Bezideowi, wypaleni, cyniczni

Platforma Obywatelska nie ma nic pozytywnego do zaproponowania Polakom.
Zamiast podjąć poważną dyskusję o rzeczywistych problemach, ucieka się do
prymitywnych chwytów pod publiczkę. Podczas sobotniej konwencji PO Donald Tusk
straszył: "Nie stać nas na to, by znowu przyszli ludzie, którzy zamkną nas w
kokonie nieufności". Dawkując napięcie, premier snuł katastroficzną wizję
"aresztowanych" i przerwanych inwestycji. Ale najbardziej zastanawiające było
stwierdzenie Tuska, że w przypadku przegranej PO Polska może nie otrzymać z UE
blisko 300 mld zł w nowym budżecie. Premier zapomniał, że dotychczasowe środki
zostały wynegocjowane za rządu PiS, a nie Platformy.

To nie przypadek, że stadiony oddawane są właśnie teraz, aby przekonać ludzi z
głównych ośrodków miejskich, że w Polsce dużo się dzieje. Wybudować stadiony
było najłatwiej, mimo olbrzymich kosztów również najłatwiej się nimi pochwalić.
Tusk mówił też o setkach oddanych boisk dla dzieci (tzw. orlików).
Nieprzypadkowo właśnie teraz na orlikach trwa II Turniej Orlika o Puchar
Premiera Donalda Tuska dla dzieci i młodzieży.
Wydaje się, że PO w sensie pozytywnych obietnic doszła do ściany. Nikt już nie
uwierzy w obniżkę podatków, kiedy do kosza poszły pomysły Platformy o podatku
liniowym. Trudno zachwycać się obietnicami oddania nowych dróg, kiedy plan
autostrad związany z Euro 2012 jest nieaktualny. Nie sposób również zachwycać
się Polską jako "zieloną wyspą", kiedy poziom długu publicznego codziennie
szybuje w górę. Ponieważ w obietnice nikt już nie uwierzy, przyszedł czas na
straszenie.
Oczywiście w strategii straszenia oprócz kija pojawiła się też mała marchewka w
postaci… Henryki Krzywonos. Chcąc spacyfikować wizerunkowo protesty
"Solidarności" oraz zastąpić ikonę Sierpnia ´80, zmarłą w katastrofie
smoleńskiej Annę Walentynowicz, PO wygenerowała nową "bohaterkę" popierającą
Platformę "Henię tramwajarkę". Zastanawiające, jak szybko PO odwołuje się raz do
resentymentów komunistycznych (Wojciech Jaruzelski na salonach prezydenckich),
by kiedy indziej sięgać do odniesień antykomunistycznej "Solidarności". Wydaje
się, że tego typu manewry są możliwe w sytuacji kompletnej bezideowości warstwy
politycznej, która odwołuje się do pewnych wzorców w sposób czysto utylitarny,
bez wiary w głoszone ideały.
Przekierowanie retoryki wynika być może z coraz bardziej niekorzystnych dla PO
sondaży. Marketingowcy Platformy zdiagnozowali, że nie są w stanie już bardziej
osłabić SLD, dlatego na konwencji nie tyle eksponowali Bartosza Arłukowicza, ile
Henrykę Krzywonos czy Jerzego Buzka. Z kolei Donald Tusk bardzo mocno starał się
eksponować siebie i swoją frakcję, pomijając ludzi Grzegorza Schetyny. To
Radosław Sikorski jest dziś uważany za następcę Tuska i on jest autorem
strategii wyborczego straszenia. Ale kampania negatywna nie wytrzymałaby
zderzenia z rzeczywistością, gdyby nie media, a zwłaszcza "zaprzyjaźnione
telewizje". Monopol, jaki osiągnęła w tej dziedzinie partia Donalda Tuska,
niszczy debatę publiczną, demokrację i Polskę.

Prof. Mieczysław Ryba

drukuj