Batalia o życie – batalia o demokrację

W czasie debaty nad ochroną życia poczętego w latach osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych w Polsce sformułowano bardzo szczególne i istotne kryterium
naszego życia politycznego: "nienarodzony miarą demokracji". W tych dniach
przekonamy się, jaka jest nie deklaratywna, ale faktyczna kondycja polskiej
demokracji.

Obywatelski projekt ustawy "O ochronie życia ludzkiego od poczęcia" wzbudza
jeszcze przed jego głosowaniem w Sejmie ogromne emocje i perwersyjne wręcz ataki
niektórych środowisk politycznych i medialnych.

Aborcja i polityka
Warto przypomnieć pokrótce kilka kwestii o znaczeniu podstawowym dla zrozumienia
problemu.
Po pierwsze, Polska jest aktualnie krajem dotkniętym drastyczną wręcz
depopulacją czy też tak zwanym przyrostem naturalnym ujemnym. Od lat niezależni
demografowie podkreślają, że zmniejsza się w naszym kraju liczba ludności. To
zaś ma swoje znaczenie w strukturze gospodarczej i ekonomicznej (znane
hasło-pytanie: "Kto zapracuje na nasze emerytury?"). Ma to także znaczenie
fundamentalne w sferze bytu narodowego, suwerenności kraju.
Po drugie, o tym, że istnieje zależność aborcji, depopulacji i polityki,
świadczą dobitnie dzieje batalii dotyczącej ustaw związanych z aborcją w Polsce
powojennej. Jan Łopuszański, analizując wnikliwie genezę ustawy z 1956 r.,
stawiał tezę, że była ona tworem narzuconym, uwikłanym w wysokim stopniu w
zideologizowaną politykę. Kolejny etap dyskusji nad życiem poczętym miał miejsce
w latach 1988-1993. Charakter kompromisowy ustawy z 7 stycznia 1993 r. był
zauważany i aprobowany przez biskupów jako rozwiązanie czasowe i przejściowe,
wpisane w określoną strategię polityczną. Tak więc stwierdzano na przykład:
"Jest faktem, że obowiązujące w Polsce ustawodawstwo w tej sprawie jest
kompromisem, którego w sumieniu w pełni nie możemy akceptować, jako że nie
chroni każdego życia (chorego lub poczętego w przestępstwie). Ustawowy kompromis
może być częścią strategii prawnej w sytuacji, gdy niemożliwe jest osiągnięcie w
pełni sprawiedliwego ustawodawstwa – jak uczył o tym Jan Paweł II w "Evangelium
vitae" (n. 73), ale nic nie zwalnia uczciwych polityków od dążenia, czyli
podejmowania nieustannych wysiłków, aby uchwalić prawa w pełni zgodne z ich
sumieniem, to znaczy całkowicie chroniące życie poczęte" (List otwarty ks. abp.
Józefa Michalika do posła Piotra Ślusarczyka z 20.12.2005 r.).
Obecny projekt obywatelski wpisuje się zatem w owo "podejmowanie nieustannych
wysiłków, aby uchwalić prawa (…) całkowicie chroniące życie poczęte".
Po trzecie, trzeba także zauważyć, że liberalizacja aborcji wraz ze sprzeciwem
wobec bezwzględnej ochrony życia poczętego odsłania najbardziej perwersyjne
mechanizmy mentalności przeciwnej życiu. Nie jest bowiem przypadkiem, że osoby
sprzeciwiające się ochronie życia poczętego są zarazem tymi, które promują także
refundowanie antykoncepcji (jako środka leczniczego!) oraz wspierają reprodukcję
in vitro, która wiąże się nieodłącznie z eliminacją embrionów nadliczbowych.

