążenie związane było jednak z realizacją zadań na rzecz polskich
kontyngentów wojskowych. W 2007 r. na zaplanowany limit nalotu na tym typie
statku powietrznego w ilości 1,5 tys. godz. eskadra zrealizowała 2 tys. 811
godz., czyli 187 procent planu.
Piotr Czartoryski-Sziler
