Bezduszna oszczędność
Te choroby mogą dotknąć każdego. W większości przypadków są nieuleczalne.
Na różne sposoby atakują najdoskonalszy, a zarazem najczulszy ludzki organ –
mózg. Czynią człowieka bezbronnym i całkowicie zależnym od innych. Wydawać by
się mogło, że roztoczenie opieki właśnie nad takimi chorymi powinno być
priorytetem cywilizowanego państwa. Tymczasem ich kosztem rząd zamierza szukać
oszczędności budżetowych. Na mocy wprowadzonej od nowego roku ustawy
refundacyjnej drastycznie podrożało stosowanie nowoczesnych i skutecznych w
leczeniu choroby Alzheimera i wielu zaburzeń psychicznych leków.
Ceny w górę
Choroba Alzheimera to postępujące zmiany zwyrodnieniowe w mózgu. U chorego w
szybkim tempie zanika tkanka nerwowa. Zewnętrznymi przejawami są: utrata
pamięci, zdolność racjonalnego myślenia, otępienie, postępujące trudności w
wykonywaniu podstawowych czynności, także tych fizjologicznych, nierozpoznawanie
najbliższych osób, problemy z koordynacją ruchową, komunikacją, utrata zdolności
pisania i zrozumiałego mówienia. Chory odbywa jak gdyby podróż w czasie do
okresu dzieciństwa, tracąc umiejętności w kolejności odwrotnej do czasu ich
nabywania, z jego pamięci najpierw znikają informacje uzyskane ostatnio, a
następnie stopniowo reszta.
Grupą szczególnego ryzyka są ludzie po sześćdziesiątce. Gdy chorobę wykryje
się we wczesnym stadium, można dzięki nowoczesnej terapii znacznie opóźnić jej
rozwój, choć nadzieja na całkowite powstrzymanie jest raczej nikła. Jednym z
leków nowej generacji o najskuteczniejszym działaniu spowalniającym skutki
choroby jest rywastygmina, zwiększająca w mózgu poziom acetylocholiny. Można ją
przyjmować w formie wywołujących wiele skutków ubocznych doustnych pastylek czy
roztworów lub w postaci plastrów. Właśnie ta druga, pozajelitowa kuracja,
określana fachowo jako transdermalna, jest znacznie korzystniejsza dla pacjenta.
Polskie Towarzystwo Alzheimerowskie w opublikowanych w ubiegłym roku badaniach
potwierdziło znacznie większą skuteczność i bezpieczeństwo terapii
transdermalnej w stosunku do form doustnych.
Tymczasem koszt właśnie tej skuteczniejszej i bezpieczniejszej terapii
choroby Alzheimera został przez twórców nowej ustawy refundacyjnej kilkakrotnie
zwiększony i wywindowany na poziom nieosiągalny przez znaczną część chorych. Od
1 stycznia średnia cena z ok. 70 zł wzrosła do 250 złotych.
– Przy tej cenie terapia transdermalna przestała być dostępna dla chorych na
Alzheimera, którzy na ogół są w starszym wieku i w trudnej sytuacji materialnej
– zauważa Alicja Sadowska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom
z Chorobą Alzheimera.
Jej słowa potwierdza Mariusz Pająk, prezes Kieleckiego Stowarzyszenia
Alzheimerowskiego, prowadzącego całodobowy dom opieki dla osób dotkniętych tą
chorobą. Jak twierdzi, za większość leków podawanych w placówce kosztów nie
ponosi sam pacjent, ale wyjątkiem jest rywastygmina.
– Faktycznie rodzina chorego musi teraz za ten lek zapłacić albo przyjąć
ryzyko, że pacjent nie będzie go brał – wskazuje prezes Pająk. – Niestety, już
zdarza się sytuacja, że rodzina nie wykupiła leku, bo np. czeka na dopływ
gotówki.
600 zł miesięcznie na leki
Szacuje się, że rywastygmina w ok. 70 proc. przypadków stosowana jest w
formie transdermalnej. Jak wskazują doświadczenia terapeutów, wielu chorych
odmawia przyjmowania leku w innej postaci niż plastry, gdyż obawia się skutków
ubocznych. A tymczasem już po kilku dniach od zaprzestania leczenia u pacjentów
może się pojawić większa agresja, trudności w zasypianiu i zaburzenia nastroju,
widoczne głównie w postaci większej płaczliwości. Tempa nabiera też proces
niszczenia komórek nerwowych w mózgu.
W niektórych przypadkach skutki rządowych oszczędności pokryją – kosztem
wielu wyrzeczeń – rodziny zdeterminowane, by zapewnić chorym seniorom optymalną
kurację. Pewne pojęcie o kosztach leczenia chorego na Alzheimera daje przykład
sytuacji pani Celiny z Krakowa, której mama znajduje się w początkowym stadium
choroby i bierze lek o nazwie Exelon w plastrach. Substancją czynną jest w nim
rywastygmina.
– Ten refundowany dotychczas lek i tak był dość drogi, gdyż koszt
miesięcznego stosowania wynosił ok. 100 złotych. Od nowego roku jego cena
wzrosła do 250 zł – wskazuje pani Celina.
Ale jej mama bierze jeszcze drugi lek stosowany przy chorobie Alzheimera o
nazwie Axura. Ani wcześniej, ani teraz nie jest refundowany. Kosztuje 220
złotych.
Jednak wydatek prawie 500 zł na te dwa podstawowe w terapii stosowanej przy
chorobie Alzheimera leki to nie wszystko. Najczęściej chorzy mają też inne
schorzenia i tak jest też w przypadku mamy pani Celiny. Przyjmuje jeszcze leki
kardiologiczne, a także insulinę, bo ma cukrzycę.