Demagogia "Gazety Wyborczej"
Obecna alergiczna reakcja na projekt ustawy o ochronie życia poczętego ze strony
niektórych środowisk politycznych oraz medialnych nie wnosi faktycznie do debaty
wokółaborcyjnej niczego nowego. Warto jednak zwrócić uwagę na dwa argumenty.
Pierwszym z nich jest widmo podziemia aborcyjnego, które ma się jakoby pojawić w
sytuacji zaostrzenia dotychczasowej ustawy. "Gazeta Wyborcza", która ma swój
ogromny wkład w promocję mentalności antynatalistycznej, przytacza opinię
jednego z prawników: "Taki zapis z pewnością przyczyniłby się do zwiększenia
szarej strefy i podziemia aborcyjnego. Ten projekt jest nieludzki". Wiadomo, że
pewna kategoria osób ma dużą łatwość w przekraczaniu mentalnym tego, co realnie
nie jest do przekroczenia – np. przejście od domniemywań do faktów, od
wątpliwych hipotez do twardych opisów rzeczywistości. Ta nonszalancja
intelektualna niepokoi jednak u doktora nauk prawnych. Czy zdaniem pana doktora,
fakt zaostrzenia przepisów zakazujących kradzieży oznacza jej faktyczną
eskalację, czy zakaz pedofilii oznacza natychmiastową eskalację tej patologii? A
gdyby tak nawet było, to czy należy wówczas przyzwalać na kradzież czy
pedofilię, bo tak będzie łatwiej? Cytowanemu w tekście dr. Pawłowi Boreckiemu z
Katedry Prawa Wyznaniowego UW dedykowałbym w tej sytuacji argumentację, jaką
przedstawiała na rzecz ustawy z 1956 r. Maria Jaszczukowa.
W innym artykule szczegółowo opisującym charakter i lokalizację wystawy
proaborcyjnej organizowanej przez SLD ta sama "Gazeta" przytacza zdanie
rzecznika Sojuszu Tomasza Kality: "Wystawa pokazuje, w jakich warunkach kobiety
są zmuszane do tego, by przerywać ciążę". Przepraszam najserdeczniej, ale kto je
"zmusza do tego, by przerywać ciążę"? Jedyną instytucją, która podlegałaby tej
kategorii, wydaje się właśnie "Gazeta Wyborcza". Przykładem bezpardonowej i
bezprecedensowej nagonki na młodą dziewczynę, by dokonała aborcji, była przed
kilku laty tzw. sprawa Agaty – jedna z najbardziej bezczelnych i szkodliwych
manipulacji ostatnich lat.
Sprawą drugą wysuwaną przez zwolenników aborcji, która wraca jak bumerang, jest
kwestia konfrontacji praw kobiety i praw dziecka. Niekiedy kreślona jest ona w
dramatycznych tonach – zagrożenia życia matki ze strony dziecka. Wówczas, jak
przekonują zwolennicy aborcji, kobieta ma prawo bronić swego życia, tak jak
przysługuje prawo do obrony życia przed niesprawiedliwym agresorem, na co
zezwala wszak etyka katolicka. W tym demagogicznym argumencie umyka uwadze
określenie "niesprawiedliwy agresor" oraz to, że stosuje się je do dziecka,
wobec którego to określenie nabiera wymiaru perwersyjnej groteski.
Sam fakt zagrożenia życia jest zresztą bardzo sporadyczny, statystycznie
niewielki, a powstające wówczas dylematy mogą być rozstrzygnięte na zasadzie
miłości (jak o tym przekonała wszystkich śp. Agata Mróz) bądź na zasadzie
egoizmu.
Konfrontacja prawa kobiety i prawa dziecka zdaje się wybrzmiewać w cytowanej
przez "Wyborczą" opinii innego eksperta prawa, dr. Michała Jackowskiego:
"Wyłączenie aborcji w każdym przypadku, nawet w sytuacji, gdy zagrożone byłoby
życie kobiety, w mojej opinii tak daleko idący przepis mógłby zostać uznany za
niezgodny z konstytucją". Szkoda, że nie ma uzasadnienia tej tezy. I jak
pogodzić ten zarzut z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja 1997 roku,
że ochrona prawna życia ludzkiego dotyczy okresu prenatalnego? Trybunał nie
uzależnia tej ochrony od takich czy innych cech człowieka ani środowiska, w
którym on się znajduje.

 

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr
 


Autor jest etykiem, prodziekanem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama
Mickiewicza, wykładowcą w WSKSiM.

drukuj