Bez idei dobra wspólnego

Bronisław Komorowski złożył przed Zgromadzeniem Narodowym prezydencką
przysięgę i objął urząd prezydenta RP. Uroczystość poprzedziła minuta ciszy ku
czci ofiar tragedii pod Smoleńskiem. Prezydent Komorowski w wygłoszonym przed
Zgromadzeniem Narodowym orędziu zadeklarował m.in., że będzie starał się tak
sprawować swój urząd, by zyskać zrozumienie i uznanie także tych blisko ośmiu
milionów wyborców, którzy głosowali na jego konkurenta.

Do przysięgi prezydent Bronisław Komorowski dodał słowa: "Tak mi dopomóż Bóg".
Po złożeniu ślubowania otrzymał brawa. Lecz w ławach zajętych przez
parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości klaskali tylko nieliczni. Marszałek
Sejmu Grzegorz Schetyna stwierdził: "Wierzymy, że będziemy z pana dumni". – Z tą
chwilą stał się pan przedstawicielem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Niech pana
Bóg prowadzi – dodał. Złożenie przysięgi poprzedziła minuta ciszy w intencji
ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. W tym czasie senator Ryszard Bender
zaintonował: "Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie". Parlamentarzyści
odpowiedzieli: "A światłość wiekuista niechaj im świeci".
Na uroczystość zaprzysiężenia przybyli byli prezydenci, premierzy, marszałkowie
Sejmu i Senatu. Obecni byli m.in. Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, a także
Jerzy Buzek. Do Sejmu nie zdecydował się przyjść były prezydent Wojciech
Jaruzelski, który został zaproszony na uroczystość. Autor stanu wojennego, z
którym Komorowski zdążył się już "zaprzyjaźnić" – zabrał Jaruzelskiego w maju na
defiladę do Moskwy – przybył natomiast na Zamek Królewski, gdzie odbyła się
uroczystość przekazania nowemu prezydentowi insygniów Orderu Odrodzenia Polski i
Orderu Orła Białego.
Uroczystości w parlamencie postanowił nie uświetniać swoją obecnością również
prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, choć później do Sejmu
przybył. Także w ławach przeznaczonych dla parlamentarzystów PiS pozostało sporo
wolnych miejsc. Na sali byli jednak obecni: wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości
Beata Szydło oraz szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.
Po złożeniu przysięgi z potknięciem – zamiast przeczytanego przez marszałka
Schetynę: "dobro Ojczyzny", Bronisław Komorowski powtórzył "dobrość Ojczyzny" –
prezydent wygłosił nudne i pozbawione konkretów orędzie.
Prezydent Komorowski zauważył w orędziu, iż urząd prezydencki objął po wyborach,
które przeprowadzone zostały w szczególnych okolicznościach, gdy "Polska musiała
stawić czoła wielkiej narodowej tragedii. Gdy w katastrofie pod Smoleńskiem
zginął prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, gdy zginęli reprezentanci elit
państwowych i wybitni przedstawiciele polskiego życia publicznego i
społecznego". – To była nasza wspólna tragedia, wspólna żałoba, która naznaczyła
nas smutkiem i dotkliwym bólem. Ale też pokazała nam wszystkim, że nasze
społeczeństwo i nasze państwo tej wielkiej próbie sprostało – powiedział
prezydent Komorowski.
Podziękował tym, którzy na niego zagłosowali, zapewniając, iż uczyni wszystko,
aby nie zawieść ich oczekiwań i nadziei. Ale zauważył też, iż na jego
kontrkandydata głos oddało niemal osiem milionów osób. – Będę starał się tak
sprawować urząd prezydencki, by zyskać ich zrozumienie i uznanie – zadeklarował
prezydent.

Każdemu według potrzeb

Komorowski w swoim przemówieniu prześlizgnął się też po stojących przed Polską
wyzwaniach. Zaliczył do nich m.in.: likwidację barier utrudniających start
życiowy młodych ludzi, konieczność zasadniczej poprawy opieki zdrowotnej, jak
również wprowadzenie takich rozwiązań w systemie emerytalnym, by Polacy mogli
dłużej pracować, jeśli tak chcą, by mogli przechodzić na godną emeryturę.
Zaznaczył, że zagwarantowana przez Konstytucję równość praw kobiet i mężczyzn
wymaga "praktycznego urzeczywistniania, tak w stosunkach pracy, jak i w życiu
publicznym".
Prezydent Komorowski stwierdził, iż jest "szereg niezaspokajanych w dostatecznym
stopniu potrzeb". Zaliczył do nich "powszechny dostęp do systemu pomocy prawnej,
nieodpłatnej dla osób niezamożnych, ubogich". – Wierzę, że wspólnie możemy wiele
w tych sprawach, naprawdę wiele zrobić, wiele zdziałać – zadeklarował.
Mówił o konieczności umocnienia podstaw do trwałego rozwoju społecznego i
gospodarczego, inwestycjach w infrastrukturę, poprawie jakości usług publicznych
i utrzymaniu w ryzach finansów państwa, zadbaniu o poprawę jakości edukacji i o
jak najszerszym dostępie do niej, inwestycjach w badania naukowe i lepszym
finansowaniu instytucji kultury.
Zadeklarował się jako były i obecny człowiek "Solidarności" – wielkiego,
społecznego zrywu przeciwko dyktaturze. Zaoferował "współpracę i wspólny namysł
nad najważniejszymi dla Polski sprawami" reprezentantom różnych stronnictw.