– Koszt tych leków to co najmniej 600 zł miesięcznie, i to bez liczenia
insuliny, bo mamy zapas i jeszcze nie wiem, ile zdrożała – mówi pani Celina. –
Oczywiście na tę kurację będzie się musiała złożyć cała rodzina. Nie przerwiemy
jej, bo rywastygmina wzmacnia pamięć i funkcjonowanie mózgu zaatakowanego
chorobą, przylepione raz na dobę na plecach czy ręce plastry powodują, że lek
jest wchłaniany powoli, nie powodując u mamy żadnych skutków ubocznych.
Zdaniem dr Grażyny Usar-Czerwiec, znanego lubelskiego lekarza psychiatry,
członka zarządu lubelskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego,
choroba Alzheimera w najnowszej ustawie refundacyjnej została potraktowana
szczególnie po macoszemu.
– I trzeba pamiętać, że dotyczy to pacjentów z grupy, która sama się o siebie
nie upomni, a więc muszą to za nich zrobić albo opiekunowie, albo my – służba
zdrowia – wskazuje dr Usar-Czerwiec. – Dlatego za pośrednictwem "Naszego
Dziennika" upominam się o zmianę listy refundacyjnej.
Regres w leczeniu
Lekarze psychiatrzy zgodnie zwracają uwagę, że nowa ustawa refundacyjna
znacznie pogorszyła również sytuację wielu chorych leczonych psychiatrycznie.
Stało się tak za sprawą wyłączenia schizofrenii z grupy chorób określanych jako
"upośledzenia umysłowe i zaburzenia psychiczne". W następstwie tego pociągnięcia
najnowocześniejsze leki jako refundowane znalazły się tylko w grupie
schizofrenii i nie mogą być refundowane w przypadku stosowania w leczeniu innych
chorób psychicznych.
– Choremu na schizofrenię mogę zapisać nowoczesny lek i zapłaci za to
zryczałtowaną kwotę rzędu kilku złotych, gdy lek normalnie kosztuje 560 zł –
wyjaśnia dr Usar-Czerwiec. – Ale już w przypadku chorego o podobnych objawach,
ale bez stwierdzonej schizofrenii, cierpiącego np. na zespół paranoidalny,
urojeniowy itp., ten sam lek, który tak samo jest dobry dla niego, jak dla
chorego na schizofrenię, nie podlega już refundacji i chory musi za niego
zapłacić 100 proc., na co go najczęściej nie stać – ubolewa.
Dla innych niż schizofrenia chorób Ministerstwo Zdrowia pozostawiło na
refundowanych, niskich pułapach leki starej generacji, co zdaniem psychiatrów
oznacza istotny regres w ich profesji.
– Cofamy się o kilkadziesiąt lat w terapii ludzi z innymi niż schizofrenia
zaburzeniami psychicznymi, gdyż pacjentów nie stać na wykupienie nowoczesnych
leków bez refundacji – wskazuje lekarz. – To świadczy o krótkowzroczności
rządzących, dlatego że pacjent leczony bardzo inwazyjnymi lekami starej
generacji nie może samodzielnie funkcjonować. Skazany na inwalidztwo idzie na
rentę, nie ma szansy na szkołę, pracę itp. Leczony nowocześnie ma szansę na
normalne życie.
Wbrew propagandowym zapewnieniom polityków rządzącej koalicji środowisko
lekarzy psychiatrów, tak jak wiele innych, protestowało przeciwko pomysłom
refundacyjnym Ministerstwa Zdrowia jeszcze w ubiegłym roku, gdy tylko pojawił
się projekt listy leków refundowanych. Ten sam protest 360 psychiatrów podpisało
na spotkaniu w styczniu br. w Warszawie. Jak na razie bez żadnych efektów.
Lekarze wskazują, że oszczędności, które ministerstwo chce osiągnąć, są bardzo
wątpliwe, bo gdy chory w efekcie nieskutecznej terapii znajdzie się w szpitalu,
to jego leczenie kosztuje dziesięć razy więcej.
Obowiązująca od początku stycznia br. nowa lista leków refundowanych,
przygotowana zgodnie z zapisami ustawy refundacyjnej, wywołała i nadal wywołuje
wiele kontrowersji. Według posła Bolesława Piechy (PiS), Narodowy Fundusz
Zdrowia zaoszczędził dzięki ustawie 700 mln zł, gdyż z listy leków refundowanych
zniknęło ponad 800 pozycji. Współpłacenie pacjentów za leki zwiększyło się, jego
zdaniem, o 300 mln złotych. Ministerstwo Zdrowia broni się, że oszczędności
zamierza przeznaczyć na wprowadzenie refundacji na kolejne nowoczesne leki. Po
protestach i apelach ze strony różnych środowisk, w tym pacjentów i lekarzy,
resort dopisał na listę leków refundowanych m.in. lekarstwa stosowane po
przeszczepach, w leczeniu astmy oskrzelowej dzieci, w łagodzeniu bólu
towarzyszącego chorobom nowotworowym, i paski do glukometrów. Zadeklarował
również, że lista leków ma być aktualizowana co dwa miesiące. Oby na
najbliższej, ogłoszonej 1 marca liście leków refundowanych znalazła się na
takiej samej pozycji, jak przed wprowadzeniem nowych przepisów refundacyjnych,
rywastygmina w postaci plastrów, najskuteczniejsza forma terapii pacjentów z
chorobą Alzheimera.
Adam Kruczek