Nie będzie rozwoju bez Rosji

W kwestii polityki zagranicznej Komorowski zapowiedział, że Polska chce
umacniać, inspirować i dynamizować Stary Kontynent. Zadeklarował, iż chciałby,
aby urząd prezydenta stał się ośrodkiem refleksji nad przyszłością wspólnej
Europy. Powtórzył swoje zapowiedzi z kampanii wyborczej, iż z pierwszą wizytą
zagraniczną uda się do Brukseli, Paryża i Berlina. Według szefa Kancelarii
Prezydenta Jacka Michałowskiego, do tej wizyty miałoby dojść w dniach 1-3
września br.
Komorowski deklarował chęć pogłębiania współpracy także z pozostałymi, poza
Niemcami i Francją, partnerami unijnymi. Zaznaczył, iż jednym z filarów naszej
polityki zagranicznej pozostaną nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi.
Zadeklarował, że Polska jako członek NATO jest świadoma swoich sojuszniczych
zobowiązań. Stwierdził chęć kontynuacji zacieśniania relacji Polski z państwami
Europy Środkowej, tak z tymi, z którymi do Unii Europejskiej wstępowaliśmy, jak
i z tymi, które do UE aspirują. Wymienił tutaj Ukrainę.
Komorowski stwierdził, iż "nie będzie stabilnego rozwoju naszego regionu bez
współpracy z Rosją". – Będę sprzyjał rozpoczętemu procesowi zbliżenia i
pojednania polsko-rosyjskiego. To ważne wyzwanie chwili stojące zarówno przed
Polską, jak i przed Rosją – powiedział prezydent. Zaznaczył też, że "nie możemy
zapominać również o wielkiej polonijnej rodzinie".
Choć orędzie wygłoszone przez prezydenta Komorowskiego zostało ułożone według
podobnego schematu jak orędzie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to w przemówieniu
obecnego prezydenta zabrakło słowa, od którego przed blisko pięcioma laty zaczął
Lech Kaczyński.
Pierwszą część swojego przemówienia Lech Kaczyński poświęcił wyzwaniu, jakim
jest budowa "nowego kształtu naszego życia", który można określić słowami
"sprawiedliwość, solidarność, uczciwość". Prezydent Kaczyński mówił m.in.: "Gdy
chodzi o państwo, uczciwość łączy się ściśle z gotowością do traktowania
sprawowania urzędów jako służby publicznej, którą odnieść trzeba do dobra
wspólnego, do nieustannych zabiegów o jego realizację. Gdy mówimy o państwie
jako całości, tym dobrem wspólnym jest dobro Polski, dobro narodu. (…) W wielu
przypadkach zabrakło gotowości do traktowania władzy jako służby publicznej oraz
woli i energii do zabiegania o dobro wspólne. I właśnie w tej sferze musi
nastąpić zmiana głęboka, dostrzegalna dla społeczeństwa. Jest bowiem rzeczą
oczywistą, iż nie ma możliwości budowania dobrego porządku publicznego bez
ludzi, którzy kierują się w swoich działaniach wartościami zasadniczymi,
zabiegają o dobro wspólne, gdyż jest ono dla nich wartością samą w sobie".
Dzisiaj wypowiedzenie takich słów przez prezydenta wywodzącego się z Platformy
Obywatelskiej byłoby niewygodne w sytuacji, gdy na co dzień kilku czołowych
polityków z byłej partii Komorowskiego posługuje się publicznie językiem prosto
z rynsztoka, kiedy członek rządu w chamski sposób odzywa się do posłów, a partia
rządząca z tak wielką determinacją i bezczelnością ukręca łeb aferze, w którą
zamieszani są politycy tej partii. Podczas wczorajszego posiedzenia Sejmu
Platforma dokonała chyba pełnej rehabilitacji Mirosława Drzewieckiego, który
podczas tury głosowań w Sejmie zajął miejsce w pierwszym rzędzie, po prawicy
szefa klubu PO Tomasza Tomczykiewicza.
Prezydent Komorowski, przynajmniej na czas remontu Pałacu Prezydenckiego,
urzędować ma w Belwederze.

Artur Kowalski

drukuj